niedziela, 7 sierpnia 2016

Jego decyzja - Jojo Moyes "Zanim się pojawiłeś"


„Położyłam się i myślałam o Willu. Myślałam o jego gniewie i smutku. O tym, co powiedziała jego matka – że jestem jedną z nielicznych osób, które potrafią do niego dotrzeć. Myślałam o tym, jak starał się nie śmiać z "Pieśni o Molahonkey" tamtego wieczoru, kiedy za oknami fruwały złote płatki śniegu. Myślałam o ciepłej skórze, miękkich włosach i rękach kogoś żywego, kogoś, kto był dużo inteligentniejszy i zabawniejszy, niż ja kiedykolwiek będę (…). I wreszcie, przyciskając głowę do poduszki, rozpłakałam się, bo moje życie nagle stało się dużo bardziej mroczne i skomplikowane, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałam, i żałowałam, że nie mogę cofnąć się do tamtych czasów, kiedy moim największym zmartwieniem było to, czy zamówiliśmy z Frankiem wystarczająco dużo bułeczek”. – s. 133

Przeciwieństwa się przyciągają, wiemy o tym wszyscy. Są jednak ludzie, którzy pewnie nigdy by się nie spotkali, gdyby nie określone okoliczności. Will Traynor miał u swych stóp cały świat. Pracował w zawodzie, który przynosił mu nie tylko zyski, ale i satysfakcję. Spotykał się z piękną kobietą. Żył pełnią życia, uprawiając wiele sportów i korzystając z każdej chwili. Wiódł żywot, którego mógł pozazdrościć mu każdy, choć trzeba przyznać, że ciężko pracował i stale dbał o to, by pokonywać kolejne bariery. Wszystko zmieniło się jednak, gdy mężczyzna uległ bardzo poważnemu wypadkowi. Louisa Clark uwielbiała swoją prostą i ciepłą pracę w kawiarni. Znała klientów, ich upodobania, czuła się bezpiecznie mając stabilizację, zwłaszcza że w domu było ciężko pod względem finansów. Nadszedł jednak dzień, w którym musiała stawić czoła życiu i znaleźć inne zajęcie. 

Szukanie nowej pracy nie przyszło jej łatwo, zwłaszcza, że Lou nie jest osobą pewną siebie, na co ma też wpływ trochę jej rodzina. Koniec końców biuro pośrednictwa wysyła ją do posiadłości Traynorów, którzy szukają opiekunki dla swojego sparaliżowanego syna i nie wymagają prawie żadnego doświadczenia. Sama rozmowa nie przypomina rekrutacji, którą zna każdy. Opiera się na zasadzie, proszę mnie przekonać, że powinniśmy zatrudnić właśnie ciebie i Lousie się to udaje. Musi dotrzeć do Willa, który ma ogromnie ograniczone możliwości, jest praktycznie całkowicie sparaliżowany, a do tego od czasu wypadku stał się dość nieprzyjemny. Początkowo dziewczyna nie radzi sobie za dobrze, więcej ma ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie, ale za namową siostry zostaje. Sprowokowana stawia się zgorzkniałemu bogaczowi i w ten paradoksalny sposób nawiązuje się miedzy nimi nić porozumienia, która z czasem przeradza się w uczucie. Opiekunka stara się zrobić wszystko, by wprowadzić do jego życia nieco słońca i radości, choć to niełatwe. Clark, jak często zwraca się do niej Will, ma nie tylko dotrzymywać mu towarzystwa czy pomagać, ale spełnić pewne zadanie, o którym dowiaduje się całkiem przypadkowo. Czy uda się jej zmienić życie młodego mężczyzny? Czy miłość między tak różnymi osobami jest prawdziwa? I czy szczęście przychodzi niezależnie od tego, w jakim jesteśmy stanie?

Zacznę od tego, że polubiłam zarówno uszczypliwego i rozgoryczonego Willa, któremu w wyniku wypadku załamał się cały świat, jak i oryginalną Louisę i kibicowałam tej parze. On wykształcony, odważny, głodny życia, z doświadczeniami, których nie ma większość osób, staje się jej przewodnikiem. Cały czas namawia dziewczynę, by zrobiła coś ze swoją przyszłością i nie tkwiła w sennym miasteczku, które jest dobre jedynie dla emerytów i ludzi bez aspiracji. Przypomina jej, że życie jest tylko jedno i należy przeżyć je najlepiej jak tylko można. Widzi w niej dużo więcej niż ona sama. Tymczasem Lou wydaje się dobrze czuć w swoim małym, poukładanym świecie. Nieco czyta, lubi telewizję, ma chłopaka, który wręcz szaleje za sportem. Jedyne o czym marzyła to projektowanie ubrań i tu należy wspomnieć, że dziewczyna naprawdę nosi ekstremalnie oryginalne stroje. Począwszy od butów aż po swetry. Nie uważa siebie za nikogo inteligentnego, jej rodzina też bardziej skupia się na jej siostrze (przez co rodziła się we mnie wątpliwość, czy bohaterka nie ma o sobie takiego a nie innego zdania również przez to, jak wyglądają domowe relacje), która jest mądrzejsza. Mimo wszystko ma cięty język, kiedy trzeba i ogromne serce. Postaci drugoplanowe również są dobrze nakreślone. Patrick to człowiek, który nie widzi świata poza sportem i zaniedbuje przez to swoją ukochaną i można nawet powiedzieć, jest nieco niedojrzały do związku. Nathan, choć niewiele o nim wiadomo, urzeka przywiązaniem i troską o Willa. Zarówno rodzice Lou jak i Willa są bardziej pobocznymi bohaterami, natomiast Katrina jest swoistą mieszanką troskliwo-upierdliwej siostry ;-).

„Potencjał. Tak. Potencjał. I za nic nie mogę pojąć, jak możesz być zadowolona z takiego małego życia. Życia, które nie sięga dalej niż pięć mil od twojego domu, w którym nie ma nikogo, kto kiedykolwiek cię zaskoczy albo sprowokuje, albo pokaże ci coś, od czego zakręci ci się w głowie i nie będziesz mogła zasnąć w nocy.” – s. 216

Myślałam, że „Zanim się pojawiłeś” będzie po prostu dobrą historią miłosną, ale książka mnie zaskoczyła. To bowiem nie tylko opowieść o uczuciu, jakie rodzi się między bohaterami. To rzecz o realnym i mądrym przeżywaniu swojego życia. Kształceniu się, realizowaniu, poznawaniu świata. Will, który mimo środków finansowych, nie może już żyć pełną piersią, nakłania do tego swoją opiekunkę. Uporczywie przypomina, że czas jest ograniczony i nie można go cofnąć a należy korzystać ze swoich umiejętności. Chce zapalić w niej ciekawość świata i pragnienie czegoś więcej. I trzeba przyznać, że mu się to udaje, Louisa zmienia się, otwiera, on również odnajduje w sobie ciepło, tęsknotę. Jojo Moyes opowiada również o relacjach międzyludzkich, związkach, przyjaźniach, domowej atmosferze. Zestawia dwie całkiem różne rodziny i pokazuje czego w każdej z nich brakuje. W końcu mówi o decyzjach, które zapadają, a z którymi nie każdy chce się zgodzić. Powiem tak, nie spodobało mi się zakończenie, moim zdaniem było egoistyczne i nie fair i to jedyna rzecz, która nie podobała mi się w lekturze. Więcej nie napiszę, ponieważ nie chcę spoilerować, ale nie godzę się z takimi rozwiązaniami.

Książka Jojo Moyes porusza, czaruje, łapie za serce. Pisana prostym, przyjemnym stylem i językiem wciąga w historię, której koniec chce się poznać. Bohaterowie wzbudzają sympatię i naprawdę łatwo się do nich przywiązać. To powieść o poświęceniu, odkrywaniu siebie i życia, trosce o drugą osobę, ale także o decyzjach, które nie przychodzą łatwo. „Zanim się pojawiłeś” jest trochę zwodnicza, najpierw otula ciepłem i humorem, potem rozgrzewa serce, by w końcu wycisnąć łzy i wywołać bunt. A jednak jest coś, co sprawia, że chce się poznać dalszą część historii, mimo niezgody na to, co się wydarzyło. Chyba najmocniejszą stroną książki jest Lou, zwykła dziewczyna, podobna do większości ludzi, która nagle dostaje szansę i zaczyna wierzyć, że coś może się zmienić, że jej życie przy wysiłku stanie się lepsze. Jak pisałam, choć nie zgadzam się z przekazem, to nie żałuję przeczytania tej powieści i jestem ciekawa ciągu dalszego.




Jojo Moyes, Zanim się pojawiłeś, przeł. Dominika Cieśla-Szymańska, wyd. Świat Książki, Warszawa 2016.

2 komentarze:

  1. Najpierw książka złamała mi serce, a później film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw oglądałam film, potem sięgnęłam po książkę. Film chyba podobał mi się bardziej, aczkolwiek było w książce kilka rzeczy, których zabrakło mi w filmie. Nie zgadzam się totalnie z decyzją Willa, choć rozumiem, że wypadek złamał jego życie. To nie jest zwykła historia miłosna, zastanawiam się, jak można po czymś takim żyć...

      Usuń