niedziela, 30 października 2016

Spacer po Krakowskich Targach Książki 2016




Szaleństwo dla moli książkowych, świetna impreza promująca czytelnictwo i wydarzenie, które skłania do refleksji, czy czyta naprawdę tak mało Polaków? Powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie, że ktoś kto nie czyta, nagle bierze dzieci, czy idzie sam na Targi Książki, bo tam wypada być. Bo przecież pojawia się tam po to, by zobaczyć się z autorami, porozmawiać o książkach, kupić kilka tytułów. Zatłoczone alejki, niemożność przeciśnięcia się między ludźmi, długaśne kolejki do autorów, ludzie z torbami wypełnionymi tytułami, każą mi wątpić w prawdziwość statystyk. 

Siedząc wczoraj na przystanku tramwajowym, mimowolnie przysłuchiwałam się jak mama tłumaczyła dwóm malutkim córeczkom, że ci wszyscy ludzie, którzy idą w stronę przystanku, to Ci którzy czytają, bo jak ktoś nie czyta, to siedzi przed telewizorem, a nie chodzi po targach, bo to nie dla niego. Słuszny komentarz, podobnie jak ten, że jednak czyta dużo osób, a te czytające, czytają wiele. 




Targi odwiedziłam w czwartek, spokojnie oglądając stoiska, zawitałam do wydawnictw, z którymi współpracuję na stałe. Kupiłam kilka tytułów, troszkę gadżetów <3 i bez pośpiechu wszystko pooglądałam. Dzień nie bardzo tłoczny, ale i tak zdziwiła mnie frekwencja, która była większa, niż się spodziewałam. 

Sobota na targach to totalne szaleństwo. Ogrom ludzi, warsztat, a potem bieganie od autora do autora. Odwiedziny u WAM-u i Czwartej Strony, przemiłe spotkania, cudowne wrażenia i tylko smutek, że tak krótko i że niestety targowa tradycja została zerwana, bo mimo dwugodzinnego stania do Remigiusza Mroza się nie dostałam, a musiałam uciekać na autobus. A zatem króciutka relacja z dwóch naprawdę książkowo-spotkaniowych dni pełnych pozytywnych emocji, świetnych ludzi i wzruszeń. 





Miałam zaplanowanych kilka spotkań i udało się je zrealizować prawie w 100%. Najpierw warsztat, który mnie zaciekawił. Potem spotkania z pisarzami.




Na samym początku spotkanie z Panią Mirosławą Karetą, której "Pokochałam wroga" już recenzowałam, a teraz zabieram się za czytanie "Bezimiennych". Przesympatyczna osoba, której mogłam powiedzieć kilka słów i podziękować za wyróżnienie w konkursie. Ogromnie dziękuję za spotkanie i przemiłą dedykację, po której pozostaje mi jedynie nadal próbować swoich sił w pisaniu.




Następnie pobiegłam do Pana Michała Książka i udało mi się być pierwszą. Oczarowana "Drogą 816", której recenzja pojawiła się na blogu i tomikiem wierszy "Nauka o ptakach", starałam się przekazać moją fascynację sposobem pisania autora. Pan Michał jest niesamowicie pozytywną i miłą osobą i moja radość ze spotkania była naprawdę wielka <3, takich autorów nie spotyka się często :).





Potem udałam się na stoisko Czwartej Strony, by spotkać się z Robertem Małeckim, który jest niezwykle otwartym, sympatycznym i pozytywnym człowiekiem. Ogromnie jestem ciekawa "Najgorsze dopiero nadejdzie", gdyż autor zrobił na mnie jak najlepsze wrażenie i nie mogę się doczekać aż zabiorę się za lekturę :).







W końcu moje kroki skierowałam do wydawnictwa Sine Qua Non, by zdobyć podpis Jakuba Małeckiego, nie ukrywam, że pisarz zrobił na mnie ogromne wrażenie jako człowiek. Miły, uśmiechnięty, świetny, ale jestem również pod urokiem jego książek, dopracowanych, klimatycznych, mogę powiedzieć, że klasycznych, bo ma niepowtarzalny styl i pisze po prostu pięknie.




Niestety mimo dwóch godzin stania w kolejce do Remigiusza Mroza, nie udało mi się spotkać z autorem, musiałam uciekać na autobus. Szkoda, ale mam nadzieję, że na najbliższych targach się uda i tradycja targowych zdjęć z Remigiuszem Mrozem, będzie kontynuowana. A miałam, co podpisywać :)



To teraz to, co tygryski lubią najbardziej, czyli targowe łupy ;)

Odkryciem tego roku (jeszcze sprzed targów) było wydawnictwo Rób to, co kochasz. Świetne audiobooki, piękne gadżety, przemili Panowie :) i bardzo mądre i pozytywne przesłanie. Ludzie z pasją, którzy świetnie robią, to czym się zajmują i kochają to, sami możecie się przekonać :). Panom z wydawnictwa serdecznie dziękuję za przemiłą rozmowę i zapamiętanie takiej małej rudej, która sobie chodziła tam i z powrotem ;)




Audiobooki, których właśnie słucham :)




Nie przyznałam się Panom z wydawnictwa, ale opaskę "Rób to co kochasz" noszę i jest ona dla mnie przypominajką, by walczyć o marzenia :). Taki świetny motywator do pracy :)

A to, co ja sobie kupiłam :) 



Nowe, kolorowe opaski :) oraz biała wersja tej, którą mam i kolejny motywator, by zacząć od razu i nie odkładać marzeń :)


Uwielbiam piękne notesy, należę do tych dinozaurów, które po szkole nawet piszą ręcznie i lubią notować ;). Nie mogłam się więc powstrzymać <3 przed zakupem :).



A w środku, takie rzeczy :)

Wydawnictwo WAM, czyli spotkanie ze wspaniałym Michałem :) (pozdrowienia :) serdeczne), miła rozmowa i zakupy :) 



 Masz jakiś problem? Nie mów o nim Bogu. Powiedz problemowi, że masz Wielkiego Boga :) i niech ucieka.

A przy okazji herbata Ci nie wystygnie :D

Piękne torby na książki i nie tylko, krówki :), kubek termiczny i dwie nowe książki "Skandal miłosierdzia" bp. Grzegorza Rysia i "Droga wodza. Jak orzeł w kurniku" o. Tomasza Nowaka :).





Zaszalałam też z Czwartą Stroną i niepowtarzalnym Piotrem :) Dużo książek i aż nie chciało się stamtąd wychodzić :). Serdeczne podziękowania za egzemplarze recenzenckie, super miłą atmosferę i wszystko <3. Zatem wróciłam z pokaźnym stosikiem książek :)



Moje zakupy "Syn" Philippa Meyera i "Morderstwo w Himalajach" Jonathana Greena oraz egzemplarze recenzenckie "Świt, który nie nadejdzie" Remigiusza Mroza", "Adumenia. Przebudzenie" Moniki Glibkowskiej i "Najgorsze dopiero nadejdzie" Roberta Małeckiego i gazeta do czytania :D. Serdecznie dziękuję :).




Na stoisku wydawnictwa Otwartego zaopatrzyłam się w drugi tom "Ósmego życia" Nino Harataschwili'ego.



A Marian z Nieprzeczytane.pl zapewnił mi świetne ceny na "Behawiorystę" Remigiusza Mroza i "Słowika" Kristin Hannah.



Zawitało do mnie też troszkę gadżetów - zakładki do książek, w tym cudowny lisek, magnesy i purchawkowy kubek :).




Zakładki obłędne. Najlepsza zdecydowanie "Nie jojcz, tylko czytaj!", mistrzostwo świata :D.



Lisek z Książka w mieście, podbił moje serce :)



A na deser purchawkowy kubek, jak Wydawnictwo Benedyktynów Tynieckich zrobi koszulkę z tym napisem, to biorę! <3

Jeśli chodzi o spotkania, to na warsztacie spotkałam Dorotę z Przeczytanek :) dziękuję za miłą rozmowę, świetnie było Cię poznać <3. Poza tym mignęło mi w biegu kilka osób, ale jakoś dziwnie, wszyscy chodzili chyba innymi drogami, a szkoda...

Szkoda trochę spotkań, do których nie doszło, ale mimo wszystkiego targi uważam za udane :) i już nie mogę doczekać się następnych.

A Wy byliście? Pochwalcie się wrażeniami, spotkaniami, zakupami. Piszcie!

Buziaki :*

czwartek, 27 października 2016

Zamknięte czyli otwarte – o. Adam Szustak „Zamknij oczy! Droga do spełnienia – lekcje Samsona”

z cyklu Audiobook z duszą

„A wtedy, kiedy już się spotkacie, On zacznie Ci opowiadać o Tobie. Zacznie odpowiadać na wszystkie pytania, które w sobie nosisz, wypełniać wszystkie tęsknoty jakie Cię gnębią i wypełniać wszelką pustkę, jaka w Tobie zalega. Jeśli doświadczasz duchowego albo emocjonalnego zimna, jeśli siedzisz w ciemnościach, jeśli, jak mówi Izajasz: „nawet twoja matka o tobie zapomniała” – wyciągną się do Ciebie ramiona, ciepłe i świetliste ramiona Ojca. (...). Wtedy Twoje oczy będą szeroko otwarte, choć już nigdy nie przestaną być zamknięte”.

Czytając historie ze Starego Testamentu, mamy wrażenie, że są one odległe. Traktujemy je bardziej na zasadzie czegoś, co zdarzyło się dawno temu i nie ma z nami zbyt wiele wspólnego. Tymczasem Ojciec Adam Szustak pokazuje, że postaci biblijne są bardzo bliskie współczesnym ludziom, mimo upływu czasu. Mówi się, że historia zatoczyła koło, wydaje się, że podobnie jest z ludzką naturą. Wciąż ulegamy tym samym schematom, namiętnościom, powielamy znane wzorce, idziemy tymi samymi ścieżkami, popełniamy te same błędy.

Człowiek najbardziej na świecie pragnie miłości, to najwłaściwsze stwierdzenie. Ta potrzeba jest tak silna, że popycha do wielu rzeczy. By odnaleźć drugą połówkę obiera się różne ścieżki, raz lepsze, raz gorsze. Dominikanin na przykładzie Samsona pokazuje drogę, która jest nieprzemyślana, porywcza, niezrozumiała. Gnanie do przodu i powielanie schematów, które są z góry skazane na niepowodzenie. Życie pełne zdrad, braku zakorzenienia i palącej potrzeby znalezienia czegoś swojego. Ale nawet z takiej sytuacji jest wyjście. Jak pokonać nałogi? Jak odnaleźć szczęście i podążać właściwym torem? Zamknij oczy, tak, nie pomyliłam się. Ojciec Adam Szustak zachęca do zamknięcia oczu i podążenia w głąb siebie. Długiej, nieco bolesnej, ale owocnej wędrówki, na końcu której spotkasz Boga. A przy Nim znajdziesz wszelkie odpowiedzi i zaspokojenie porywów serca. Zamknij oczy, by przejrzeć, zachęca duchowny, bo to co widzisz, to jedynie część rzeczywistości. Pragnij przejrzenia, które ukaże świat w prawdzie.

Podzielony na części, przedstawiony z energią i dużą dawką humoru wykład, daje do myślenia. Przybliża biblijne wydarzenia i postaci. Pozwala lepiej zrozumieć samego siebie i otoczenie. Stawia przed słuchaczem ważne i trudne pytania. Zachęca do podjęcia wysiłku i pracy nad sobą, ponieważ nie czarujmy się, samo nic się nie zrobi. Odważ się na pierwszy krok, a potem na następny. Co mnie najbardziej ujęło, to fakt że lekcji słucha się naprawdę dobrze. Można odtwarzać je w większej dawce lub dozować sobie pojedyncze fragmenty. Ojciec Adam umie skupić i podtrzymać uwagę słuchaczy, co jest dużą zaletą i wielką umiejętnością. Lekcje Samsona pozwalają inaczej spojrzeć na wiele kwestii i zacząć od nowa, sensownie i w pełni budować swoje życie, bo póki żyjemy, nigdy nie jest za późno. I co ważne, można ich słuchać wszędzie :)


O. Adam Szustak, Zamknij oczy!Droga do spełnienia – Lekcje Samsona, cykl Jestem legendą, wyd. MO-REcords.



poniedziałek, 24 października 2016

Mój mały sukces literacki :)



Nie, nie jestem z gatunku "samochwała w kącie stała i wciąż tak opowiadała". Dzielę się dzisiaj z Wami książkami, które pojawiły się na mojej półce dzięki konkursowi organizowanemu przez Wydawnictwo WAM i księgarnię Matras. Radością są oczywiście książki, ale przede wszystkim fakt, że moje opowiadanie spodobało się redaktorowi książki, pracownikowi wydawnictwa i autorce, która pisze książki i zna się na tym. Jako bloger i jako polonistka, wiem doskonale, że łatwiej pisać o literaturze, niż literaturę tworzyć, mimo że nie miałam nigdy problemów z pisaniem. Zatem moja radość jest tym większa i jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim za wyróżnienie. Doping do dalszego pisania mam :). A po co to piszę? Bo warto mieć marzenia i je realizować, nawet malutkimi kroczkami :)


A poniżej piękności, które pojawiły się u mnie na półce :)



Dokładnie, jeśli mogę o czymś marzyć, mogę to zrobić :).

Lars Mytting "Płyń z tonącymi", do którego lektury zachęciło mnie kilku blogerów, w tym Agnieszka z Nie teraz właśnie czytam (klikając w nazwę bloga Agnieszki, przeniesiecie się do recenzji)

Ryan Holiday "Przeszkoda czy wyzwanie? Stoicka sztuka przekuwania problemów w sukcesy", pozycję znalazłam dzięki Pauli z Rude recenzuje (klikając w nazwę bloga Pauli, przeniesiecie się do recenzji)



Na koniec coś do mojej górskiej półki, która rozrosła się i powstała dzięki Dianie z Bardziej lubię książki niż ludzi :). Kochana, dziękuję :*

Jacek Hugo-Bader "Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak"
Reinhold Messner "Moje życie na krawędzi"
Bernadette McDonald "Ucieczka na szczyt. Rutkiewicz, Wielicki, Kurtyka, Kukuczka" 



Będzie, co czytać :). I pamiętajcie, warto mieć marzenia i je realizować :)

piątek, 21 października 2016

Nauka życia – ks. Jan Kaczkowski „Ekskluzywny żebrak czyli ks. Jan Kaczkowski o tym, co najważniejsze”

z cyklu Książki z duszą

„To, że ktoś zachorował na raka, jeszcze nie czyni go upoważnionym do tego, żeby cały świat nagle zaczął kręcić się wokół niego. To są cały czas ludzie, którzy ponoszą odpowiedzialność za swoje czyny.” – s. 84



Czemu zaczynam od tego mocnego cytatu? Bo to oddaje jedną z ważniejszych myśli zawartych w książce „Ekskluzywny żebrak”. Poczucie odpowiedzialności za siebie, swoje czyny i ludzi, którzy są wokół. Autor pisze z perspektywy człowieka doświadczonego, zmagającego się z chorobą. Osoby, która mimo wszystko nie stawia się w centrum, nie czyni siebie pępkiem świata, bo jest biedny, chory, poszkodowany i wszyscy mają się nad nim litować. Nie, on doskonale wie, że nie można nikogo do niczego zmuszać, szantażować, nawet jeśli ten ktoś znajduje się w trudnej sytuacji. Po pierwsze wolność, po drugie odpowiedzialność. Tragedia jaką jest choroba, nie jest bowiem usprawiedliwieniem czynów, czymś co zmusza do zapomnienia o wszystkim, co kiedyś miało miejsce. Nie jest podstawą do sterowania zachowaniem innych ludzi. Snując opowieść o hospicyjnej rzeczywistości kapłan uświadamia, że czasami człowiek zostaje sam. Nie zawsze może liczyć na wybaczenie i odwiedziny, gdyż jak pisze ks. Jan, człowiek jest odpowiedzialny za wszystkie swoje słowa i czyny.

Autor mówi o niełatwych ścieżkach, problemach, emocjach. Wspomina o trudnej sztuce zawierzenia, którą wystawiono na próbę najdotkliwiej podczas decyzji o jego święceniach i nawrocie choroby. Opisuje przygotowywanie bliskich na odejście ukochanej osoby. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie rozmowa z małych chłopcem, któremu trzeba było wytłumaczyć, co dzieje się z mamą. Porusza sprawę sumienia, które łatwo złamać, a przecież istniejącego po to, by pomagać człowiekowi. Naszego lęku, gdy sami sprawiamy, że trudności urastają do niebotycznych rozmiarów i zajmują każdą naszą myśl. Wiara, strach, nakręcanie siebie w wielu płaszczyznach, wolność, miłość. To tylko niektóre z poruszanych tematów.

„Czasami mamy wrażenie, że Kościół nas ogranicza. Że jest taką paskudną, opresyjną instytucją, która nam jedynie coś nakazuje lub zakazuje. Otóż nie. Kościół jest zbiorem wolnych ludzi. Działających oczywiście w jedności, ale wyswobodzonych ku wolności.” – s. 14

Na 84 stronach zebrano różne przemyślenia jednego z najbardziej znanych księży. Każdy z króciutkich rozdziałów porusza inny problem i skłania do rozważenia określonego zagadnienia. Pisane dosadnym i prostym językiem refleksje, myślę, że można by nazwać zbiorem najważniejszych wypowiedzi ks. Jana w pigułce. Piękna w swojej prostocie i poruszająca książka, do której warto zaglądnąć.




Ks. Jan Kaczkowski, Ekskluzywny żebrak czyli ks. Jan Kaczkowski o tym, co najważniejsze, wyd. Unitas, Siedlce 2016. 

niedziela, 16 października 2016

Dzieje nienawiści – Scholastique Mukasonga „Maria Panna Nilu”


„W krótkim czasie będziemy mieć autentyczną Marię Pannę Nilu na podobieństwo rwandyjskich kobiet, do której będziemy mogły się modlić bezpośrednio, która będzie czuwała nad naszą Rwandą. Jak wiecie, nasze liceum wciąż pełne jest pasożytów, nieczystości, plugastwa, co sprawia, że nie jest godne, by przyjąć prawdziwą Marię Pannę Nilu. Musimy niezwłocznie wziąć się do pracy. Trzeba wyczyścić każdy zakamarek. Nikt nie powinien się ociągać. To jest zadanie prawdziwych działaczek. Tyle chciałam wam powiedzieć. Zaśpiewajmy hymn narodowy”. – s. 270


Nierówności istniały od zawsze, podobnie jak spory. Niekiedy jednak przybierają one na sile i przyjmują postać tragicznych wydarzeń, które nie mieszczą się w głowie. Przekonanie konkretnego człowieka o jego wyższości nad innymi w jakiejkolwiek perspektywie jest początkiem działań, które mogą przeistoczyć się w ideologię, ruch czy manifestację siły. Nie rodzi to nigdy niczego dobrego, a przecież nie ma ludzi lepszych i gorszych. Są inni, ale jak wielokrotnie pokazuje historia inny to obcy, a więc przerażający, budzący niepokój. Podsycane zagrożenie prowadzi do niechęci i eskalacji konfliktu, a stąd tylko krok do czynów, które dotyczą wszystkich, głównie zaś ludności całkiem bezbronnej.

Prestiżowa szkoła, jaką jest Liceum Marii Panny Nilu to placówka dla wybranych. Uczęszczające do niej dziewczęta mają wysoko postawionych rodziców i jak to wielokrotnie będzie podkreślane na kartach powieści, stworzą żeńską elitę kraju. Właściwie to staną u boku rządzących, najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi w Rwandzie. Wśród uczennic większość pochodzi z rządzącego plemienia Hutu. Natomiast pozostałe w ramach polityki mniejszościowej mają swoje miejsce, ale traktowane są z góry, jako ludzie drugiej kategorii, niemalże zło konieczne. Zajmują miejsca, które mogłyby dostać dziewczęta z ludu motyki, ale prawo obliguje do ich przyjmowania. Od pierwszych stron widać niechęć Gloriosy, głównej aktywistki partyjnej, która z rozwojem akcji jedynie się pogłębia, by finalnie przekształcić się w jawną nienawiść. Prowadzona przez zakonnice i ojców placówka ma kształcić w duchu chrześcijaństwa, ale nie brak wśród uczennic przesądów, odniesień do pogańskich religii i obrzędów. Funkcjonuje wśród nich lęk przed duchami, chodzenie do czarowników i inne zabobony. Sama kadra też jest specyficzna. Siostry podporządkowują się władzy i milczą na wiele tematów, często przesadnie reagują, a chowają się, gdy faktycznie trzeba działać. Nie widzą niepokojących zachowań ojca Hermenegilda czy niezdrowej atmosfery wśród dziewcząt, która prowadzi do tragedii.



Scholastique Mukasonga tworzy barwny świat młodych kobiet, wkraczających w świat dorosłości. Pragnących być żonami i matkami, osobami wpływowymi. Nastolatek marzących o miłości, z podnieceniem mówiących o dobrym życiu, możliwych luksusach, wyjazdach zagranicę. Kreśli obraz Rwandy, w której plemię Hutu stworzyło swoją wrogą Tutsi ideologię szerzoną we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Ograniczenia w dostępie do nauki, brak możliwości obejmowania wyższych stanowisk, zepchnięcie na margines społeczny, do tego podsycanie nienawiści i straszenie wizerunkiem pasożytniczych i niebezpiecznych jednostek, jakimi rzekomo byli przedstawiciele mniejszościowego plemienia a wszystko to z precyzją i finezją znaną wszelkim systemom totalitarnym. W tym nasyconym pogardą i niechęcią świecie Virginia i Weronika starają się zdobyć wykształcenie i przetrwać. Mają swoje koleżanki, które w zależności od tego, co się dzieje przystają to z jedną to z inną dziewczyną. Wiodąca prym Gloriosa, niezmordowanie dążąca do urzeczywistnienia wszystkiego, czego chce partia, stanowi jedną z najbardziej żywiołowych postaci książki. Nie jest bierna jak większość dziewcząt, choć śmiało można powiedzieć, że to osoba zupełnie zindoktrynowana i ślepo podporządkowana partii. Pozostałe bohaterki są w większości grupą, w której raz na jakiś czas wybija się jakaś osobowość, ale głównie dają sobą rządzić i pragną zaskarbić sobie względy najsilniejszych.

„Najwyższa pora przypomnieć sobie, kim jesteśmy i gdzie się znajdujemy. Jesteśmy w Liceum Marii Panny Nilu, które kształci żeńską elitę Rwandy, zostałyśmy wybrane na awangardę kobiecego awansu. Bądźmy godne zaufania, jakim nas obdarzył większościowy lud”. – s. 164

Z powieści wyłania się obraz młodego pokolenia, któremu brakuje własnych poglądów, dającego sobą manipulować. Zafascynowane kulturą zachodu, białymi, którzy odbiegają od dyrekcji i grona pedagogicznego i są niemal ucieleśnieniem buntu, pragnące dostatku młode kobiety, mimo iż starają się zdobyć wykształcenie, nadal tkwią w niewiedzy o podstawowych elementach życia. Ich mentalność pozostaje bez zmian, jak ma się to od wieków. Niby dochodzi do tzw. „awansu społecznego”, ale o wielu rzeczach się milczy. Historia jest zakłamywana, dziewczętom nie do końca tłumaczy się ich kobiecość, wiara w historię z pogranicza fantazji i bajek nadal pozostaje żywa. Z drugiej strony jest coś urzekającego w tym nieco  naturalnym środowisku.

Maria Panna Nilu” urzekła mnie przede wszystkim swoim językiem. Delikatnym stylem narracji, światem oddalonym od cywilizacji zachodu. Balansowaniem na granicy dawnych wierzeń i tradycji plemiennych  a wchodzeniem w kulturę i naukę zachodu. Ujęła prostolinijnością niektórych bohaterek oraz inteligentnym przedstawieniem tego, jak można podporządkować sobie innych. Wplatanie języka partyjnego i samo zachowanie Gloriosy przedstawia mechanizm oddziaływania władzy na jednostki i pokazuje prawdę, że ślepo wierzące w głoszoną ideologię osoby nie cofną się przed niczym w imię wyznawanych przez siebie ideałów. Powieść mimo tragicznych wydarzeń i dość trudnego tematu, nie jest ciężka. Autorce udało się stworzyć książkę, która zostawia czytelnika z pytaniami, mocno przejmuje, jednak nie dołuje. To literatura, o której się myśli, która zostaje na dłużej, dlatego nie dziwi nagroda i uznanie dla Scholastique Mukasongi, przestrzegającej przed konfliktami i tym do czego może prowadzić ideologia, na której zło się pozwala, indoktrynacja o której się milczy.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Scholastique Mukasonga, Maria Panna Nilu, przeł. Anna Biłos, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 

środa, 12 października 2016

Proste reguły – S. Małgorzata Chmielewska, Błażej Strzelczyk, Piotr Żyłka, Sposób na (cholernie) #szczęśliwe życie

z cyklu KSIĄŻKI Z DUSZĄ

„Poznaliśmy osobę, która każdego dnia żyje z biedakami, bezdomnymi i ludźmi wykluczonymi. Jak sama mówi – zarządza Bieda Holdingiem. I robi to z ogromną pasją, poświęceniem i pomysłowością. Z zawstydzeniem patrzyliśmy na jej spokój i cierpliwość  w naprawdę ekstremalnych sytuacjach. I zastanawialiśmy się, skąd ona bierze na to wszystko siłę”. – s. 7




Siostrę Małgorzatę Chmielewską znałam z wystąpień w telewizji. Pewnego razu zaproszono ją do mojego miasta na katechezę audiowizualną. Postanowiłam pójść. Znałam jej poglądy, ciekawa jednak byłam, jakim jest człowiekiem, tak po prostu przy spotkaniu niemalże twarzą w twarz. Wiedziałam, że telewizja przekazuje jedynie część rzeczywistości, więc mój obraz tej niezwykłej osoby znacząco się poszerzył, właściwie to chyba nawet trochę się zmienił.

Mówi się o codziennych świętych, takich nieznanych szerszemu gronu. Siostra Małgorzata na pewno jest takim codziennym, choć znanym świętym. Nie dziwi mnie, że Szymon Hołownia chce podwędzić jej zapalniczkę, że ludzie pytają, słuchają, szukają jej. Muniek Staszczyk nazywa ją kobietą z „boskim czadem” a po przeczytaniu „Sposobu na (cholernie) #szczęśliwe życie” śmiało mogę powiedzieć, że jest to ogromny czad. Silna, wytrwała, potrafiąca rządzić twardą ręką, a zarazem pełna ciepła, miłości, poczucia humoru i dystansu do siebie. Zakochana w Bogu i trzeźwo stąpająca po ziemi, taka jest bohaterka tej książki. Ale poza nią są tu też inni bohaterowie, ludzie odrzuceni przez społeczeństwo, jednostki obok których przechodzimy obojętnie każdego dnia, osoby, z którymi nie wiemy, co zrobić, jak zareagować.

Powoli układam sobie treść tej rozmowy. Bieda, miłość, odpowiedzialność, radość, pomaganie. Nie ma tu rewolucyjnych zmian, wszystko wydaje się naprawdę proste. Tak zwyczajne, że aż trudno to wcielić w życie, bo każdy ma jakiś swój, najlepszy pomysł, a te z reguły okazują się nie najlepsze.

„Największą tragedią i cierpieniem dla człowieka wcale nie jest głód, lecz poczucie, że go nikt nie kocha, że jest nikomu niepotrzebny, nikomu nie służy i jego życie nie ma sensu. (…)To samotność, poczucie bezsensu, braku przynależności do kogokolwiek to jest największa rozpacz. I teraz najlepsze. Jeżeli odkryjemy, że przynależymy do Pana Boga, to choćbyśmy byli na bezludnej wyspie, to nigdy nie będziemy sami i nie wpadniemy w rozpacz, bo wiemy, że jesteśmy kochani. To jest to, co ma człowiek wierzący, a czego nie ma niewierzący. I dlatego bólem chrześcijanina powinno być to, że inni ludzie nie odczuwają tej głębokiej radości. Co by się nie działo, nawet jeśli narozrabiam potwornie, to należę do Kogoś, jest Ktoś, kto mnie kocha bezgranicznie”. – s. 245-246

I tak oto rozpoczyna się opowieść o pomaganiu, dochodzeniu do swojego powołania, znajdywaniu swojego miejsca na ziemi. Siostra Małgorzata nie mówi jakimś wydumanym językiem. Często wykazuje się poczuciem humoru, zdaje się widzieć przebłyski światła nawet w największej ciemności, ale jednocześnie twardo stąpa po ziemi. Wie, że łatwiej nie widzieć, niż pomagać. Że pochylenie się nad drugim człowiekiem niby takie proste i naturalne, wcale do łatwych nie należy. Zna realia ulicy i mroczne zakamarki duszy. Nie każdego da się uratować. Czasami ludzie przychodzą i odchodzą. Nie są w stanie wrócić do społeczeństwa, które ich odrzuciło. To nie tak, że ktoś był zły. Czasami życie pisze tak nieciekawe i bolesne scenariusze, że człowiek nie wierzy już w dobro, a gdy brak miłości i przynależności, brak wszystkiego. Bohaterka zarysowuje wyraźnie różnice między pomocą a tworzeniem wspólnoty. I gdy tak myślę o tym, co pojawia się na kartach książki, to lepiej nawet chwycić za znienawidzone żelazko, mopa czy obierać ziemniaki, choć się tego nie lubi, niż trafić do ośrodka z osobnym pokojem ale bez poczucia, że komuś na mnie zależy. Nie są to sądy nad różnego rodzaju instytucjami, ale próba otworzenia oczu, człowiekowi trzeba czegoś więcej niż odpowiednich warunków. On potrzebuje więzi, miłości, akceptacji, sympatii. Potrzebuje czasem się z kimś poprzekomarzać, zrobić coś głupiego, by dojść do wniosku, komuś na mnie zależy. I takie historie przewijają się przez całą książkę.




Siostra Chmielewska nie owija w bawełnę, mówi prosto od serca. Pokazuje od czego można zacząć. Nie wymaga heroizmu czy narażania się. Proponuje proste, ale skuteczne rozwiązania. Przestrzega także przed manipulacją. Doskonale wie, jakie mechanizmy wykształcają się na ulicy, wie ile cierpliwości trzeba nieraz do bliźniego. Jak ważna jest autentyczność i głęboka wiara i zaufanie. Odsunięcie się, kiedy po ludzku nie da się nic zrobić. 

„Mówię Mu: »No, teraz jako właściciel, Panie Boże, przesadziłeś, w związku z powyższym personel się wycofuje i działaj«! Na ogół to skutkuje”. – s. 105

Przyznam, że nie wyobrażałam sobie, że zakonnica może mieć dzieci. Że ktoś tak uduchowiony, może sobie spokojnie palić, czasem tupnąć nogą, spuścić burę, widzieć piękno w mopsie, tak brzydkim, że aż cudownym. Że można założyć rodzinę z ludźmi, których się nie zna i zapraszać kolejnych. W końcu, że da się być obiema nogami na ziemi, mocno i twardo zakorzenionym i być tak blisko Boga. Bohaterka książki to kobieta, która wzbudza aż tyle emocji, każe stawiać sobie pytania, szukać odpowiedzi, że w zasadzie nie wiem od czego zacząć pisząc tę recenzję. Ile bym nie powiedziała, będzie za mało. Ewangelia pełna jest paradoksów, podobnie życie. Myj kubki w jadłodajni, to wystarczy, by zbliżyć się do Boga i człowieka. Cudownie prosta recepta, a jednak wcale nie tak łatwa do wcielenia w życie. Kochaj, nawet gdy jest to bardzo trudne, miej otwarte serce dla człowieka, ale nie daj sobie wleźć na głowę. Brzmi banalnie, ale takie łatwe nie jest. Mimo wszystko da się, co swoim przykładem życia udowadnia S. Chmielewska. Da się stawać na głowie, pracować, by komuś pomóc, stawiać sprawy jasno.

Błażej Strzelczyk i Piotr Żyłka przeprowadzili świetny, poruszający, dający do myślenia i wywołujący czasami uśmiech wywiad. Skonfrontowali także swoje życie i sukcesy z tym, co osiągnęła Siostra Małgorzata. Zobaczyli inny fragment rzeczywistości, oddalony od codziennej pogoni za tematami do pisania, sukcesami, wypracowywaniem sobie lepszego życia. Do sprawy podeszli w pełni profesjonalnie i szczerze. I to jest zaletą tej książki, ta szczerość, podziw dla kobiety, która pokazuje, że można żyć inaczej, ale nie wymaga od nikogo heroicznych czynów, pokazuje po prostu jak w zwykłym życiu można zrobić coś dobrego. Książkę od strony językowej mogę tylko pochwalić, czyta się ją naprawdę dobrze. I co najważniejsze, ta lektura zostaje w człowieku, drąży, każe do siebie wracać, szukać. Nie przeraża, że oto mam wszystko rzucić, bo każdy ma inną drogę. Ona po prostu przypomina, możesz coś zrobić, nawet jeśli to będzie mały gest, bo nawet najmniejsza rzecz ma znaczenie.



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.



S. Małgorzata Chmielewska, Błażej Strzelczyk, Piotr Żyłka, Sposób na (cholernie) #szczęśliwe życie, wyd. WAM, Kraków 2016.

sobota, 8 października 2016

Spacer wśród blogów #5


Trzeba się trochę przespacerować, nieprawdaż? Dawno nie pisałam o tym, jakie perełki odkryłam u innych, więc najwyższy czas to zmienić. Zapraszam




Przystanek 1

Agnieszka tym razem o obyczajówce, która wcale nie jest taka jednoznaczna. Jeśli książka wywołuje sprzeczne emocje, to warto się nad nią pochylić, przeczytać. Bo nie wszystkie opowieści są takie same i schematyczne :)


Jeśli nie znacie jeszcze Agnieszki, to nie wiem jak to się stało. A ja niecnie podglądnęłam sobie 30 faktów o niej, bo zawsze można się czegoś nowego dowiedzieć ;)


Tym razem coś na poprawę humoru i radość na zimne, pochmurne jesienne dni. Do czytania tylko z przekąską ;). Filmik, który przestrzega, będziecie głodni ;)



Przystanek 2

Bardziej lubię książki niż ludzi 


Diana niezwykle interesująco i wyczerpująco o Dzikim Zachodzie. Reportaż, który odziera z mitów, wciąga, czaruje. Przy którym naprawdę dobrze spędzicie czas. 


O górach czytać mogę zawsze. Tym bardziej, jeśli recenzja jest tak niesamowicie zachęcająca, pisana w pięknym stylu, przemyślana, jest poezją samą w sobie. Chylę czoło, tak chciałabym pisać :).


Bardzo ciekawy wywiad z Drauzio Varella, który trzeba przeczytać!



Przystanek 3




"My" Zamiatina gościło u mnie w domu kilkakrotnie, ale jakoś odkładałam lekturę. Tym razem jednak na pewno tak nie będzie. Luka w świetny sposób ukazuje, dlaczego ta lektura jest wartościowa, podkreślając, że wyprzeda inne, znane antyutopie. 


O tej książce było głośno. Zastanawiam się, czy miałabym odwagę sięgnąć po nią, skonfrontować moją wiarę w drugiego człowieka i mieszkające w nim dobro, z tym, co autorka przedstawia na kartach. Ale czasem warto wiedzieć, co może nas czekać, uczyć się zachowywać zasadę ograniczonego zaufania...


Jestem stara ;), nie czytam więc książek dla dzieci, choć jak widzę tak wydane, to czasem mam ochotę :). Choć może to się zmieni. Barbarę Kosmowską znam jako autorkę "Gorzko", która była książką mocną, smutną, nieco pesymistyczną..., a tu taka niespodzianka, książeczka dla dzieci i te piękne ilustracje...



Przystanek 4

Z książką do łóżka


O "Kruchości skrzydeł" czytałam już wiele opinii i powiem, ilu czytelników tyle zdań. Coś jednak jest w tej powieści, co przyciąga mimo pewnych mankamentów, ale przecież różnimy się gustami, emocjonalnością i o to chodzi :)


Klaudia pisze o lekturze, która przyznam nie rzuciła mi się w oczy. Treść, jeśli zaskakuje, może okazać się całkiem niezła i warta przeczytania. Lubię niejednoznaczne historie, a ta taka się wydaje. 


Rozwalił mnie sam tytuł. To chyba pierwsze, co sprawia, że chce się sięgnąć po tę książkę. Drugie całkiem trafne spostrzeżenie dotyczy tego, że będzie to niejako satyra na wszelkie cudowne poradniki, które pokażą jak żyć, zarabiać, stać się idealną. A bądźmy szczerzy, idealnymi nie będziemy i dzięki Bogu, bo byśmy zwariowali. Niedociągnięcia i wady czynią nas ludźmi i tak powinno pozostać. Ja w końcu sięgnę po tę lekturę i mam nadzieję, że przysporzy mi ona dużo śmiechu 



Przystanek 5

Pani Bookowska


Ta książka na pewno do mnie zawita, kiedy tylko uda mi się ją dorwać. Po pierwsze jeśli ktoś pisze o dobrym stylu to jestem na tak. Do tego temat, który skłania do refleksji i literatura, którą określa się mianem "z najwyższej półki". Czegóż chcieć więcej?


Co siedzi w drugim człowieku? Jakimi torami podążają jego myśli? Do czego mogą prowadzić kolejne porażki i niepowodzenia? Za granicą ludzkiej wytrzymałości i odporności psychicznej czai się tragedia ludzka. Często to śmierć samobójcza, czasami zemsta. Mroczna historia, która pokazuje, do czego zdolny jest człowiek, który ma dość. Rzecz również o tym, kto tak naprawdę zawinił, a odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna. 




Przystanek 6




Podróże, przyprawy, historia. Wciągająca, ciekawa i pachnąca lektura, po którą aż wyciąga się łapki i która przenosi w trochę inny świat. 


Dobry, satysfakcjonujący kryminał z dodatkiem ironii i humoru i mocną kobiecą bohaterką. Zagadka gwałtu i morderstwa kobiety cichej i idealistycznej. Zaciekawia...



Przystanek 7




"Szczęśliwi, którzy nauczyli swoje dzieci cieszyć się małymi rzeczami". W pogoni za kasą, awansami, lepszym mieszkaniem, samochodem, domem, sukcesami zapominamy, że prawdziwe szczęście to nie rzeczy. Że czasami należy się zatrzymać i spojrzeć na świat niekoniecznie z materialnej perspektywy. Knausgård pisząc listy do swojej nienarodzonej córeczki przedstawia świat od nowa. Karolina zachęca do ciekawej i wartej przeczytania lektury.



A dla odmiany #jesienny Book TAG, zajrzyjcie, warto :)



Przystanek 8



Temat poważny i ostatnio coraz częściej poruszany. Jak wspomina Jerzy świat w którym żyjemy to nieustanna pogoń za wieloma rzeczami, ale to również niekończący się festiwal strachu przez chorobami, zwolnieniem z pracy, pretensjami w bezdusznej biurokratycznej maszynie. Świat momentami odhumanizowany wydaje się chcieć wydusić z człowieka wszystko. Jerzy pisze o książce literata, który tym razem snuje opowieść o mężczyźnie z depresją. Jest to tym bardziej wiarygodne i osobiste, gdyż autor doskonale wie o czym pisze. I przyznam, że ciekawi mnie ta powieść...


O powieści chyba nie dla każdego. Jeśli lubicie jednak książki, które docenia się dopiero po lekturze, które wywołują emocję i zmuszają do przemyśleń, choć są bardzo spokojne, przepełnione powolną akcją, to myślę, że Jerzy przekona Was do lektury. 



Mam nadzieję, że spodobał się Wam ten spacer. Jeśli macie jakieś ciekawe propozycje recenzji i książek, piszcie, chętnie zaglądnę :).