sobota, 31 grudnia 2016

Spacer po roku 2016 :)





Przyznam się Wam, że nie lubię wszystkich noworocznych postanowień, szału sylwestra. Rytuały przejścia są ważne i potrzebne, ale jakoś zmiana cyfry w dacie, nie jest dla mnie ważnym wydarzeniem ;). Ot takie moje przemyślenia. Postanowiłam jednak podsumować to, co działo się w tym roku na blogu i w moim czytelniczym świecie. A zatem zapraszam Was na spacer po 2016 roku.



Przeczytane książki i recenzje :) - klikając w tytuł, przeniesiecie się do recenzji :)

64. Eugeniusz Zamiatin "My" - recenzja w przygotowaniu
65. Amie Kaufman, Meagan Spooner "W spojrzeniu wroga" - recenzja w przygotowaniu



Książki rozpoczęte albo niedokończone ;)

1. Jakub Małecki "Ślady"
2. Jacek Hugo-Bader "Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak"
3. Michał Książek "Jakuck"
4. Madeline Sheehan "Niepokorna"
5. Remigiusz Mróz "Trawers"
6. Eowyn Yvey "Dziecko śniegu"
7. Amie Kaufman, Meagan Spooner "W sercu światła"
8. Robert Małecki "Najgorsze dopiero nadejdzie"



Wydarzenia blogowe :)


Moje blogowe i literackie sukcesy :)

W zakładce SWS w mediach znajdziecie linki do wywiadu, którego udzieliłam dla TVP3 Rzeszów



Podsumowanie

Odkryciem tego roku było czterech autorów Maria Paszyńska, Mirosława Kareta, ks. Jan Kaczkowski i Michał Książek. Zakochałam się w ich książkach i ciągle z niecierpliwością czekam na nowe. Trudno byłoby mi odpowiedzieć na to, które książki okazały się najlepsze, więc powiem krótko, wyróżniam wspomnianych wyżej autorów plus "Miłosierdzie to imię Boga" :). Mile zaskoczyła mnie Natalia Sońska, która książką "Obudź się Kopciuszku" zweryfikowała moje podejście do literatury kobiecej i wobec której pokładam wielkie nadzieje i czekam na kolejne książki. Niezawodny okazał się Remigiusz Mróz, za którym już nie nadążam totalnie. Nie miałam jakichś specjalnych wielkich porażek czytelniczych. Rozczarowała mnie jedna książka "Egzekucja w dobrej wierze". Czytałam trochę o kreatywności, polubiłam się z biografiami i wiele myślałam o sprawach wiary, dzięki książkom z Wydawnictwa WAM :).

W grudniu niestety z powodu wzmożonej pracy nie udało mi się zbyt wiele przeczytać i brakowało mi chwil spędzonych z książką. Przeczytałam jednak w tym roku więcej niż w poprzednim. Wysłuchałam pierwszego audiobooka, świetnie bawiłam się na Targach Książki, dostałam czytnik ebooków. Udało mi się zająć III miejsce w konkursie na opowiadanie i poopowiadać o mojej czytelniczej pasji. Odwiedzałam świetne blogi i wspominałam Wam o tym w Spacerze wśród blogów. Rozkręciłam nieco Instagrama, zmieniłam trochę wygląd bloga. Stale uczę się i szukam nowych metod promowania czytelnictwa i co najważniejsze, pisałam i rozwijałam się dzięki Wam i dla Was również. Jest Was tutaj coraz więcej i to dla mnie największa radość!!! 


Kochani, dziękuję Wam za wspólnie spędzony rok i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i zaczytanych dni, pełnych pięknych historii :*

Piszcie, jak Wam minął rok 2016. Co przeczytaliście, co Was zaskoczyło, co zniechęciło. 



poniedziałek, 26 grudnia 2016

Przyjaźń ponad wszystko – Sara Pennypacker „Pax”


„Jak było do przewidzenia, chłopiec uniósł żołnierzyka i cisnął nim w las. Ulga, jaką poczuł lis – przyjechali tu tylko po to, by się pobawić! – sprawiła, że stracił czujność. Pognał w stronę lasu, nie oglądając się na ludzi. Gdyby się obejrzał, zobaczyłby, jak chłopiec wyrywa się ojcu i zasłania twarz rękami, i zawróciłby. Czegokolwiek potrzebował jego chłopiec – ochrony, rozrywki, czułości – lis gotów był mu to ofiarować”. – s. 13



Więź, jaka łączy przyjaciół, jest niesamowita. Czasami mamy wrażenie, że znamy kogoś od zawsze i nie wyobrażamy sobie życia bez niego. Bywa, że takim kompanem niekoniecznie jest człowiek, ale zwierzę. Posiadanie psa czy kota uczy dziecko nie tylko odpowiedzialności, ale pozwala rozwinąć wiele cech jego osobowości. 

Peter po śmierci matki tłumi w sobie gniew. Za wszelką cenę, chce zapanować nad wszystkimi negatywnymi uczuciami, które wywołują niechciane wspomnienia i skojarzenia. Gdy na skutek zbliżającej się wojny musi przeprowadzić się do dziadka, człowieka równie zamkniętego i surowego, co jego ojciec, bohater nie jest zadowolony. To rozwiązanie jest tym trudniejsze, że rodzic zmusza go do pozostawienia w lesie Pax-a, oswojonego lisa, z którym chłopiec dorastał. Mimo protestów, zwierzak zostaje porzucony i musi odnaleźć się w nowej sytuacji. Cierpliwie czeka na powrót swojego człowieka, którego kocha i który przecież kocha jego. Tymczasem Peter nie wytrzymuje, ucieka w nocy z domu dziadka i udaje się na poszukiwanie przyjaciela. Niefortunny wypadek sprawia, że łamie nogę i dostaje się do domu Voli, samotnie mieszkającej kobiety, która zmaga się z wielkim bólem. Opiekując się chłopcem, uczy go ona znajdowania odpowiedzi na dręczące bohatera pytania, a także dowiaduje się czegoś o sobie. Tymczasem Pax musi stawić czoła niebezpieczeństwom czyhającym w lesie. Nie jest jednak sam. Poznaje lisicę Nastroszoną, jej brata Chuderlaka i starego lisa, który może mu pomóc. Wojna jednak zbliża się wielkimi krokami. Pojawiają się ludzie a z nimi niebezpieczeństwo. Czy chłopiec zdąży odnaleźć swojego lisa? Jakie przygody czekają Paxa i jego nowych przyjaciół?

Już dawno nie przeczytałam książki tak szybko. Po zabieganiu przedświątecznym byłam spragniona chwili z lekturą i bardzo dobrze wybrałam. „Pax” to bowiem ciepła, urzekająca i wciągająca historia. To rzecz nie tylko o przyjaźni lisa z chłopcem, ale i o dojrzewaniu do odpowiedzialności za swego przyjaciela oraz za napotkanych ludzi i zwierzęta. Na przykładzie lisa i człowieka autorka pokazuje otwartość serca, która potrafi przyjąć drugiego i pomagać mu. To mądra opowieść o szukaniu odpowiedzi na fundamentalne pytania o przyjaźń, miłość, rozczarowanie, stratę, ból. Rozłąka między przyjaciółmi uczy ich wielu rzeczy. Peter przekonuje się, że nie powinien był ulegać ojcu i pozwalać na pozostawienie lisa w lesie. Zaczyna rozumieć, że obwinianie się za dawne winy, nie ma sensu, ponieważ sprawia, że życie to katorga, w której nie uczyni się niczego dobrego. Zamykanie się w bólu i karanie za grzechy jest bowiem zamkniętym kołem. Zmaga się również z panowaniem nad złością. Pax zaczyna zaś rozumieć, że nie każdy człowiek bywa dobry, że ludzie się zmieniają i czasami stają się fałszywi. Doznaje niszczycielskiej działalności człowieka, który przeciwstawia się naturze i swoim bliźnim. Wojna jest zaledwie nakreślona, a jednak widać ogrom zła, jakie wyrządza, choć na dobrą sprawę jeszcze się nie rozpoczęła.

„Jest taka choroba, która czasami dopada lisy. Sprawia, że przestają być sobą i atakują obcych. Wojna to taka choroba, tylko u ludzi. (…) Ci zarażeni wojną… czy oni zaatakują mojego chłopca?
Tam gdzie żyłem z ludźmi, kiedyś przyszła wojna. Wszystko zostało zniszczone. Wszędzie był ogień. Śmierć dosięgała nie tylko zarażonych wojną dorosłych samców, ale też dzieci, matki, stare osobniki ich własnego gatunku. Wszystkie zwierzęta. Ludzie zarażeni tą chorobą niszczą wszystko na swojej drodze”. – s. 72-73

Porównanie jej do choroby, jest bardzo adekwatne. Atakuje bowiem całego człowieka, pozbawiając go empatii, nieraz dobroci, współczucia. Niszczy obie strony konfliktu i wszystko dookoła siebie. Jest machiną pochłaniającą zarówno złych jak i dobrych, mężczyzn, kobiety, dzieci. Jak trudno przetrwać podczas działań wojennych i jak przez przypadek można stać się ofiarą konfliktu, pokazują losy lisów.

Rodzące się między zwierzętami zaufanie, bezinteresowność, oddanie, to wszystko zostaje skontrastowane z ludźmi, którzy zdają się mieć mniej uczuć niż zwierzęta. Na tle wojny wyróżnia się Peter i Vola, ale oni również muszą zmagać się ze swoimi demonami, agresją i złością śpiącą w każdym człowieku. Delikatnie nakreślony temat przemocy i niepanowania nad gniewem, to kolejny temat do refleksji w książce. Tęsknota za czystymi i prostymi relacjami i więzią, która jest nieprzerwana, porozumieniem niemal mistycznym wyłania się z kart książki, gdy mowa o przyjaźni Pax'a i Petera. Jest to jednak trudny związek. Czekanie na przyjaciela i odpowiedzialność za nowych towarzyszy prowadzi bowiem do zaskakującego finału, który pozostawił mnie z wieloma pytaniami. Nieco zabrakło mi szerszego spojrzenia na zakończenie, które wyjaśniłoby wiele, z drugiej strony takie zamknięcie pozwala snuć własne wnioski i daje szerokie pole manewru do kontynuowania opowieści, która mogłaby nauczyć czytelnika jeszcze wielu rzeczy.



Pax” to niezwykła książka. Historia, która od pierwszej strony przepełniona jest emocjami i mądrą nauką. Powieść, nie zwalnia czytelników od myślenia. Każe zadawać pytania i szukać na nie odpowiedzi. Klimatem faktycznie przypomina „Małego Księcia”, ale moim zdaniem jest bardziej współczesna i pisana zrozumiałym dla dzieci językiem. Metafory są prostsze i bardziej przemawiają do młodych czytelników. Całości, która porusza i zachwyca, dopełniają ilustracje Jona’a Klassen’a. Słowem, „Pax” to bardzo dobra literatura zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Przedstawiająca świat ludzi i zwierząt, w którym dobro raz jest po jednej, raz po drugiej stronie. Książka na pewno uczy dobroci, opowiada o dorastaniu, podczas którego nie wolno zapomnieć kim się jest i co jest najważniejsze. Dojrzewaniu przy którym nie można zatracić istoty człowieczeństwa, którą jest miłość, empatia, współczucie, mądrość i prawda. Ja ze swojej strony serdecznie polecam, bo naprawdę warto!!!


Sara Pennypacker, Pax, przeł. Dorota Dziewońska, ilustrował Jona, Klassen, wyd. IUVI, Kraków 2016.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Dzieje przyjaźni – Laurence Yep i Joanne Ryder „Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi”


„Oprócz tego, że była bystra i odważna, była też twarda. To zabawne, jak życie pełne kłopotów może sprawić, że niektóre stworzenia boją się własnego cienia, a inne – jak Winnie – stają się silniejsze i lepsze. Czułam się dobrze, wiedząc, że mogę na niej polegać, kiedy sprawy się skomplikują.” – s. 114



Zastanawiam się, kiedy ostatnio czytałam książkę dla dzieci. Owszem sięgam po lektury dla młodzieży, bo najzwyczajniej w świecie lubię młodzieżówki i dystopie. Do literatury dla młodszych zaglądam raczej rzadko, ale czasami naprawdę warto poczytać coś pisanego specjalnie dla dzieci. Dotarła do mnie niedawno tajemnicza przesyłka, która zawierała książkę, z początku wydawało mi się, że jedynie o smokach, ale nic bardziej mylnego. Była to tym milsza przesyłka, bo od kogoś, kogo ogromnie lubię i tu mała ciekawostka. Agnieszkę na pewno kojarzycie z Obsesyjnej Biblioteczki, ale czy wiecie, że jest również tłumaczem? I przetłumaczyła właśnie tę książkę ☺.

Winnie od śmierci ojca nie ma łatwego życia. Jej matka stara się radzić sobie jak może, by utrzymać rodzinę. W końcu jednak może odetchnąć za sprawą spadku po zmarłej ciotce. Odziedziczona rezydencja i spory majątek, sprawiają, że ich przyszłość zostaje zabezpieczona. To jednak nie koniec wiadomości. Poza pięknym domem Amelia pozostawia Winnie jeszcze coś, wejście do magicznego, pełnego przygód świata. Dom zamieszkuje bowiem tajemnicza Panna Drake, niezwykle potężny i mądry smok, który początkowo nie ma ochoty na znajomość z dziewczynką. W żałobie po Kudłatej, jak nazywała bohaterka Amelię, nie dostrzega ona początkowo wyjątkowości małego gościa, a trzeba przyznać, że dziewczynka jest nie tylko odważna, twarda i ciekawska, ale ma dużo ciepła. Od potyczek słownych rozpoczyna się znajomość między samotną smoczycą a wyjątkową dziewczynką. Z czasem bohaterki poznają się coraz lepiej i rodzi się między nimi więź, która umocni się dzięki przygodzie z pewnym szkicownikiem. Czy Pannie Drake i Winnie uda się zażegnać niebezpieczeństwo zarówno w ludzkim jak i magicznym świecie?

Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi” to pełna ciepła, humoru i magii lektura, która umili i rozgrzeje młodszych i starszych w zimowe wieczory. Perypetie marudnej i gderliwej, ale inteligentnej i potężnej smoczycy oraz małej, ciekawej świata i tęskniącej za ojcem dziewczynki wciągają i zapewniają oddech po ciężkim dniu. Autorki stworzyły naprawdę dobrą książkę dla dzieci, która uczy, że nie jest ważne to, co mamy materialnego, bo można grać zrobionymi przez siebie warcabami, że ważniejsi są ludzie niż rzeczy, gdyż to oni dają nam szczęście. W mądry sposób zasygnalizowane zrozumienie dla trudnej sytuacji rodzinnej zarówno pod względem osobistym jak i finansowym, uwrażliwia czytelników na to, że warto pomyśleć o innych niż upierać się przy swoim i uczy empatii. Winnie jest nie tylko silną dziewczynką, która nie rozpacza po stracie ojca, ale stara się być dobra dla mamy, mimo ciężkich chwil. Nie marudzi, nie narzeka. Przyjmuje swój los naprawdę dzielnie, choć tęskni, stąd jej upór w powracaniu do panny Drake. Co ogromnie mi się spodobało to fakt, że nie ma ona potrzeby posiadania wielu rzeczy, co często podkreśla i co powinno być uświadamiane młodym ludziom. Bardziej interesują ją relację i rozwijanie siebie, poznawanie świata magii, niż nowe rzeczy. Dziewczynka, najbardziej pragnie bowiem relacji z drugim człowiekiem czy smokiem ;) i tym samym przypomina mi wielu bohaterów moich dziecięcych książek. Jest to tym cenniejsze, że żyje przecież w świecie gadżetów i nowinek technicznych. Panna Drake natomiast to trochę zrzędliwa i zamknięta w sobie smoczyca, która manierami odstaje od teraźniejszości, ale jednocześnie ma dobre serce i dostrzega zalety swojej nowej oswojonej. Traktuje ją nieco protekcjonalnie, ale zaczyna darzyć sympatią dziewczynkę, która początkowo mocno działa jej na nerwy. Świat magii jest tu pełen kolorów i dziwów, które zachwycają Winnie i czytelnika.



Książka Laurence Yep i Joanne Ryder jest historią nie tylko ciekawą i wciągającą, ale napisaną prostym, bardzo obrazowym, działający na wyobraźnię językiem (co widać także w tłumaczeniu J). Liczne ilustracje, choć czarno-białe, dodają powieści smaczku i umilają lekturę. Dodatkowo to historia, która bawi i uczy. Stawia przed czytelnikiem pytania i zatrzymuje na chwilę refleksji, pokazuje, co jest ważne w życiu. To rzecz nie tylko o przezwyciężaniu samotności, radzeniu sobie ze stratą i bólem, ale również o wychodzeniu do innych, odwadze, odpowiedzialności, przyjaźni. Sympatyczna książka z humorem obrazująca o gderliwych, marudnych i zrzędliwych dorosłych (ale jak widać jest dla nas nadzieja ;) ) i dzieci, które ubogacają swoim widzeniem świata. W końcu zaś to rzecz o skomplikowanych relacjach międzyludzkich a tutaj też międzygatunkowych ;), o różnicach spojrzenia, które wzbogacają i o tym, co tak naprawdę jest najważniejsze w życiu. Jeśli zatem szukacie dobrej lektury dla pociechy lub sami chcecie przypomnieć sobie co nieco, serdecznie polecam.

Za książkę serdecznie dziękuję Agnieszce z Obsesyjnej Biblioteczki <3



Laurence Yep, Joanne Ryder, Poradnik dla smoków. Żywienie i wychowanie ludzi, przeł. Agnieszka Pohl, ilustrowała Mary GrandPré, wyd. IUVI, Kraków 2016. 

środa, 14 grudnia 2016

Ocalić od zapomnienia – Mirosława Kareta „Bezimienni”


„One zupełnie nie doceniały swojej roli! Uważały, że prawdziwi bohaterowie to ci chłopcy z pistoletami za pasem. A tymczasem to one odwalały najważniejszy kawał roboty, często niewdzięcznej. To dzięki ich meldunkom, rozpoznawaniu terenu, rozpracowywaniu poszczególnych osób wywiad Armii Krajowej działał tak, jak działał…” – s. 346



Tęskniłam za Petrycymi i ich zwariowanymi rodzinnymi zawirowaniami. Byłam ciekawa jak dalej ułoży się między Anią i Tomkiem. Co wywołało odkrycie zapisków matki Maksymiliana, co stanie się z Marysią i jej sytuacją w pracy. Polubiłam bohaterów i wrosłam w ich domową czasami burzową, nieraz słoneczną atmosferę. Stali się dla mnie trochę jak przyjaciele, na których się czeka, dlatego czytałam „Bezimiennych” w każdej chwili wolnej od pracy. Chłonąc dalsze losy bohaterów i całkiem nową historię.

Tym razem poza dalszym ciągiem rozpoczętej w „Pokochałam wroga” historii autorka przedstawia również kolejny epizod wojenny. Dotyczy on katastrofy Liberatora, która miała miejsce na Zabłociu w sierpniu 1944 roku. Losy ocalałego Petera Redlicha i ukrywającej go Pelagii przeplatają się z akcją z lat 90-tych. Żona zestrzelonego lotnika a zarazem daleka krewna Petrycych spontanicznie przyjeżdża do Krakowa i postanawia udać się na spacer, podczas którego Jacek i Krysia będą opowiadać o wydarzeniach, w których jej ukochany brał udział. Nikt jednak go nie wspomina. Brak jakichkolwiek informacji na temat udziału Petera w historycznym locie, sprawia że staruszka zrobi wszystko, by uczcić pamięć małżonka i umieścić go na liście załogi Liberatora. Razem z Anią rozpoczyna poszukiwania świadków, którzy mogliby zaświadczyć, że jej wersja wydarzeń jest prawdziwa, choć owiana niebywałą tajemnicą. Tym niezwykłym, przesiąkniętym duchem historii wędrówkom po Krakowie towarzyszy opowiadanie o rodzinie Petrycych. Lekki rozłam w małżeństwie Maksymiliana i Marysi zdaje się pogłębiać. On zajęty dbaniem o swoją karierę i ciągle dotknięty reakcją społeczeństwa na pamiętnik jego matki, ona zdenerwowana sytuacją w pracy, swoim stanem emocjonalnym i brakiem atrakcyjności jako kobieta. Ania również nie ma łatwo, stara się odnaleźć własną drogę i przekonać się, co tak naprawdę czuje do Tomka i czy jest w stanie zbudować z nim trwały związek. Jej historia współgra ze wspomnieniami ciotki Pelagii, która przypomina bolesną przeszłość i powoli rodzące się i niespodziewane uczucie.  

Mirosława Kareta po raz kolejny sięga do historii, tym razem do działalności żołnierzy AK i lotników angielskich podczas II wojny światowej. Przypomina bohaterstwo ludzi, którzy nie bali się, mimo groźby śmierci, działać w podziemiu i walczyć o wolny kraj. Honor tych, którzy pomagali innym w czasach, gdy zło wydawało się wszechobecne. Obrazuje także ludzkie dramaty, które na trwałe pozostawiają ślad na duszy i psychice. Bohaterowie „Bezimiennych” to ludzie zaprawieni w cierpieniu, a jednak mimo pewnego zrezygnowania, potrafiący odnaleźć siłę do życia. To nie papierowe postaci, lecz ludzie z krwi i kości, targani emocjami, z bolesną przeszłością, szukający swojej drogi i często zaskakiwani przez los. Zarówno Pelagia jak i Peter doznali ogromnej straty. Nie mieli łatwego dzieciństwa, ich dom nie pretendował do miana doskonałego, a mimo to, potrafili znaleźć w życiu odrobinę szczęścia, choć dla każdego z nich wyglądało ono inaczej. Pisarka przedstawia skomplikowane koleje losu, który nie oszczędza nikogo, często pozbawia złudzeń, boleśnie dotyka, weryfikuje nieraz wszystko, co wydajemy się wiedzieć o życiu, a jednak pozwala człowiekowi odnaleźć swoją przystań, tam gdzie by się jej nie spodziewał. Zadziwia pokora Petera i Pelagii względem samych siebie oraz zadziorność i hardość, z jaką bohaterka walczy nie o własne dobre imię, ale o pamięć o mężu. Przy upartym charakterze staruszki aż dziw bierze, że jej życie pozostaje owiane mgłą tajemnicy. Maksymilian i Marysia są jeszcze bardziej żywiołowi, przechodzą kryzys w związku spowodowany nie tylko ich wzajemnymi pretensjami, ale również podejściem do dzieci. Praca, dom, problemy dają im się we znaki. Dorosłe pociechy zaczynają obierać własną ścieżkę, nie zawsze po myśli rodziców. Dużo tu nieporozumień, problemów z komunikacją, zwykłego życia, w którym między młodymi a starszymi zawsze dochodzi do mniejszych czy większych nieporozumień. Co ogromnie mi się podoba, to fakt że zestawiając niemal trzy pokolenia Mirosława Kareta pokazuje, że nie różnimy się tak bardzo od siebie. Żyjemy w różnych czasach, ale mamy podobne problemy, namiętności, życie żadnego z bohaterów nie jest usłane różami. Przed każdym z nich stoją pewne szanse, wyzwania, trudności.



Bezimienni” to zdecydowanie wciągająca, klimatyczna, wypełniona ciepłem i masą emocji książka. Już pierwszy tom pokazał, że autorka znakomicie posługuje się językiem i ma dar do tworzenia nie tylko urzekających opowieści rodzinnych, ale pisania o wydarzeniach historycznych tak, że chłonie się je w najlepsze. Przyznam, że gdyby tak były pisane podręczniki do historii, skończyłabym dwa kierunki studiów. Drugi tom sagi o rodzie Petrycych jest książką bardziej złożoną i dojrzałą. Bohaterowie naznaczeni są cięższym brzemieniem, nie brak im odwagi, poświęcenia, bezinteresowności, oddania. Mimo ran potrafią zacząć od początku, świadcząc o sile ludzkiego ducha. To także ludzie na życiowych rozstajach, dojrzewający do decyzji, uczący się mądrości, a także umiejący docenić historię. Mogę napisać, że to opowieść o bohaterach czasów II wojny światowej jak Peter i Pelagia, ale i tych codziennych bohaterach, którzy walczą o pamięć lub po prostu starają się przeżyć życie jak najlepiej. To zdecydowanie książka, która sprawia, że wieczory stają się krótkie, bo nagle jest strasznie późno, a nie chce się opuścić świata powieści, a zarazem rzecz, która skłania do przemyślenia wielu spraw. U Petrycych jest tak jak w domu, czasem za głośno, czasem milcząco. Atmosfera bywa napięta, ale czuć w tym wszystkim miłość nawet, jeśli czasami wyrażana jest dość nieporadnie. Ot, życie można powiedzieć i chyba to jest w powieści najpiękniejsze, to ciepło domu, który nie jest pozbawiony wad, ta codzienność, która miesza się z przeszłością, w końcu bezpieczeństwo przeplatające się z obawą przed nieznanym, które czeka. W pewnym sensie to powieść dla nas i o nas. O ludziach z wielką historią i tych którzy mają zwykłe życie, będących na początku czy w środku drogi. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Z kart bije jakaś nostalgia, za czasami, które pamiętam z dzieciństwa, za latami, gdy technika aż tak nie pożerała czasu, a historie były żywe i pociągające. Dlatego przystaję, otwieram oczy, słucham, szukam. Odstawiam trochę internet na bok, bo nie tylko święta coraz bliżej (jak w powieści), ale jakoś bliżej do ludzi po tej lekturze.   

A na koniec, serdeczne podziękowania dla Pani Mirosławy Karety za powieść, bo takich książek stale jest za mało, za piękną dedykację, spotkanie na targach i motywację.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.


Mirosława Kareta, Bezimienni, wyd. WAM, Kraków 2016.


wtorek, 6 grudnia 2016

Złam zasady – Remigiusz Mróz „Behawiorysta”



„Globalny fenomen. Właśnie tym było to przedstawienie – lub właśnie tym stanie się w najbliższym czasie. Morderca oczami wyobraźni zapewne widział już wszystkie wyznaczniki sukcesu w dzisiejszym świecie. Miliony śledzących na Twitterze i Facebooku, twarz na okładkach gazet, nieustanne rozmowy na jego temat i niekończące się analizy w telewizji. Manifesty polityczne ogłaszane w sieci, duchowe przewodnictwo i…” - s. 120



Psychopaci w literaturze to temat do wdzięcznych analiz. Był Hannibal Lecter, który mordował i przyrządzał sobie z ofiar wykwintne obiadki, którymi raczył siebie i gości. Był Marvin, któremu marzyła się naprawa ofiary, zbudowanie człowieka od nowa ("Kostka"). Jack Torrance z „Lśnienia” biegał po hotelu z siekierą i chciał wymordować rodzinę. W końcu był i szaleniec z „Wieży milczenia” czy Bestia z serii o komisarzu Forście. Do tego szlachetnego grona dołączył następny członek – Kompozytor, postać z najnowszej książki Remigiusza Mroza „Behawiorysta”.

Co musi się wydarzyć, by do byłego prokuratora, dodajmy że wydalonego dyscyplinarnie, nagle zadzwoniono z prośbą o pomoc? Na pewno coś strasznego. Kiedy zatem w przedszkolu szaleniec grozi zabiciem zakładników Beata Drejer zwraca się do swojego byłego szefa, specjalisty z kinezyki. Gerard Edling przystaje na propozycję, tym bardziej, że tajemniczy zamachowiec stanowi dla niego niemałą zagadkę. Od transmitowanego przez internet zdarzenia rozpoczyna się gra o ludzkie życie. Kompozytor, gdyż tak zostaje nazwany ów szaleniec, oddaje w ręce internautów los przedszkolanki i jednego z dzieci. Ich zadaniem jest wybrać, kto zginie a kto przeżyje. Obława i ujęcie terrorysty nie kończy koncertu krwi. Okazuje się bowiem, że ten dziwny człowiek nadal działa i po raz kolejny każe wybierać, życie czy śmierć. Organy ścigania wraz z Edlingiem starają się dociec, co tak naprawdę się dzieje. Jaki cel ma ten tajemniczy człowiek i jak powstrzymać jego oraz znajdujących się na wolności pomocników. Czas ucieka a na szali znajduje się ludzkie życie. Czy behawioryście uda się rozwiązać zagadkę na czas?

Pisząc powyższe zdania bardzo upraszczam, ale nie chcę zdradzać za wiele. Jak na Remigiusza Mroza przystało jest tu cała masa emocji, szybkie tempo, bardzo charakterystyczni bohaterowie, zaskakujące zwroty akcji. Dostajemy też coś nowego, widać, że autor się zmienia literacko. Kinezyka sama w sobie stanowi interesujący fragment fabuły, podnosi napięcie, gdy człowieka czyta się również przez najdrobniejsze gesty lub gdy nie można tego zrobić, bo za bardzo się kontroluje. Gerard Edling stanowi chyba najbardziej osobliwego bohatera, jakiego do tej pory stworzył autor. Nienaganne maniery, można rzec, nawet przesadne, dbałość o poprawność językową, która momentami przypominała nawet językowy fanatyzm, charakterystyczny, jasny garnitur, ostry jak brzytwa umysł, rozległa wiedza i chłód emocjonalny tak w skrócie można by go opisać. Do tego potrafi działać niekonwencjonalnie, choć mocno trzyma się wszelkich paragrafów. Pociąga go mrok i wynaturzenia ludzi, których rozpracowuje, choć sam nie robi nic złego. Ciągnie się za nim tajemnicza sprawa z dziewczyną, przez którą stracił pracę. Właściwie czytelnik poznaje go naprawdę powoli. Co innego Kompozytor, to wygłaszający tyrady obłąkaniec, który chce zmienić świat i ludzi. Czasami ciężko powiedzieć, do czego tak naprawdę dąży. Niby jest wykonawcą woli większości, po części kompozytorem, po części dyrygentem, ale tak naprawdę to po prostu szaleniec opętany swoją wymyślną ideologią. Człowiek pozbawiony uczuć, manipulator, który stanowi przez niemal całą powieść prawdziwą zagadkę. Pozostali bohaterowie, choć dobrze nakreśleni, nawet prokurator Drejer, blakną przy tych dwóch postaciach, ale tak powinno być. Czytelnik cały czas myśli o dwóch głównych postaciach toczących ze sobą pojedynek i to własnie rozpala najwięcej emocji.



Behawiorysta” to powieść zarówno o Edlingu i jego życiu, co i o kompozytorze i mrocznych zakamarkach ludzkiej duszy. Z pewnością to najbrutalniejsza i najciemniejsza historia, która wyszła spod pióra Remigiusza Mroza. To, co wyczynia zamachowiec jest po prostu straszne, okrutne i wynaturzone. Czyni on z siebie z jednej strony pana życia i śmierci, z drugiej zaś wykonawcę woli ludu. To także kreator ludzkich zachowań. Poziom okrucieństwa jest naprawdę wielki i przyznam, że po tę pozycję nie powinni sięgać młodsi czytelnicy. Autorowi nie można odmówić pomysłu, choć momentami przeraża, zwłaszcza jeśli myśli się o tym, że Remigiusz Mróz to przecież sympatyczny, uśmiechnięty, otwarty człowiek. Jak zawsze powieść charakteryzuje się doskonale zbudowanym napięciem, emocjonującą akcją, zaskakującym zakończeniem i twistami fabularnymi. Tym razem jednak „Behawiorysta” wyróżnia się czymś nowym. W toku akcji stawia bowiem przed czytelnikiem nie tylko pytania o to, co się stanie, ale nawiązuje do dylematów moralnych. Co zrobić w danym momencie, jak postąpić? Szukanie wyjścia z sytuacji daje wgląd nie tylko w psychikę bohaterów, ale pozwala lepiej poznać siebie. Mimo okrucieństwa, jakie pojawia się na stronach powieści, książka wywołuje naprawdę silne emocje i składnia do przemyśleń, które pozwalają zaglądnąć w głąb naszej duszy, nawet jej mroczniejszych zakamarków. 

Remigiusz Mróz coraz mocniej uderza w literackie tony, pogłębia analizę bohaterów, daje się poznać od nowej, mrocznej strony. Nie traci przy tym świetnie opanowanej umiejętności trzymania czytelnika w garści, wywoływania w nim przeróżnych odczuć, wciągania w opowiadaną historię. Tworzy swój mały teatr, w którym marionetkami są zarówno postaci literackie, jak i czytelnicy, bo trzeba uznać Autora za pana i władcę marionetek, które podążają w głąb stworzonej przez niego fabuły i grają (rozważając co zrobiliby na miejscu bohatera, analizując czyny, z których często żaden nie jest dobrym rozwiązaniem, poddając się akcji). „Behawiorysta” z jednej strony przeraża mnie swoim mrokiem, szaleństwem, brutalnością, z drugiej przyciąga. Jest świetną, trzymającą w napięciu historią, która daje pole do rozważań. I choć jak pisałam, nie polecam jej absolutnie młodszym czytelnikom, czytałam ją z zapartym tchem, szybko przerzucając kolejne strony, z kołaczącą się w głowie jedną myślą, zaczynam bać się Autora…


Remigiusz Mróz, Behawiorysta, wyd. Filia, Poznań 2016.