niedziela, 14 sierpnia 2016

Wieczny poszukiwacz - Piotr Durak "Wiatrołomny"


Z poezją nie miałam już ogromnie dawno do czynienia. Minęło sporo czasu poświęconego na recenzowanie powieści, kryminałów, dystopii, utopii i wszelkiej maści literatury, a ja za wierszami aż dziwne, nie tęskniłam, choć były mi bardzo bliskie. A jednak przychodzi taki moment, że sięga się po tomik, otwiera serce, czyta się. Nie dla analizy czy interpretacji, ale dla wejścia w relację z poetą. Tak dziwne mogą wydawać się te słowa, ale kto mnie zna, wie że dla mnie poezja to coś bardzo intymnego, bez względu na kreację literacką. To wnikanie w świat przedstawiony w strofach, w wewnętrzną rzeczywistość człowieka, bo zawsze utwory po części odzwierciedlają to, co kryje się w twórcy. To jednym, najprostszym słowem poznawanie duszy człowieka.

Patrzę na okładkę i myślę, że już dawno nie widziałam tak dobrze dobranej do treści fotografii. Tory i próbujący złapać na nich równowagę chłopak. Podróż przed siebie, bo „Wiatrołomny” jest właśnie o podróży i to jednej z tych trudniejszych. Podmiot liryczny wyrusza na spotkanie świata. Rzeczywistość, która wyłania się z kart tomiku jest niejednorodna, dużo w niej piękna, jak choćby w przestworzach, które koją wszystko „i otworzyły się chmury/ osłoneczniał błękit/ i uniosłem się w ciszy/ przedmieściach  raju/ na zielonej tafli ziemi/ rozkwitły mgły/ niebo nade mną/niebo pode mną/ i niebo we mnie” ( „Skok spadochronowy”), faktycznie zdając się przedsmakiem i przedsionkiem raju. Wiele jednak brzydoty, błota, szarości, budynków bez wyrazu niszczących naturę i wykradających coś z prostego i wydawać by się mogło bliższego człowiekowi świata przyrody. To rzeczywistość, która jest czasami wroga, duszna, nieprzyjazna, a jednocześnie jakoś znana, choć w zasadzie powinno się ją tworzyć od nowa.

Kiedy myślę o wierszach Piotra Duraka pierwsze, co mi się nasuwa to samotność i tęsknota. Dążenie za czymś nieuchwytnym, co można nazwać sensem życia, jego celem. Pogoń za nadzieją, która wyślizguje się z rąk jak niechwytny motyl, bo przecież świat nie zawsze jest taki, jakim chcielibyśmy żeby był. To refleksja nad tym, co boli. Nad miłością, która okazała się piękna, ale i pełna bólu, bo ona przestaje kochać, a odejść można było już na samym początku, nim historia zagościła w sercu i stworzyła wspólną więź, wspomnienia i poczucie pustki. A jednak podmiot liryczny poszukuje tej jedności, jaką stworzyć można z człowiekiem, który zdaje się rozumieć myśli, z którym można stopić się oddechem i znaleźć świat lepszy niż ten otaczający nas wszystkich. Mimo zwątpienia, na przekór wszystkiemu coś pragnie w nim wierzyć w istnienie więzi, której nie da się przerwać, a która czyni życie piękniejszym. Marzenia mieszają się tu z życiem, w którym samotność przychodzi i odchodzi, ale jest jedną ze stałych części historii podmiotu lirycznego. „była przy mnie od zawsze (…)/ potem znikała na chwilę aż odnajdywałem ją (…)/ aż stała się dniem i nocą i snem i marzeniem/ aż stała się lawą powietrzem wulkanem gonitwą/ aż powiedziała spójrz w siebie patrz i zapamiętuj/ i moje oczy stały się jej oczami/a pomięta twarz wygładziła się/ w wyrozumiałym uśmiechu” (z wiersza „Samotność”). Wydawać by się mogło, że takie przyjęcie samotności przynosi ulgę. Jednak jest coś, co sprawia, że można się jedynie pogodzić z faktycznym stanem rzeczy, ale nie daje on ukojenia. Bohater wierszy szuka, tym niespokojnym, drążącym, pełnym napięcia sposobem, który cechuje idealistów. Traci złudzenia, ale nadal tli się w nim nadzieja, przeświadczenie, że musi być coś lepszego.


jesteś lasem skąpanym w porannej rosie
dnia gorącego gdy wszystko paruje oddycha

paprocie podnoszą głowy
by chciwie wsłuchiwać się w Twój zapach
dąb zdejmuje koronę ptaków nakładając sen na Twe źrenice

jelenie uciekają spłoszone nieuważnym krokiem wędrowca
gdy na Twą lnianą skórę pada światło słońca

i ziemia drży i czas zatrzymuje się od ciepła Twojego głosu
blask Twych oczu rozpala
otula mnie wonią malin w samym środku lata

Twój oddech gładzi wierzchołki sosen łagodnym powiewem
ślady Twych stóp na piasku wypełnia ocean

i burzę swym sierpniowym dotykiem uśmierzasz
gdy zatopiony w ciszę zasypiam
przy Tobie.

(„Przystań”)


Takich perełek w tomiku jest nieco mniej. Wypełnia go raczej gorączkowe poszukiwanie odpowiedzi na fundamentalne pytania o sens życia, o miłość, samotność, kształt świata. Nadzieja przeplata się ze zwątpieniem, idealizm z realizmem, bliskość z samotnością. Podmiot liryczny balansuje na granicy wiary i niewiary. Próbuje odnaleźć Boga, który czasami objawia się w najmniejszym, a czasem wydaje mu się wręcz nierealny. Przypomina nieco niewiernego Tomasza, który uwierzy jeśli zobaczy, ale jednocześnie wyraża jakąś wiarę w istnienie dobra i ładu, które można nazwać Bogiem. „lecz choć żyłeś beze mnie – mi powie/ ciągle czułeś ten dotyk bieli piór na dłoni/ ciągle poszukiwałeś i byłeś mi cenny” (z wiersza „Remiedium”). A może to dobro nazywa Wszechmocnym? Wędrówka, którą prowadzi jest przepełniona doznaniami, ale przede wszystkim doświadczaniem, rewidowaniem swoich wyobrażeń. To swoiste zderzenie świata z tym, co wydawało się, że o nim wiemy. Podróż w celu odnalezienia piękna drżącego nieśmiało na końcach rzęs i uczuć skrytych gdzieś na obrzeżach serca.

Nie napiszę, że „Wiatrołomny” to wyraz pesymizmu i pożegnania z dziecięcą wiarą w świat, czy zapis brutalnego zderzenia z rzeczywistością, bo tak nie jest. Owszem to wyraz żegnania się z pewnymi złudzeniami, ale i szukania najdrobniejszego piękna, które jest potrzebne i kojące. To szukanie swojej drogi, doświadczanie zawodów, ale i zanurzanie się w pięknie i zachwycie, które choć go mało wybija się z tomiku, właśnie dlatego. Piotr Durak pisze o życiu które trochę przypomina ową okładkową wędrówkę po szarych torach, utrzymywanie równowagi, ale przecież sama wędrówka obfituje w wiele dobra. Uczy, doświadcza, ale nie łamie, nie niszczy, choć czasem trzeba mocno zacisnąć zęby, przekląć i ruszyć dalej, przełykając łzy i ból. Jednocześnie „ja” liryczne jest zarówno wytrwałym poszukiwaczem jak i doskonałym obserwatorem. Człowiekiem o głębokiej wrażliwości, która jest piękna, ale i zwodnicza, bo sprawia, że świat przeżywa się intensywniej.




Miejscami melodyjny, delikatny, innym razem dosadny i mocny. „Wiatrołomny” to zróżnicowany tomik, który z jednej strony urzeka i prezentuje piękno z drugiej mówi o zwykłych, bolesnych rzeczach. Językowo i obrazowo przypadł mi do gustu, choć trochę w nim dosłowności Skamandrytów, trochę żeromszczyzny, bo świat okazuje się nie miejscem, gdzie odnajdujemy szklane domy, ale skomplikowanym bytem. Mimo samotności, szukania Boga, szarości, jest coś co urzeka w tych wierszach, drobne przebłyski światła, którymi usiane jest życie, które gdy nauczymy się je doceniać, dają nadzieję i piękno, pozwalają przetrwać, a których szuka podmiot liryczny.




Piotr Durak, Wiatrołomny, Biblioteka Frazy, Rzeszów 2008.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz