niedziela, 19 czerwca 2016

Oszukać przeznaczenie - Janusz Koryl "Sny"


„Ludzie śnią zazwyczaj niestworzone rzeczy. Ktoś unosi się w powietrzu, przenosząc się z miejsca na miejsce jak piórko. Ktoś spada w przepaść albo tonie w morzu. Wszystko jest dziwne, nieziemskie, karykaturalne. Tymczasem każdy sen księdza Eugeniusza był jak najbardziej prawdziwy. Najdziwniejsze jednak było to, że wszystkie jego sny się sprawdzały”. – s. 13

Sny bywają nieraz bardzo realistyczne. Czasem po przebudzeniu nie wiadomo do końca czy była to jawa czy sen. Na rynku znajdziemy masę senników, które mają pomóc w interpretacji wyśnionej treści. Dociec, co chce nam powiedzieć podświadomość czy siła wyższa. Co jednak, gdy mamy do czynienia ze zdarzeniem, które się spełnia?

Ksiądz Eugeniusz był zwykłym duszpasterzem do czasu aż zaczął miewać dziwne sny. Widział w nich mieszkańców Dynowa, niekoniecznie wszystkich chodzących do Kościoła, ale przecież znanych mu ludzi. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie jeden mały szczegół. Duchowny zawsze śnił o tragediach, które zdarzały się naprawdę. Początkowo bohater nie wierzył w moc tajemniczych snów, bo przecież takie rzeczy zdarzały się jedynie prorokom i to bardzo dawno. Gdy jednak jedna wizja za drugą zaczęła się urzeczywistniać, mężczyzna czuł coraz większy niepokój. Zgłosił się z problemem do przełożonego, ale ten nakazał mu spokój.

Czarę goryczy przelała się, gdy ziścił się sen o gwałcie i śmierci jednej z mieszkanek miasta. Zgnębiony ksiądz, w końcu postanowił wyjawić prawdę i skontaktować się z podinspektorem Czajką, który razem z komisarzem Zielińskim prowadzili śledztwo w sprawie śmierci dziewczyny. Szef Rzeszowskiego Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej początkowo potraktował wyznanie duchownego jak majaczenie nieszkodliwego szaleńca. Gdy jednak śledztwo utknęło w miejscu postanowił sprawdzić nawet ten najmniej wiarygodny wątek. Tymczasem sny duchownego nie ustawały. Zmęczony fizycznie i wyczerpany psychicznie ksiądz targnął się na swoje życie. W wyniku przedawkowania leków trafił do szpitala. Policjanci zaś po ujęciu zabójcy, chcieli porozmawiać z człowiekiem, który pomógł im ująć sprawcę. Na miejscu zastali jednak jedynie pustą plebanię a na niej zeszyt ze spisanymi przez Eugeniusza snami. Po przeczytaniu zapisków okazuje się, że kilka wizji, jeszcze się nie spełniło. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Policjanci pragną zapobiec opisanym zdarzeniom, sprawę utrudnia jednak fakt, że nigdzie nie pojawia się ani imię ani nazwisko bohaterów snów. Sam opis również nie jest na tyle szczegółowy, by wytypować konkretne osoby. Mieszkańcy Dynowa dowiadują się z prasy o snach ich duszpasterza i grożącym im niebezpieczeństwie. Podinspektor Czajka i komisarz Zieliński mnożą wysiłki, by nie dopuścić do kolejnych tragedii, jednak atmosfera niepokoju rośnie, a jedyna osoba, która może pomóc w rozszyfrowaniu lakonicznych relacji, jest w śpiączce. Czy policjantom uda się wygrać z czasem? Czy zapisane w zeszycie przeznaczenie musi się dopełnić?

Janusz Koryl stworzył krótką, ale świetnie napisaną i trzymającą do ostatniej strony powieść. „Sny” uderzają klimatem pośpiechu i niepokoju. Zmagania się z przeznaczeniem, zadawania pytań o fatum i jego nieuchronność. Autor gra na emocjach, podsyca atmosferę niepewności i tajemniczości. „Sny” czyta się jednym tchem, z rosnącym napięciem i pytaniem „czy policja zdąży?”. Jeśli zatem szukacie dobrej lektury na ciepły wieczór, serdecznie polecam, nie zawiedziecie się.



Janusz Koryl, Sny, wyd. Dreams, wyd. I, Rzeszów 2011.

2 komentarze: