wtorek, 22 listopada 2016

Co z nimi będzie? - Remigiusz Mróz „Immunitet”


„- Poszperam – zapewnił buńczucznie Kormak.
- Nie ustawaj w wysiłkach.
Chudzielec podszedł do drzwi i obejrzał się przez ramię.
- Nie ustanę. – Zasalutował. – Wyrobię trzysta procent normy, towarzyszu.
- Ojczyzna na ciebie liczy.
- Nie przeliczy się.
- Dociekaj, groź, nie odpuszczaj.
- Tak jest.
- Drąż, kop aż do skutku. Bądź jak ryjownik. 
Kormak spojrzał na niego z powątpiewaniem.
- Co? – bąknął.
- No wiesz… owadożerny ssak z gatunku ryjówkowatych.
- Pierwsze słyszę. I niespecjalnie mi się podoba to porównanie”. – s. 458


 Kordian i Chyłka wracają do akcji. Poprzedni tom zakończył się mocnym akcentem i przyznam, że czekałam na ciąg dalszy, bo ciągle kibicuję tej parze, zgrzytając zębami, że autor w mistrzowski sposób odkłada rozwój akcji między dwójką prawników, przerywając w najciekawszym momencie. Po raz kolejny zatem trafił w moje ręce grubaśny tom opowiadający o dalszych losach prawników z kancelarii Żelazny & McVay. Co tym razem zaserwował czytelnikom autor? Przekonajcie się sami.

Joanna żyje, od razu uspokajam. Nadal pochłania wielkie ilości alkoholu, zajada się mięchem, nie oszczędza nikogo. Zordon nieco zrehabilitował się w moich oczach i pewnie trochę dojrzał. Wróciły moralne dylematy, które wydawało się, że odeszły po kilku bataliach sądowych. Niby wszystko wraca na stare tory, ale to jednak trochę inna rzeczywistość.

Całkiem na czasie mamy sprawę związaną z Trybunałem Konstytucyjnym. Najmłodszy sędzia, można by rzec, politycznie stojący gdzieś pośrodku, a zarazem znajomy Chyłki ze studiów zostaje oskarżony o zabójstwo popełnione kilka lat wcześniej. Czemu do postawienia zarzutów doszło dopiero teraz? Czy ktoś uznał sędziego za zagrażającego mu? A może zrobił coś, co nie spodobało się władzy? Jaka by nie była odpowiedź, dzieje się coś niepokojącego. Nikt bez powodu nie próbuje pozbawić immunitetu sędziego trybunału. Intryga zagęszcza się tym bardziej, że pojawiają się nowe dowody. Świadkowie zmieniają zeznania, wszystkie znaki na ziemi i niebie zdają się świadczyć przeciwko Sebastianowi Sendalowi, który mimo coraz liczniejszych oznak jego winy, uparcie twierdzi, że nie popełnił zarzucanych mu czynów. Prawda jest jednak taka, że na światło dzienne wychodzą grzechy i grzeszki, które burzą idealny wizerunek szanowanego sędziego. Mężczyzna staje się coraz mniej wiarygodny i nawet prawnicy są poirytowani tym, że klient ich okłamuje. Oliwy do ognia dolewają tajemnicze kwiaty, będące ostrzeżeniem a w końcu niewyjaśnione zniknięcie Chyłki. Kordian samodzielnie będzie musiał stawić czoła niełatwej sprawie i starać się odszukać zaginioną patronkę. Więcej nie zdradzę…



Mroczny półświatek, niewygodne sekrety, podwójna tożsamość, polityczna walka i jak zawsze mocna i trzymająca w napięciu akcja. Remigiusz Mróz zna się na rzeczy. Przyznam, że podobał mi się pomysł na akcję z Joanną i naprawdę dobrze czytało się o kombinującym Kordianie i przekomarzaniach z Kormakiem. Samo sedno sprawy jest interesujące, wszechobecny klimat zaciskającej się na szyi sędziego pętli, szeroko zakrojonego spisku wywołuje ciekawość i chęć znalezienia odpowiedzi na pytanie, kto za tym stoi i dlaczego dąży do zniszczenia życia Sendala. Przeszłość Chyłki wpuszcza do historii nieco światła, pozwalając zrozumieć zachowanie bohaterki. Nie wiem jednak, czy tak łatwo przyznałaby się do tego, co miało miejsce. Rozumiem zmiany zachodzące w Joannie, zachowanie związane z alkoholem i dość chwiejną psychiką, ale czegoś jednak brakuje. Prawniczka nadal ma cięty język, ale trochę za mało Chyłki w Chyłce jak dla mnie. Chwile emocjonalnego odsłonięcia się świadczą o rozwoju postaci, tym że Kordian do niej dociera, coś ulega zmianie, ale jednocześnie burzą to, za co większość Chyłkę pokochała. Ciężka sytuacja, gdy z jednej strony chce się widzieć bohatera przy czyimś boku a z drugiej nieuchronnie prowadzi to do zmiany jego istoty.

Zgrzytam zatem zębami, zaciskam dłonie na książce za każdym razem, gdy Remigiusz Mróz zdaje się prowadzić relację bohaterów na wyższe stadium i w ostatnim momencie stawia na ich drodze jakąś przeszkodę, natrętną myśl, cokolwiek innego. Przypomina to tango, to nieustanne przyciąganie się i odpychanie. Próbę sił, jakąś nieokiełznaną moc, która kusi i jednocześnie stawia bariery. Ciekawy zamysł, ale ile można? Niedługo naprawdę pogryzę tę książkę ;). Sądząc po zakończeniu, nie wiem, co myśleć o dalszych losach. Oryński i Joanna są tak nieprzewidywalni momentami, że pojęcia nie mam, w którą stronę to pójdzie. Ale jestem ciekawa dalszej części.



Immunitet” zaciekawia. Może nie wbija w fotel, bo ukrywający prawdę świadek, już pojawił się na kartach cyklu, ale dobrze poprowadzona akcja, sprawia, że powieść czyta się przyjemnie i chce się poznać odpowiedź, na pytanie, o co tak naprawdę tutaj chodzi. Może troszkę brakło mi ikry u bohaterów, mimo ich przekomarzań, ale sytuację ratuje humor, który tak polubiłam u autora. Remigiusz Mróz przyzwyczaił swoich czytelników do fajerwerków, stale podnosi poprzeczkę, a to niełatwe w przypadku kontynuacji cyklu, utrzymać ten sam poziom lub zaskoczyć czymś nowym. Dla mnie czwarta część cyklu jest po prostu dobra, ma swoje smaczki, ale też i słabsze strony. Jest mocno zakorzeniona w znanym świecie popkultury, nie spodziewałam się trafić na wzmiankę o pewnym youtuberze i to jest całkiem ciekawe. Mimo wszystko narzekać nie mam zamiaru. Ciekawi mnie, co dalej stanie się z tym duetem, atmosfera się zagęściła a trzeba sporo wysiłku, by następny tom nie odstawał od poprzedników, zwłaszcza, że apetyt rośnie w miarę jedzenia.



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


Remigiusz Mróz, Immunitet, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz