sobota, 25 czerwca 2016

Szaleńcze uczucie - Karolina Wilczyńska "Ja, kochanka"


„»Wszystko w porządku. Zadzwonię, jak tylko będę mógł«. Czuję, że nagle opada napięcie. Miękną mi nogi i osuwam się na podłogę. Siedzę, opierając czoło o zimny bok pralki. I płaczę. Głośno szlocham, aż cała się trzęsę. Wypłakuję cały strach, godziny oczekiwania i ogromny żal, że nie mogę go przytulić, dotknąć, poczuć, że naprawdę wrócił. Po co mi to wszystko? – myślę, ocierając łzy. – Ta cała miłość. Dlaczego to tak boli?” – s. 31

Karolina Wilczyńska postawiła mnie przed ogromnym dylematem. Czytając jej książkę w mojej głowie kotłowało się tyle sprzecznych myśli i emocji, że dawno się tak nie czułam. I mimo, że skończyłam tę książkę jakiś czas temu, nadal trudno mi o niej mówić.

Kim jest kochanka? Cóż dla jednych to zmora, która odbiera kobiecie jej mężczyznę, niszczy związek, korzysta z tego, że niewierny mąż jest znudzony, zmęczony, żądny przygód czy młodszej ukochanej. Inni powiedzą, że to nieszczęśliwa osoba, która trafiła niestety na zajętego mężczyznę, który ją uwiódł, choć pewnie w jakiś sposób będą patrzyli na nią z wyrzutem. Tymczasem bohaterka, mówi o sobie po prostu kobieta kochająca. Przedstawia świat od całkiem innej strony niż wszystkim się wydaje.

Ja, kochanka” to podróż w głąb psychiki i emocjonalności głównej bohaterki. Pisana w pierwszej osobie relacja, owiana mgłą tajemnicy, gdyż narratorka nie zdradza ani swojego imienia, ani tego czym się zajmuje. Milczy również o ukochanym. Nie wspomina, z jakiego powodu zjawia się u niej jedynie co pewien czas i nie może zostać na dłużej. Umyślnie nie wyjaśnia sytuacji, bo każde wytłumaczenie sprawiłoby, że byłby inaczej postrzegany przez czytelnika, a najważniejsze jest przecież uczucie. Całość opowieści to monolog kochanki, która wprowadza w świat przepełniony fascynacją, zmysłowością, tęsknotą, samotnością, ale i oszałamiającym szczęściem i lękiem. Karolina Wilczyńska przedstawia cały kalejdoskop uczuć, które zmieniają się naprawdę szybko. Snuje historię, którą tworzą chwile wyrwane z życia a będące dla kobiety całym światem. Przedstawia U. jako idealnego mężczyznę, istnego rycerza, kogoś bezgranicznie zakochanego, zauroczonego, szarmanckiego, a jednocześnie niezwykle zmysłowego i przenikliwego. Nić porozumienia między bohaterami zdumiewa. Nawet, gdy wydaje się, że nie sposób zrozumieć narratorki, która momentami przybita i zła, chce zniszczyć związek, ukochany zawsze odczytuje to, co gra w jej duszy. Związek tych dwojga podszyty jest jednak lękiem, który wyłania się z przeszłości bohaterki, zawiedzionym uczuciem oraz sytuacją ukochanego. Lata zamknięcia na drugiego człowieka i chronienia się przed zaufaniem oraz oddaniem drugiej osobie, sprawiają, że nowa sytuacja wywołuje w niej obawy i reakcję obronną. Uczucie jest jednak zbyt mocne, by strach wziął górę nad pożądaniem i miłością. Ulotne chwile szczęścia przeplatają się z szarą codziennością wypełnioną tęsknotą i swoistym paraliżem.

Kochanka to przedziwna kobieta, zamknięta, lękliwa, a jednocześnie twardo stąpająca po ziemi. Stara się uchronić przed bólem, który znów może zadać jej mężczyzna, a jednocześnie doskonale zdaje sobie sprawę, że jest na przegranej pozycji. Nie wiem czy tłumione przez lata emocje i odpowiedni kandydat, sprawiają, że narratorka zaczyna mieć wręcz obsesję na punkcie U. Bez wiadomości od niego nie jest w stanie pracować ani zrobić niczego konkretnego. Snuje się zrozpaczona po mieszkaniu, a w chwilach bardziej przytomnych, dba by jej mężczyzna miał w jej domu wszystko, co lubi. Zdaje się żyć od jednego spotkania do drugiego, z których większość wypełniona jest zmysłowym seksem. Tymczasem on zafascynowany, ale bardziej opanowany, wprowadza ją w świat doświadczeń, których nie znała. Bohaterka zmienia się pod wpływem ukochanego, dostrzega piękno swojego ciała, wzrasta jej pewność siebie. Zdaje się potwierdzać słowa, że kochana kobieta pięknieje, a jednak cierpi z powodu okazjonalnych spotkań i chwil wyrywanych losowi. Żyje między jawą a snem. Świat marzeń miesza się w książce z prawdziwymi wydarzeniami. Kobieta uczy się odsłaniać, eksperymentować, wszystko po to, by być bardziej dla niego. Na szczęście nie ma tu przymusu, jest czas, akceptacja, powolna ciekawość odkrywania nowych doświadczeń i czerpania z nich radości.

„Kochanki mają lepiej. Dostają mężczyznę świeżego, pachnącego, zawsze w dobrym humorze, chętnego do miłości. Kochanki nie muszą prać, zbierać rozrzuconych skarpet, znosić humorów, wąchać przepoconych koszul. (…) Nikt nie pamięta, że razem z tym wszystkim w pakiecie jest wieczna tęsknota, wielka niepewność, samotne godziny i dni, brak możliwości kontaktu. Czasami tak bardzo chciałabym chociaż móc zadzwonić, powiedzieć, że coś przykrego mnie spotkało. Pragnę nieustannie przytulenia, mijania się w przedpokoju, porannego tłoku w łazience, wspólnej kawy leniwie pitej w niedzielny poranek”. – s. 165

Ja, kochanka” to wciągająca, pełna emocji, zmysłowości i erotyki lektura. Jej wielkim plusem jest to, że nie ma tu wulgarnych czy trywialnych opisów, które napotkałam w innych książkach, poruszających tematykę seksualną. Wszystko utrzymane jest w granicach dobrego smaku. Fabuła pozwala lepiej poznać bolączki tej trzeciej, która zmaga się ze swoim uczuciem, niedostatkiem obecności ukochanego, życiem od spotkania do spotkania. Karolina Wilczyńska pozwala zagłębić się w emocje bohaterki, ale jednocześnie tworzy świat ograniczony do minimum. Duszny w swoim zamknięciu, przesadnym skupieniu na drugim człowieku. Choć w jakiś sposób zafascynowała mnie bohaterka i nie mam o niej złego zdania, to było w niej coś niepokojącego. Nieustannie miałam wrażenie, że gdyby mogła zostać z ukochanym, stłamsiłaby go, skrzywdziła fanatycznym przywiązaniem i zbudowała toksyczny związek, choć będąc razem, bywała całkiem inna, spokojna, rozluźniona. Może nie do końca zrozumiałam jej nieugaszoną potrzebę bycia z U. i niekończącą się galopadę myśli skierowaną ku niemu.

Nie mogę jednak rzec, że świat nakreślony przez autorkę mnie nie wciągnął. Karolina Wilczyńska wyrywała mnie z rzeczywistości, do świata kochanków przez kilka wieczorów, zapewniała kłębiące się w głowie pytania, zasypywała zmysłowymi opisami, czarowała charakterem U. i sprawiała, że robiło mi się przykro na myśl o krzywdzie, jaką kochance wyrządziła jej młodzieńcza miłość. Na koniec pytanie, czy właśnie w ukochanym nie widziała lepszej, dojrzałej a jednak w pewien sposób nieosiągalnej wersji swojej pierwszej miłości? Czy podświadomie nie goniła czegoś nieuchwytnego? Nie wiem…

Erotyk Kaoliny Wilczyńskiej pozostawił mnie z masą pytań, na które ciągle szukam odpowiedzi. Historią ukazaną od całkiem nowej strony, swoistym zagubieniem i zamętem w sercu. Trudno mi jednoznacznie wypowiedzieć się o tej książce. Jedno wiem, choć musiałam przyzwyczaić się do stylu, w jakim została napisana, mogę śmiało rzec, że ma w sobie jakąś magię, oplata czytelnika, czaruje, zniewala i zostawia trochę na pastwę losu i przemyśleń. Ale czy to źle? Wszak literatura ma budzić emocje, wątpliwości, pytania, kontrowersje, a ta wzbudziła.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Karolina Wilczyńska, Ja,kochanka, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.


2 komentarze:

  1. Bardzo jestem ciekawa tej książki. Teraz, po przeczytaniu Twojej recenzji jeszcze bardziej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba przyznać, że to nie jest kolejna, znana historia miłosna. Sam punkt widzenia i podejście bohaterki jest inne niż w znanych mi książkach. Intryguje, jest zmysłowa i trochę czaruje.

      Usuń