czwartek, 29 września 2016

Bez ślubu - Joanna Szarańska "I że ci nie odpuszczę"


„Przecież gdybym cokolwiek podejrzewała, zamiast siedmiu kilo biszkopta przełożonego kremem śmietankowym zamówiłabym wuzetkę w cukierni na rogu! I rzuciłabym nią niewiernemu prosto w twarz! Nie zostałabym zmuszona przez wojowniczą rodzicielkę do zjadania resztek i w rezultacie nie przybrałabym pięciu centymetrów w biodrach. Kopnęłabym Casanovę w cztery litery i to bynajmniej nie te, które służą do siedzenia. Tym samym nie stałabym się pośmiewiskiem całego kościoła z osłupiałym księdzem proboszczem na czele.
Wychodzi na to, że brak spostrzegawczości wcale mi się nie opłacał. Trzeba było mieć oczy dookoła głowy!” – s. 19-20.

Przystrojony kościół, zaproszeni goście, prezenty, wspaniale prezentujący się państwo młodzi. Ona w pięknej białej sukni, on w wytwornym garniturze. Wzruszenie wzrasta, już niedługo zostaną mężem i żoną. Ksiądz rozpoczyna przysięgę, nagle odzywa się przyjaciółka. Do ślubu nie może dojść, ponieważ ona jest w ciąży..., z panem młodym. Cisza jak makiem zasiał, atmosfera robi się grobowa… To nie przedślubny koszmar, ale sytuacja, której uczestniczą jest bohaterka „I że ci nie odpuszczę”.

To miał być najpiękniejszy dzień w życiu Kaliny Radeckiej, stało się jednak całkiem inaczej. Przerwana ceremonia, szok, że oto ukochany zdradził i to z najlepszą przyjaciółką. Opuszczenie świątyni a potem dojadanie tortu, przepłakane noce i dnie, depresja, chowanie się przed światem. Ból rozgaszcza się w sercu bohaterki, która ma o tyle szczęścia, że do powrotu do pracy w szkole jeszcze trochę czasu, który wykorzystuje na rozpaczanie i wściekłość. Gdy dostaje kopertę z prezentem ślubnym postanawia, namawiana przez przyjaciółki, skorzystać z vouchera na wyjazd do spa, który ma jej zrekompensować odniesione straty. Udawanie małżonki Patryka nie może być trudne. Wymyśla, więc historię i wyrusza na zasłużony odpoczynek.

Kamionki okazują się bardzo ustronnym miejscem. Bohaterkę nieco dziwi, że budynek nie wygląda jak znane z reklam miejsca, ale okolica jest niezwykle urzekająca. Podpisuje papiery i zostaje mianowana restauratorką fresku. Kobieta nie przyznaje się do zaistniałej pomyłki. Postanawia odnowić fresk, choć nie ma o tym zielonego pojęcia. W miarę rozwoju akcji zyskuje dodatkowe zajęcia i pomaga właścicielce w ratowaniu dopiero co rozkręcającego się biznesu. Wraz z kradzieżą walizki Kaliny akcja zaczyna nabierać tempa. Ktoś szuka czegoś w dworku i nie odpuści nim nie znajdzie ważnej dla niego rzeczy. Tymczasem zaczynają zjeżdżać kolejni goście. Pojawia się również Marek, który sporo namiesza, a komisarz Karol Broszko nie spocznie, póki nie dowie się, kto stoi za kradzieżą. Dodajmy do tego przyjazd byłego narzeczonego i byłej przyjaciółki, a można sobie wyobrazić, co będzie się działo.



I że ci nie odpuszczę” jest niezwykle ciepłą i zabawną historią. Wykreowane przez autorkę postaci od razu przypadają do gustu. Kalina jest wyjątkowa i swoim zachowaniem, tekstami i tokiem myślenia wywołuje często śmiech. Eliza, Szparka, goście to niezwykle sympatyczni bohaterowie, nawet komisarz ma swój urok, szczególnie że bywa rozbrajająco apodyktyczny. Sama relacja bohaterki z Markiem jest ciekawa i zabawna. Dodajmy do tego stosunek Kaliny do Patryka i Jolki i mamy mieszankę wybuchową. Powieść przede wszystkim należy do tych, które mają umilić czas, wywołać uśmiech, i zapewnić dobrą zabawę i tak w istocie jest. Książkę czyta się z przyjemnością, ciężko się od niej oderwać, choć jest tu kilka rzeczy niemal nieprawdopodobnych, jak np. fakt malowania przez bohaterkę fresku i sposób w jaki to robi, całe zdarzenie z gośćmi, którzy zdają się nie zauważać, że spa to jednak nie do końca spa…, ale dzięki klimatowi powieści te rzeczy się wybacza. Stają się one po prostu kolejnym powodem do uśmiechu i odnajdywania nadziei w najmniej optymistycznych sytuacjach. I to właśnie ogromnie urzeka w tej historii ciepło, szaleństwo, malutkie radości i język bohaterki ;). Takich książek właśnie trzeba!

Jako że już jesień, wakacje i sezon urlopowy się skończyły, warto sięgnąć po tę słoneczną i zabawną lekturę, której wybaczycie nawet troszkę niewiarygodne rzeczy, bo nie sposób nie pokochać Kaliny i jej komicznych perypetii.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


Joanna Szarańska, I że ci nie odpuszczę, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.




sobota, 10 września 2016

Niespodziewane uczucie - Jennifer Klinec "Tymczasowa żona"


„- To perskie słowo. Oznacza słony smak. Kiedy potrawa jest 'ba namak', jest doskonale dosolona do indywidualnego smaku. Komuś innemu może wydawać się zbyt słona. Jeszcze ktoś inny może chcieć więcej soli. Ale ta właściwa osoba uważa, że jedzenie ma najwyśmienitszy smak. Jesteś dla mnie 'ba namak', Jenny. Cały twój charakter – pewność siebie, twój pogodny nastrój i wszystkie twoje doświadczenia. One sprawiają, że jesteś dla mnie perfekcyjna. Tylko dla mnie.” – s. 172



Lubię książki ze wschodnim klimatem, przyciągają orientem, smakiem i zapachem tamtejszej kuchni, całkiem inną niż europejska atmosferą. Trochę przypominają mi „Baśnie tysiąca i jednej nocy”, są przesycone pewną magią i urokiem. Nie zawsze je rozumiem, gdyż trudno wejść całkowicie w pojmowanie kultury, która jest tak odległa i znacząco różni się od rodzimej. Tym ciężej jakoś pojąć mi tę książkę, choć wciągnęła mnie w swój świat.

Jennifer od zawsze wykazywała wielką niezależność, ucząc się zagranicą, pracując w wielkiej korporacji, która zapewniała świetne zarobki, ale sprawiała, że żyło się od weekendu do weekendu, w końcu rozkręcając własny biznes. Lekcje gotowania potraw z różnych krajów świata, podpatrywanie ludzi, tak różnych od siebie, wszystko to pociągało kobietę. Autorka i bohaterka zmęczona pracą, która nie przynosi wielkich zysków, jest wymagająca, ale daje jej spełnienie, wyjeżdża do Iranu, by zaznajomić się z tamtejszą kuchnią. Po przyjeździe poznaje mężczyznę, u którego matki ma pobierać nauki gotowania. Początkowo Vahid nie przypada jej do gustu, więcej nawet, czuje do niego niechęć. Młody mężczyzna jest chłodny, niemal nieprzyjemny, milczący i stwarza niemiły dystans. Bohaterka nie przejmuje się tym zbytnio. W jego domu po pewnym czasie zaczyna czuć się swobodniej. Staje się częścią tego małego świata. Co zaskakujące inne oblicze pokazuje również Vahid. Pozwala się poznać, nieco rozluźnia, między cudzoziemką a Irańczykiem zaczyna rodzić się uczucie, tym groźniejsze, że znajdują się w kraju, gdzie działają sądy i policja religijna a wszelkie odstępstwa od przyjętych obyczajów są surowo karane. Mimo tego miłość ma swoje prawa i zbliża Jenny i jej ukochanego do siebie.

Rozpoczyna się gra pozorów w państwie, w którym trzymanie się za ręce a nawet przebywanie zbyt blisko siebie jest bardzo niebezpieczne. Gdzie kobiety i mężczyźni są od siebie izolowani, gdyż istnieje segregacja płciowa. Ukradkowe pocałunki w pustych uliczkach, pierwsze seksualne doświadczenia mężczyzny, szukanie sposobu na swobodne poruszanie się po miastach bez wszechobecnych oburzonych spojrzeń i interwencji policyjnych. Vahid wpada na pewien pomysł, dzięki któremu wszystko ma się poprawić. Czy uda mu się go zrealizować? Czy Jennifer będzie mogła przedłużyć pobyt w Iranie? I czy miłość między tak różnymi osobami przetrwa?



Książka obfituje w ciekawe i smakowite opisy potraw. Przedstawia pełne zdziwienia spojrzenie na państwo, w którym to, co dla Europejczyków czy mieszkańców Ameryki jest normalne i codzienne, jak choćby trzymanie się za ręce, wspólne wyjścia do miejsc publicznych czy okazywanie sobie uczuć, tu staje się niedozwolone. Dla Jennifer, która jest samodzielną kobietą, pracującą, wykształconą, decydującą o sobie i doświadczoną seksualnie poglądy i niedoświadczenie Vahida są niezrozumiałe. Wie, że wychowała go inna kultura, a jednak kryje się coś niespotykanego w jego odkrywaniu cielesnej strony życia. W „Tymczasowej żonie” spotykają się dwa zupełnie odrębne światy i światopoglądy. Pojawia się miłość i pożądanie, które ciężko było mi zrozumieć, bo choć autorka pisze lekkim i przystępnym językiem, interesująco opisuje obyczaje i potrawy, tak zagadką jest dla niej uczucie, które zrodziło się między nią a ukochanym. Myślę, że pozostaje ono niewiadomą również dla czytelnika. Brak tu jakiegoś głębszego wniknięcia w to, co zadecydowało o tym, że młodzi przypadli sobie do gustu. Niespodzianka, jaką zaserwowało im życie po prostu ma miejsce. Gesty między nimi są drobne, ukradkowe, delikatne, ukryte, to rozumiem. Sama miłość fizyczna opisana kulturalnie, ale nieco bez polotu. Często dziwiło mnie to, jak bohaterka reagowała na słowa swojego mężczyzny. Stwierdzenia, które przyznam szczerze, powinny wywołać gniewną reakcję, a nie wywoływały. Z jednej strony bowiem mamy wyznania o wyjątkowości kobiety, z drugiej jednak traktowanie jej jak kogoś drugiej kategorii. I dziwi godzenie się na taki stan rzeczy, nawet, jeśli wynika to z samej kultury, stereotypów bądź niewiedzy.

Sami bohaterowie pozostają nieco zagadkowi. Odważna, pomysłowa, przedsiębiorcza, silna Jennifer i opanowany, nieprzystępny, tajemniczy, nieprzenikniony Vahid. Więcej dzieli tę dwójkę niż łączy. Ona jest wolna niczym ptak, on przywiązany do tradycji i obyczajowości czeka na dobrą żonę, z którą zazna miłości. Nie spieszy się, ma przed sobą jeszcze kilka lat, podczas których chce się realizować. Spotkanie z nieprzeciętną i różniącą się od znanych mu przedstawicielek płci pięknej kobietą, wywołuje w nim jednak zdumiewającą reakcję. Początkowa ciekawość, zmienia się w pożądanie, w końcu w miłość. A na drodze do szczęścia stoi wiele przeszkód i ogromne ryzyko.

Książka Jennifer Klinec to smakowita opowieść o irańskiej kuchni i obyczajach. Historia miłosna bohaterów nie porwała mnie tak jak oczekiwałam, ale pozostałe wątki całkowicie zrekompensowały mi wszelki braki wątku romansowego. „Tymczasowa żona” to mimo wszystko lekka, wciągająca opowieść, pisana ładnym językiem, zawierająca nieco informacji o życiu w dawnej Persji, zwyczajach miejscowych, nieznanych potrawach, i zderzeniu dwóch światów zachodniego i wschodniego. Na pochwałę zasługuje samo wydanie książki z rozdziałami zaznaczonymi fragmentami mandali, co dodatkowo dodaje powieści smaku i piękną i przyciągającą wzrok okładką. Jednym słowem, dobra letnia lektura, która nieco zmieni podejście niektórych do wątków miłosnych, gdyż ten jest ciekawy, aczkolwiek niezwykle stonowany.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona





Jennifer Klinec, Tymczasowa żona.Miłość i kuchnia w Iranie, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.