środa, 29 czerwca 2016

Szalone śledztwo - Sally Andrew "Przepisy na miłość i zbrodnię"

PRZEDPREMIEROWO
we współpracy z Wydawnictwem Otwarte

"Nie miałam rodziny. Moje obowiązki odeszły razem z moim mężem. Bóg był dla mnie kimś obcym. Miałam przyjaciół, Hattie i Jessie, a także gotowałam i jadłam dużo dobrego jedzenia. Ale co mogłam wiedzieć o miłości? Skąd mogłam wiedzieć, co tak naprawdę jest ważne?" – s. 204.



Stare przysłowie mówi „Przez żołądek do serca” i jest w tym dużo prawdy. Kochając lubimy robić coś dla drugiej osoby. Gesty, słowa, czyny są wyrazem naszych uczuć. To takie proste i czasami naprawdę niewiele trzeba, by pokazać drugiej osobie, że jest ważna.

Kucharzenie to niewątpliwie rozrywka, pasja i ulubiona czynność Marii van Harten. Kobieta od śmierci męża, który powiedzmy szczerze, nie był wcale dobry, mieszka sama i poza udoskonalaniem sztuki gotowania, prowadzi rubrykę kulinarną w miejscowej gazecie. Jak to jednak w życiu bywa, czasem trzeba się przebranżowić. Naciski z góry sprawiają, że dział bohaterki zostaje zastąpiony przez kącik z poradami na nadesłane przez czytelników listy. Jednak redaktor naczelna i przyjaciółka tannie Marie, Harriet Christie postanawia, że to po prostu zmiana rubryki i kobieta doskonale sobie poradzi. Ostatecznie wszystko da się naprawić za pomocą dobrego jedzenia J. Marie zaczyna zatem radzić zagubionym, łącząc odpowiedzi z odpowiednimi przepisami. Idzie jej całkiem nieźle i stosik korespondencyjny rośnie. Nagle ginie jedna z autorek listu. Martine, która miała dość nudną pracę, bijącego ją męża, zakochaną w niej przyjaciółkę i dawną miłość, umiera w niewyjaśnionych okolicznościach.

Poruszona tym wydarzeniem ekipa „Gazety Małego Karru”, postanawia dowiedzieć się prawdy. Pod przewodnictwem Jessie, młodej dziennikarki śledczej, Marie rozpoczyna dochodzenie obfitujące w niekończące się zawirowania i wpadanie w kłopoty, z których ratuje ją przystojny komisarz Henk Kannemeyer. Podejrzanych jest wielu, choćby nerwowy mąż Dirk czy przyjaciółka kobiety Anna, którzy toczą ze sobą nieustającą bitwę i przerzucają się winą. Wyczyny tej dwójki są naprawdę oryginalne. Do tego dochodzi dawna miłość Martine oraz rodzina. Dziennikarki mimo licznych apelów ze strony policji ciągle prowadzą swoje śledztwo i mieszają się w dość niebezpieczne sprawy. W międzyczasie zaś tannie Marie prowadzi swoją rubrykę, która ma się coraz lepiej i oczywiście gotuje. Gdy ginie kolejna osoba związana ze śmiercią pracownicy Spara, sytuacja zaognia się. Zarówno Jessie jak i jej przyjaciółka, które podczas tego zdarzenia ukryły się w spiżarni domu zamordowanej kobiety, nie są bezpieczne. Policja stara się robić co może, choć dochodzenie do prawdy, utrudnia pilnowanie upartych niewiast. Pogróżki zabójcy nasilają się. Czy Kannemeyerowi uda się złapać sprawcę? Jak zakończy się śledztwo ekipy „Gazety Małego Karru”? I czy w nieśmiałej Marie obudzi się miłość?

Po ostatniej, dość trudnej lekturze „Przepisy na miłość i zbrodnię” były jak miód na moje serce. Pozwoliły odpocząć, sprawiły, że uśmiechałam się od ucha do ucha i robiło mi się ciepło. Książka Sally Andrew była powiewem egzotyczności. Afryka zawitała w moim domu na kilka dni, rozsiadła się wygodnie i oczarowała mnie pięknymi krajobrazami, nieznaną roślinnością i fauną, zapachem i smakiem pysznego jedzenia. Do tego sympatyczni jak Hattie, Marie, Reghardt czy Henk lub żywiołowi niczym Dirk, Anna czy Jessie bohaterowie zdobyli moje serce. Zabawne perypetie, które momentami nasuwały mi na myśl pościgi z show Bennego Hilla, przyprawiały o uśmiech, a zataczające coraz szersze kręgi śledztwo skutecznie przykuło moją uwagę.  Przepisy, którymi bohaterka sypała niczym z rękawa, zaostrzyły mój apetyt a przede wszystkim nabrałam trochę chęci na kucharzenie z myślą o kimś J. Autorka pomieściła w swojej powieści naprawdę wiele: miłość, nadzieję, śmierć, radość, smutek, niepewność, tęsknotę, wspomnienia, ludzi różnych profesji, czekających na koniec świata adwentystów dnia siódmego, niebezpieczeństwo szczelinowania, kradnące owoce pawiany, zły charakter i naprawdę masę dobrego jedzenia J. Mieszanka wybuchowa, która świetnie zadziałała.

Przyznam, że sięgając po ten tytuł zastanawiałam się, jak to będzie. Typowo kobieca literatura, łącząca zarówno wątek miłosny jak i kryminalny mogła dać nieprzewidziany efekt. Spodziewałam się lekkiej lektury, która umili mi popołudnia i tak też było. Krótkie rozdziały i klarowny język sprawiają, że książkę czyta się naprawdę szybko. „Przepisy na miłość i zbrodnię” są pełną humoru i wciągającą lekturą, ale są też czymś więcej. To czasem zaskakująca, czasem bardzo życiowa powieść o poszukiwaniu sensu i radości życia. Podobało mi się wplecenie w tok akcji informacji o sytuacji kobiet w Afryce, tym jak są traktowane, ponieważ przemoc domowa to ważny problem. Dużym plusem jest sama forma, w jakiej zostało to ujęte. Problem nie został strywializowany, kazał przemyśleć sprawę, jednocześnie nie ujmując lekkiego tonu lekturze. Same refleksje bohaterki również wywoływały albo uśmiech albo też chwile zastanowienia, a wszystko to w ciepłym i momentami zabawnym tonie.

Książka Sally Andrew to klimatyczna i smakowita lektura, która zapewnia wiele pozytywnych emocji. Momentami jest delikatna, momentami życiowa. Na pewno wywołuje szeroki uśmiech, kusi afrykańskimi krajobrazami, bohaterami, których nie sposób nie lubić, porządną dawką smakowitych potraw, delikatną historią miłosną i zwariowaną zagadką kryminalną. Gdy o niej myślę, najlepszym określeniem wydaje mi się "słoneczna" - ciepła, pogodna, optymistyczna, po prostu idealna do poczytania na lato J.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte




Sally Andrew, Przepisy na miłość i zbrodnię, tłum. Adrianna Sokołowska-Ostapko, wyd. Otwarte, Kraków 2016. 

niedziela, 26 czerwca 2016

KONKURS :-)



Kochani, niedługo mój blog świętuje dwa lata istnienia, dlatego postanowiłam z tej okazji podzielić się z Wami książkami przedstawionymi na zdjęciach :)
😊

Zadania konkursowe są dwa. Wybierz to, które wolisz.


Zadanie 1 

Jak wyobrażasz sobie "Spacer wśród słów" narysuj - technika dowolna mogą to być kredki, pastele, farby, węgiel, grafika komputerowa, szkic ołówkiem, piórkiem, co tylko chcecie. 
(do wygrania "Dzika droga" lub "Księżyc myśliwych")



Zadanie 2
Jaki jest Twój ulubiony blog/vlog, dlaczego? (do wygrania "Linia serc")




Regulamin konkursu:
1. Polub stronę Spacer wśród słów na facebooku, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś 
2. Będzie mi miło jeśli udostępnisz informację o konkursie, ale nie jest to warunek konieczny
3. Wykonaj zadanie konkursowe - prace plastyczne przesyłajcie na maila spacerwsrodslow@gmail.com
Odpowiedź na zadanie drugie zostaw w komentarzu. 
4. Konkurs trwa od 26.06-10.07 potem wybiorę zwycięzców 
😊
5. Koszt wysyłki nagród pokrywa organizator konkursu, książki wysyłam tylko na terenie Polski


Powodzenia 

sobota, 25 czerwca 2016

Szaleńcze uczucie - Karolina Wilczyńska "Ja, kochanka"


„»Wszystko w porządku. Zadzwonię, jak tylko będę mógł«. Czuję, że nagle opada napięcie. Miękną mi nogi i osuwam się na podłogę. Siedzę, opierając czoło o zimny bok pralki. I płaczę. Głośno szlocham, aż cała się trzęsę. Wypłakuję cały strach, godziny oczekiwania i ogromny żal, że nie mogę go przytulić, dotknąć, poczuć, że naprawdę wrócił. Po co mi to wszystko? – myślę, ocierając łzy. – Ta cała miłość. Dlaczego to tak boli?” – s. 31

Karolina Wilczyńska postawiła mnie przed ogromnym dylematem. Czytając jej książkę w mojej głowie kotłowało się tyle sprzecznych myśli i emocji, że dawno się tak nie czułam. I mimo, że skończyłam tę książkę jakiś czas temu, nadal trudno mi o niej mówić.

Kim jest kochanka? Cóż dla jednych to zmora, która odbiera kobiecie jej mężczyznę, niszczy związek, korzysta z tego, że niewierny mąż jest znudzony, zmęczony, żądny przygód czy młodszej ukochanej. Inni powiedzą, że to nieszczęśliwa osoba, która trafiła niestety na zajętego mężczyznę, który ją uwiódł, choć pewnie w jakiś sposób będą patrzyli na nią z wyrzutem. Tymczasem bohaterka, mówi o sobie po prostu kobieta kochająca. Przedstawia świat od całkiem innej strony niż wszystkim się wydaje.

Ja, kochanka” to podróż w głąb psychiki i emocjonalności głównej bohaterki. Pisana w pierwszej osobie relacja, owiana mgłą tajemnicy, gdyż narratorka nie zdradza ani swojego imienia, ani tego czym się zajmuje. Milczy również o ukochanym. Nie wspomina, z jakiego powodu zjawia się u niej jedynie co pewien czas i nie może zostać na dłużej. Umyślnie nie wyjaśnia sytuacji, bo każde wytłumaczenie sprawiłoby, że byłby inaczej postrzegany przez czytelnika, a najważniejsze jest przecież uczucie. Całość opowieści to monolog kochanki, która wprowadza w świat przepełniony fascynacją, zmysłowością, tęsknotą, samotnością, ale i oszałamiającym szczęściem i lękiem. Karolina Wilczyńska przedstawia cały kalejdoskop uczuć, które zmieniają się naprawdę szybko. Snuje historię, którą tworzą chwile wyrwane z życia a będące dla kobiety całym światem. Przedstawia U. jako idealnego mężczyznę, istnego rycerza, kogoś bezgranicznie zakochanego, zauroczonego, szarmanckiego, a jednocześnie niezwykle zmysłowego i przenikliwego. Nić porozumienia między bohaterami zdumiewa. Nawet, gdy wydaje się, że nie sposób zrozumieć narratorki, która momentami przybita i zła, chce zniszczyć związek, ukochany zawsze odczytuje to, co gra w jej duszy. Związek tych dwojga podszyty jest jednak lękiem, który wyłania się z przeszłości bohaterki, zawiedzionym uczuciem oraz sytuacją ukochanego. Lata zamknięcia na drugiego człowieka i chronienia się przed zaufaniem oraz oddaniem drugiej osobie, sprawiają, że nowa sytuacja wywołuje w niej obawy i reakcję obronną. Uczucie jest jednak zbyt mocne, by strach wziął górę nad pożądaniem i miłością. Ulotne chwile szczęścia przeplatają się z szarą codziennością wypełnioną tęsknotą i swoistym paraliżem.

Kochanka to przedziwna kobieta, zamknięta, lękliwa, a jednocześnie twardo stąpająca po ziemi. Stara się uchronić przed bólem, który znów może zadać jej mężczyzna, a jednocześnie doskonale zdaje sobie sprawę, że jest na przegranej pozycji. Nie wiem czy tłumione przez lata emocje i odpowiedni kandydat, sprawiają, że narratorka zaczyna mieć wręcz obsesję na punkcie U. Bez wiadomości od niego nie jest w stanie pracować ani zrobić niczego konkretnego. Snuje się zrozpaczona po mieszkaniu, a w chwilach bardziej przytomnych, dba by jej mężczyzna miał w jej domu wszystko, co lubi. Zdaje się żyć od jednego spotkania do drugiego, z których większość wypełniona jest zmysłowym seksem. Tymczasem on zafascynowany, ale bardziej opanowany, wprowadza ją w świat doświadczeń, których nie znała. Bohaterka zmienia się pod wpływem ukochanego, dostrzega piękno swojego ciała, wzrasta jej pewność siebie. Zdaje się potwierdzać słowa, że kochana kobieta pięknieje, a jednak cierpi z powodu okazjonalnych spotkań i chwil wyrywanych losowi. Żyje między jawą a snem. Świat marzeń miesza się w książce z prawdziwymi wydarzeniami. Kobieta uczy się odsłaniać, eksperymentować, wszystko po to, by być bardziej dla niego. Na szczęście nie ma tu przymusu, jest czas, akceptacja, powolna ciekawość odkrywania nowych doświadczeń i czerpania z nich radości.

„Kochanki mają lepiej. Dostają mężczyznę świeżego, pachnącego, zawsze w dobrym humorze, chętnego do miłości. Kochanki nie muszą prać, zbierać rozrzuconych skarpet, znosić humorów, wąchać przepoconych koszul. (…) Nikt nie pamięta, że razem z tym wszystkim w pakiecie jest wieczna tęsknota, wielka niepewność, samotne godziny i dni, brak możliwości kontaktu. Czasami tak bardzo chciałabym chociaż móc zadzwonić, powiedzieć, że coś przykrego mnie spotkało. Pragnę nieustannie przytulenia, mijania się w przedpokoju, porannego tłoku w łazience, wspólnej kawy leniwie pitej w niedzielny poranek”. – s. 165

Ja, kochanka” to wciągająca, pełna emocji, zmysłowości i erotyki lektura. Jej wielkim plusem jest to, że nie ma tu wulgarnych czy trywialnych opisów, które napotkałam w innych książkach, poruszających tematykę seksualną. Wszystko utrzymane jest w granicach dobrego smaku. Fabuła pozwala lepiej poznać bolączki tej trzeciej, która zmaga się ze swoim uczuciem, niedostatkiem obecności ukochanego, życiem od spotkania do spotkania. Karolina Wilczyńska pozwala zagłębić się w emocje bohaterki, ale jednocześnie tworzy świat ograniczony do minimum. Duszny w swoim zamknięciu, przesadnym skupieniu na drugim człowieku. Choć w jakiś sposób zafascynowała mnie bohaterka i nie mam o niej złego zdania, to było w niej coś niepokojącego. Nieustannie miałam wrażenie, że gdyby mogła zostać z ukochanym, stłamsiłaby go, skrzywdziła fanatycznym przywiązaniem i zbudowała toksyczny związek, choć będąc razem, bywała całkiem inna, spokojna, rozluźniona. Może nie do końca zrozumiałam jej nieugaszoną potrzebę bycia z U. i niekończącą się galopadę myśli skierowaną ku niemu.

Nie mogę jednak rzec, że świat nakreślony przez autorkę mnie nie wciągnął. Karolina Wilczyńska wyrywała mnie z rzeczywistości, do świata kochanków przez kilka wieczorów, zapewniała kłębiące się w głowie pytania, zasypywała zmysłowymi opisami, czarowała charakterem U. i sprawiała, że robiło mi się przykro na myśl o krzywdzie, jaką kochance wyrządziła jej młodzieńcza miłość. Na koniec pytanie, czy właśnie w ukochanym nie widziała lepszej, dojrzałej a jednak w pewien sposób nieosiągalnej wersji swojej pierwszej miłości? Czy podświadomie nie goniła czegoś nieuchwytnego? Nie wiem…

Erotyk Kaoliny Wilczyńskiej pozostawił mnie z masą pytań, na które ciągle szukam odpowiedzi. Historią ukazaną od całkiem nowej strony, swoistym zagubieniem i zamętem w sercu. Trudno mi jednoznacznie wypowiedzieć się o tej książce. Jedno wiem, choć musiałam przyzwyczaić się do stylu, w jakim została napisana, mogę śmiało rzec, że ma w sobie jakąś magię, oplata czytelnika, czaruje, zniewala i zostawia trochę na pastwę losu i przemyśleń. Ale czy to źle? Wszak literatura ma budzić emocje, wątpliwości, pytania, kontrowersje, a ta wzbudziła.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Karolina Wilczyńska, Ja,kochanka, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.


środa, 22 czerwca 2016

Głód wędrówki - Michał Książek "Droga 816"


„Inny głód trzeba było zaspokoić. Głód chodzenia, wąchania i patrzenia. Dziwienia się, widzenia pierwszy raz. Pieczołowitego zapamiętywania i beztroskiego zapominania. Głód dawno niesłyszanego rytmu, jaki buty wybijają dopiero po trzecim, może czwartym kilometrze. Kiedy nogi, plecy i ręce zaczynają się doskonale rozumieć. Jak segmenty w odwłoku owada. Spuściłem więc stopy ze smyczy i na przekór grawitacji i odległości po godzinie byłem w Bereźnicy”. – s. 21



Wędrówka pociąga wielu. Czasami ma się ochotę rzucić wszystko, po prostu wyjść z domu i skierować się ku wymarzonemu celowi. Niektórzy pielgrzymują, by odnaleźć siebie i odpowiedzi na dręczące ich pytania. Inni poszukują siły, spokoju, potrzebują dystansu do problemów i samotności. A są i tacy, którzy po prostu lubią być piechurem. Iść przed siebie, poznawać, szukać, doświadczać świata. Chłonąć wszystkimi zmysłami. Odnajdywać ślady historii. Podążać wzdłuż obranej przez siebie drogi i zabierać ze sobą jej fragmenty, a czasem zbaczać z ustalonej ścieżki.

Michał Książek jest na pewno niespokojnym duchem. Człowiekiem ciekawym świata. Na cel podróży wybrał nie zachwalane w biurach podróży miejsca. Swoje kroki skierował ku Nadbużance, drodze 816, która wyznacza w wielu miejscach granicę Polski z Ukrainą i Białorusią. Wschodnimi rubieżami Rzeczpospolitej podąża z ciekawością i pasją kronikarza. W zasadzie na początku, trzymając ten reportaż w ręku, zadaje się pytanie, czemu właśnie tam? Co sprawiło, że poeta i leśnik wybrał właśnie to miejsce? Odpowiedzi szukałam na kartach „Drogi 816”.  


 fot. Piotr Durak


Często zapomniane miejsca, porastające roślinnością, przysypane kurzem, rozpadające się budynki to część tej opowieści. Antropolog przemierza obszary graniczne, gdzie przemijanie jest ciche, spokojne, nieuniknione, ale i niesie nutkę tęsknoty. Przeszłość odchodzi w zapomnienie. Zacierają się pewne wydarzenia. Spuścizna powoli marnieje. Wiele cerkwi, już nie istnieje. Wspomnienia burzenia świętych budynków, które w mieszkańcach, patrzących na ten proceder, wywoływały fizyczny i duchowy ból, przejmują i nadal zdają się żywe. Zatrzymany w miejscu czas, tęsknota za minionym towarzyszą wędrowcowi podczas drogi, wiele mówiąc o wschodzie. Tu jest całkiem inaczej. Można poczuć się jak w zupełnie innym świecie.


Podlaski przełom Bugu fot. Piotr Durak


Charakterystyczny język i obyczaje. Wspomnienia najstarszych mieszkańców o dawnym życiu, w którym nikomu nie przeszkadzała narodowość czy wręcz przeciwnie, gdy podziały były aż nadto widoczne, tworzą ciekawy i zróżnicowany obraz. Spotkania z bardziej lub mniej przychylnymi osobami dostarczają coraz to nowych faktów. Noclegi na werandzie, w tanich hotelach. Gościnność przeplatana z nieufnością. Mieszanka ludzkiej dobroci z mądrą ostrożnością. Wszechobecna przyroda, którą opisuje podróżnik, kwiaty, drzewa, ptaki. Wszystko wplecione w krótką, ale niezwykle treściwą wędrówkę.

„Pięć kilometrów przed Terespolem, o zmroku, zostałem ukarany za nieumiarkowanie w chodzeniu i byciu. Za te śmieszne próby wszechobecności i wszechwiedzy. Siły opuściły mnie, a ruchy wypadały z torów. Zmęczenie było jak starość, wydawało się, że już nigdy nie ustąpi. Droga sunęła zamaszyście, z przepychem. Trudno było naśladować jej ruch, dotrzymywać tempa, ale przecież się udawało.” – s. 78

Ruiny kościoła w Mielniku fot. Piotr Durak


Droga 816” to melancholijna, nostalgiczna i refleksyjna relacja z podróży. Prawdziwie poetycki reportaż, który zabiera czytelnika w miejsca, o których istnieniu nie miał pojęcia. Autor z wielkim wyczuciem przytacza swoje przemyślenia, łącząc je z rozmowami ze spotkanymi ludźmi i przesyconymi umiłowaniem przyrody opisami natury. Tworzy jedyną w swoim rodzaju mieszankę humanistyczno-przyrodniczą. Reportaż Książka powoli buduje obraz wschodniej granicy, jej niezwykłości i momentami pustki. Jednocześnie to opowieść o samotności i poszukiwaniu odpowiedzi. Poznawaniu świata, samego siebie, gdyż każda podróż uczy nas czegoś. To w końcu rzecz o miejscu człowieka na świecie, współistnieniu z przyrodą, o której jednak tak mało wiemy.

Trudno mi pisać o tej książce, ponieważ to jedna z lektur, w które należy się wgłębić i po prostu je przeżyć. Delektowałam się nią powoli, uważnie chłonąc każde słowo. Przenosiłam w miejsca przepełnione ciszą, ale i milczące o dawnych dramatach. Wędrowałam z autorem przez wioski, które były świadectwem ludzkiej dobroci, zgody i tolerancji. Pochylałam się nad niszczejącymi lub nieistniejącymi domami Bożymi. Cmentarzami, którymi nikt się już nie zajmuje. W końcu chłonęłam piękno przyrody i poznawałam ją lepiej niż na niejednej lekcji biologii. Krótkie rozdziały pozwalały się skupić i całkowicie oddać lekturze, a sugestywny język i świetny styl autora dopełniły tylko rewelacyjności tej pozycji. Przyznam, że na palcach jednej ręki mogę wyliczyć reportaże, które przeczytałam. Ten jednak wciągnął mnie i oczarował całkowicie. „Droga 816” ma jedną wadę. Nie jest nią fakt, że trzeba ją sobie dawkować, gdyż nie da się przeczytać całej książki na raz. Wadą jest to, że tak szybko się kończy. Jest mało książek, do których wracam, ale ta na pewno będzie jedną z nich, bo mądrość i zachwyt czerpie się powoli, jak powoli łapie się nieuchwytnego motyla. 


Zalew Zegrzyński fot. Piotr Durak


Serdeczne podziękowania dla Luki z Przestrzeni tekstu, za to, że dzięki niej trafiłam na tę cudowną książkę (recenzja na Przestrzeniach tekstu)

Za udostępnienie zdjęć serdecznie dziękuję Piotrowi Durakowi.
Więcej fotografii znajdziecie w relacji Spływ z Panem Bugiem.



Michał Książek, Droga 816, wyd. Fundacja Sąsiedzi, Białystok 2015.

niedziela, 19 czerwca 2016

Oszukać przeznaczenie - Janusz Koryl "Sny"


„Ludzie śnią zazwyczaj niestworzone rzeczy. Ktoś unosi się w powietrzu, przenosząc się z miejsca na miejsce jak piórko. Ktoś spada w przepaść albo tonie w morzu. Wszystko jest dziwne, nieziemskie, karykaturalne. Tymczasem każdy sen księdza Eugeniusza był jak najbardziej prawdziwy. Najdziwniejsze jednak było to, że wszystkie jego sny się sprawdzały”. – s. 13

Sny bywają nieraz bardzo realistyczne. Czasem po przebudzeniu nie wiadomo do końca czy była to jawa czy sen. Na rynku znajdziemy masę senników, które mają pomóc w interpretacji wyśnionej treści. Dociec, co chce nam powiedzieć podświadomość czy siła wyższa. Co jednak, gdy mamy do czynienia ze zdarzeniem, które się spełnia?

Ksiądz Eugeniusz był zwykłym duszpasterzem do czasu aż zaczął miewać dziwne sny. Widział w nich mieszkańców Dynowa, niekoniecznie wszystkich chodzących do Kościoła, ale przecież znanych mu ludzi. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie jeden mały szczegół. Duchowny zawsze śnił o tragediach, które zdarzały się naprawdę. Początkowo bohater nie wierzył w moc tajemniczych snów, bo przecież takie rzeczy zdarzały się jedynie prorokom i to bardzo dawno. Gdy jednak jedna wizja za drugą zaczęła się urzeczywistniać, mężczyzna czuł coraz większy niepokój. Zgłosił się z problemem do przełożonego, ale ten nakazał mu spokój.

Czarę goryczy przelała się, gdy ziścił się sen o gwałcie i śmierci jednej z mieszkanek miasta. Zgnębiony ksiądz, w końcu postanowił wyjawić prawdę i skontaktować się z podinspektorem Czajką, który razem z komisarzem Zielińskim prowadzili śledztwo w sprawie śmierci dziewczyny. Szef Rzeszowskiego Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej początkowo potraktował wyznanie duchownego jak majaczenie nieszkodliwego szaleńca. Gdy jednak śledztwo utknęło w miejscu postanowił sprawdzić nawet ten najmniej wiarygodny wątek. Tymczasem sny duchownego nie ustawały. Zmęczony fizycznie i wyczerpany psychicznie ksiądz targnął się na swoje życie. W wyniku przedawkowania leków trafił do szpitala. Policjanci zaś po ujęciu zabójcy, chcieli porozmawiać z człowiekiem, który pomógł im ująć sprawcę. Na miejscu zastali jednak jedynie pustą plebanię a na niej zeszyt ze spisanymi przez Eugeniusza snami. Po przeczytaniu zapisków okazuje się, że kilka wizji, jeszcze się nie spełniło. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Policjanci pragną zapobiec opisanym zdarzeniom, sprawę utrudnia jednak fakt, że nigdzie nie pojawia się ani imię ani nazwisko bohaterów snów. Sam opis również nie jest na tyle szczegółowy, by wytypować konkretne osoby. Mieszkańcy Dynowa dowiadują się z prasy o snach ich duszpasterza i grożącym im niebezpieczeństwie. Podinspektor Czajka i komisarz Zieliński mnożą wysiłki, by nie dopuścić do kolejnych tragedii, jednak atmosfera niepokoju rośnie, a jedyna osoba, która może pomóc w rozszyfrowaniu lakonicznych relacji, jest w śpiączce. Czy policjantom uda się wygrać z czasem? Czy zapisane w zeszycie przeznaczenie musi się dopełnić?

Janusz Koryl stworzył krótką, ale świetnie napisaną i trzymającą do ostatniej strony powieść. „Sny” uderzają klimatem pośpiechu i niepokoju. Zmagania się z przeznaczeniem, zadawania pytań o fatum i jego nieuchronność. Autor gra na emocjach, podsyca atmosferę niepewności i tajemniczości. „Sny” czyta się jednym tchem, z rosnącym napięciem i pytaniem „czy policja zdąży?”. Jeśli zatem szukacie dobrej lektury na ciepły wieczór, serdecznie polecam, nie zawiedziecie się.



Janusz Koryl, Sny, wyd. Dreams, wyd. I, Rzeszów 2011.

piątek, 17 czerwca 2016

Spacer wśród blogów #3




Zachciało mi się spacerowania, bo niestety w piękną, słoneczną pogodę tkwię uziemiona w domu. Ale przynajmniej mogę czytać :-). Jak wiadomo, lubię spacerować nie tylko w książkowych światach, uwielbiam także odwiedzać strony pasjonatów czytania i recenzowania. Klikając w autora i tytuł przeniesiecie się do recenzji. Zacznijmy więc wędrówkę :-).


Przystanek 1






Rafik Schami "Ciemna strona miłości" - Nie od dziś wiadomo, że owce mają nosa do książek. Tym razem podróż wiedzie do Syrii, czyli miejsca, o którym w ostatnich miesiącach jest dość głośno. Książka o tym, jak wygląda życie w państwie, z którego ucieka coraz więcej osób. Świetna recenzja Justyny nie pozostawia wątpliwości, warto sięgnąć po tę pozycję, nie jestem jednak w stanie odpowiedzieć, czy to pozwoli lepiej zrozumieć ostatnie wydarzenia. 


Przystanek 2





Jaume Cabre "Cień eunucha" - Paweł zdumiewa mnie szybkością czytania, niezmordowaną siłą do gotowania i biegania, jednym słowem facet rozkłada mnie na łopatki ;-). Tym razem zaprasza do literatury bardziej wymagającej. Jaume Cabre nie jest łatwym autorem, jego książki, choć warte przeczytania, wymagają nieco dojrzałości i zamiłowania do snucia refleksji. Są jednak przykładem naprawdę wysokiej i cenionej literatury. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o nowej książce katalońskiego pisarza, zaglądnijcie na Małe ADHD :-).


Przystanek 3





Maciej Żurawski "Czarna wołga" - Agnieszka zachęca do zapoznania się z książką, która niejednemu przypomni stare czasy, gdy świat był szary, ale ludzie widzieli więcej kolorów niż obecnie, gdy zamiast siedzieć i rozmawiać przez komunikatory, znajomi po prostu się spotykali. Ciężkie, ale jakoś lepsze czasy. W tej trudnej rzeczywistości dochodzi do mrożących krew w żyłach morderstw na mężczyznach. Zagadkę śmierci ma rozwiązać Kazimierz Zgrobel, który wykorzysta wszelkie możliwości, by znaleźć sprawcę. 



Przystanek 4





Helene Tursten "Porcelanowy konik" - Karolina bierze pod lupę kolejny szwedzki kryminał, bo jak wiadomo Skandynawowie lubują się w tego typu literaturze. Tym razem wybór nie jest jednak fortunny. Książka, która mogła być świetnym kryminałem, okazała się po prostu przeciętna. Warto sięgnąć do recenzji tej pozycji, bo lepiej zrozumiecie, co zadecydowało o takim sądzie. 



Przystanek 5


Ewelina Mierzwińska "Rozwojowa biblioteka" - Eweliny nie muszę nikomu przedstawiać. Wybrałam filmik, w którym przedstawia książki rozwojowe, bo pamiętajcie, zawsze warto się rozwijać i uczyć nowych rzeczy :-).






Przystanek 6 




Ian McDonald "Luna: Nów" - Jan w profesjonalny i ciekawy sposób opowiada o kosmicznej książce. Księżyc, który stał się ważniejszy niż kiedykolwiek, walczące ze sobą o władzę rody i nadwątlona Ziemia, szykuje się niełatwa, aczkolwiek pasjonująca lektura. 



Przystanek 7 




Na sam koniec zapraszam do Pawła, ale tym razem to nie będzie recenzja, ale filmik, który zapewnia naprawdę dużo śmiechu, czyli literatura po czesku ;-)




A Wy gdzie zawędrowaliście ostatnio?

środa, 15 czerwca 2016

Westchnienia wschodu - Elif Shafak "Uczeń architekta"



„Czasem, ażeby dusza mogła rozkwitnąć, trzeba zranić serce, synu”. – s. 105

Niektórzy ludzie mają wielki talent do snucia historii, szczególnie tych, które balansują na granicy jawy i snu, łączących ze sobą świat rzeczywisty i duchowy. Jednocześnie czynią to w tak piękny, magiczny i niesamowity sposób, że nie można się od tych opowieści oderwać. Przenoszą one czytelnika w nieznane mu światy i rządzą jego wyobraźnią. Tak, dla takich opowieści warto szukać, warto zatrzymać się, dać się ponieść.

Stambuł, miasto pełne przepychu i ubóstwa jednocześnie, chwały i klęsk, miłości i nienawiści. Tygiel emocji, różnych wyznań, narodowości i wszystkiego, co tylko można sobie wyobrazić. Na tej ziemi można odnaleźć mieszkańców przeróżnych państw, ludzi parających się niezliczonymi fachami, głoszących przeróżne filozofie. Kolory i zapachy łączą się tu tworząc jedyną w swoim rodzaju, odurzającą i działającą na zmysły mieszankę. Do tego niezwykłego miejsca przybywa Dżahan, zalękniony młodzieniec, jeszcze niemal dziecko, opiekun białego słonia. Przeszłość bohatera owiana jest mgłą tajemnicy a jego niezdecydowanie, co do postępowania ze słoniem i pewne wydarzenia rzucają nieco światła na tę sprawę. Czas mija, Czhota i Dżahan odnajdują nowy dom, choć od czasu do czasu popadają w tarapaty. Biorą udział w wojnie, uczą się sztuczek, spotykają z księżniczką. Chłopak dostaje też szansę bycia uczniem nadwornego architekta, jednym spośród czterech szczęśliwców. Uczy się nie tylko potrzebnych umiejętności, ale i życia, współpracy z ludźmi oraz radzenia sobie z przeciwnościami losu. Poza miłością do nauczyciela, uczuciem darzy jeszcze dwie osoby, córkę sułtana - Mihrimah i swojego prawdziwego przyjaciela słonia Czhotę.

Elif Shafak przedstawia historię chłopca, który z nadwornego kornaka i złodziejaszka przeistacza się w prawdziwego rzemieślnika. Pokazuje drogę do realizacji marzeń, która okupiona jest ciężką pracą, wysiłkiem, staraniami, wzlotami i upadkami, strachem przed sułtanem, wezyrami czy innymi zwierzchnikami. Snuje opowieść o niedoścignionych pragnieniach, przekraczających możliwości prostego chłopaka, wielkim uczuciu, które pozostaje stałe i wiecznie żywe, o rywalizacji o pozycję i łaski, podstępach, wojnach, uczestnictwie w pozostawianiu po sobie wielkiej i pięknej spuścizny. Swoją książką przekonuje, że dzięki odrobinie szczęścia można być tym, kim się pragnie, wystarczy przyłożyć się i ciężko pracować, nawet jeśli to wymaga bycia zranionym. Jednocześnie poprzez to, z czym styka się bohater, czego uczy i co zaczyna rozumieć dopiero z wiekiem, ukazuje to, co w życiu naprawdę ważne. Czytając, zadawałam sobie pytanie, czy Dżahan zostanie architektem i zyska uznanie? Czy spełnią się jego marzenia? Co stanie się z Czhotą? I czy najbardziej szaleńcze uczucie może się ziścić?

Ciekawostka
Sinan istniał naprawdę. Początkowo był janczarem, potem architektem wojskowym, w końcu awansował na naczelnego architekta państwa tureckiego. Przyczynił się do powstania wielu mostów, meczetów, akweduktów. Pracował niezwykle wytrwale i może poszczycić się wieloma projektami, z których do dziś można podziwiać 196. Był rewolucjonistą w swojej dziedzinie, który postawił na połączenie prostoty, harmonii i piękna oraz wpisywanie budowli w ich otoczenie, czym zapisał się na stałe w historię architektury.


Autorka ma niezwykły talent do tworzenia postaci, co udowodniła już w swoich książkach, jednak żadna z nich nie urzekła mnie tak jak główny bohater „Ucznia architekta”. Naznaczony cierpieniem i samotnością chłopiec, który pragnie stać się kimś, rysować i tworzyć, jest niezwykłą osobistością. Z jednej strony potrafi kraść, co idzie mu całkiem nieźle i ma do tego pociąg, z drugiej jest ogromnie czuły i przywiązany do swojego słonia i bliskich mu ludzi. Jego wrażliwe serce i spostrzeżenia, mimo że otwarcie przyznaje się do niewiedzy na wiele tematów, zatrzymywały mnie i nasuwały refleksję. Dżahan ma w sobie coś, co sprawia, że czytelnik bardzo się do niego przywiązuje. To typ poszukiwacza, człowieka, który pragnie odkryć istotę świata i jednocześnie przeżyć życie najlepiej jak umie, nie krzywdząc. Brzydzi się przemocą i wierzy w ludzką dobroć, choć nie są mu obce zniechęcenie, osamotnienie, zazdrość, gniew i żal. Z biegiem lat nabiera doświadczenia i mądrości życiowej, która pozwoli mu odkryć pewną tajemnicę, choć nie traci zdolności do popadania w tarapaty. Uczy się także jednej ogromnie ważnej rzeczy, nie wszystko jest takie, jakim się nam wydaje.

Również Sinan zachwyca. To wzorowy mistrz o dobrym sercu, który w pewien szczególny sposób dobiera swoich uczniów i żyje tym, co kocha, wznoszeniem budowli. Poruszyła mnie osoba Yusufa, niemego ucznia nadwornego architekta. Polubiłam Balabana szlachetnego i ciekawego Cygana oraz mieszkańców menażerii. Co do świata sułtana i jego świty, autorka odarła go nieco z legendy, ukazując nie tylko blaski, ale cienie wielkich tego świata oraz zmienne koleje ich losów. Cała plejada pięknie nakreślonych bohaterów a do tego pewien biały słoń, który choć przedstawiany jedynie z perspektywy swojego opiekuna i narratora, staje się bliski i podbija serca. Relacja Czhoty i kornaka urzekła mnie i śmiało mogę powiedzieć, że była jedną z najlepiej oddanych przyjaźni człowieka ze zwierzęciem w literaturze.

Niezwykle klimatyczna, pisana przepięknym, momentami poetyckim językiem, zawierająca elementy filozoficzne, dbająca o szczegóły, wciągająca i ogromnie ciekawa, taka właśnie jest nowa powieść Elif Shafak. To urzekająca mieszanka barw, zapachów, smaków, uczuć, postaw, poglądów, marzeń, dążeń, czynów i słów. Autorka zaprasza czytelnika do podróży do serca Stambułu, ale i serca człowieka. Odkrywa świat wschodu, od którego nie można się oderwać, mozaiki charakterów, narodowości, religii, stylów, marzeń i pragnień. Czaruje jak potrafią tylko nieliczni. A gdy dochodzi się do ostatniej strony, zostaje smutek, że to już koniec, gdyż świata tak magicznej powieści nie chce się opuszczać. Jeśli zatem szukasz książki, która podbije Twoje czytelnicze serce, otoczy mgłą odkrywania życiowych prawd, sprawi, że zatracisz się w opowieści i zapewni powiew wschodu „Uczeń architekta” jest zdecydowanie dla Ciebie. Ja przyznam, że jest to jedna z najlepszych powieści, które czytałam w tym roku.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.



Elif Shafak, Uczeń architekta, przeł. Jerzy Kozłowski, wyd. Znak, Kraków 2016.   

niedziela, 12 czerwca 2016

Gorzka słodycz życia - Cacao DecoMorreno "Najwyższa jakość"


































Nie mam pojęcia jak przegapiłam tego pisarza. W końcu buszuję w książkach i to dość regularnie. A jednak umykał przed mym wzrokiem, chował się, ale do czasu. Nagła popularność DecoMorreno zaskoczyła mnie, jednak właśnie dzięki rosnącej fali uwielbienia, mogłam poznać jego twórczość J.

Najwyższa jakość” opowiada niby prostą historię, ale to tylko pozory. Ciemny, gęsty klimat codziennego życia, miłosne uniesienia, niezwykłe zwroty akcji, zaskakujące i całkowicie niespodziewane zakończenie, tak w skrócie mogłabym przedstawić fabułę. Autor wychodzi od wydawać by się mogło najbardziej banalnej rzeczy, zapoznania czytelnika z żywotem pracownika sklepu, który nie różni się na pozór od żadnego z nas. To jednak tylko złudzenie. DecoMorreno przedstawia smaczki codzienności przeplatanej niepowodzeniami, które przecież dotykają wszystkich, do tego wielkie marzenia, zwykłe dni pokazane od jasnej i ciemnej strony, po prostu prawdziwe życie, które bywa szare, ale i nasycone kolorami. Autor kreśli świat, który jest niezwykle subtelny niczym dobra czekolada, pełen wyrazu jak cynamon, czy w końcu aromatyczny niczym pomarańcza. Gęsty od emocji, wielobarwny, splatający gorycz ze słodyczą, tworzący świetną i niezapomnianą mieszankę, która wręcz odurza ilością doznań.

Napisana pięknym językiem, którym czytelnik delektuje się niczym najlepszym przysmakiem, wciągająca, urocza, poruszająca, mądra i niezwykle życiowa. Cacao DecoMoreno podnosi poprzeczkę bardzo wysoko. Zwykłe wydarzenia łączą się tu z filozoficznymi przemyśleniami i ogromnie szczegółowymi opisami. „Najwyższa jakość” to książka wobec której nie można przejść obojętnie, dlatego nie dziwi wyprzedany nakład. Wydawca stanął jednak na wysokości zadania i spragnionym wysokiej literatury czytelnikom zapewnił nowe, piękniej wydane egzemplarze, do których dołącza przepisy na pyszne ciasta. Zastanawia mnie, czy owe specjały pochodzą bezpośrednio od autora, czy są dodatkiem wprowadzonym przez wydawcę. Jaka nie byłaby prawda, zapewniają smacznie spędzony czas, a przy książce, kubku kakao i ciasta szybko ubywa. I tylko smutek, gdy książka się kończy...

Jeśli zatem literatura nie jest Ci obca, lubisz niezapomniane historie, musisz sięgnąć po dzieła DecoMorreno, który szturmem podbija książkowy świat i zasłużenie zdobywa kolejne głosy uznania. Ja długo nie wytrzymałam i musiałam sprawić sobie egzemplarz jego książki. Jeśli dodam, że są one w naprawdę rewelacyjnej cenie, nie pozostaje nic innego, jak gnać do sklepu po swój egzemplarz, bo nie znać DecoMorreno to iście literacki wstyd!!!

Cacao DecoMorreno, Najwyższa jakość, wyd. Extra Ciemne, Warszawa 2016.


Mam nadzieję, że uśmiechniecie się przy tym tekście. Weźmiecie do ręki kubek kakao, kawy, herbaty, soku, jakieś ciasto, jeśli lubicie i pogrążycie się w świecie wyglądającym do Was ze stron wybranej lektury, bo czytać ogromnie warto! Pięknej lektury i wiele uśmiechu dla Was J.

czwartek, 9 czerwca 2016

Poznać Ojca - Maria Michuch "Biografia Boga Ojca"

z cyklu książki z duszą


„Kiedy odkrywa się, jaki jest Bóg, nic nie może pozostać takie samo. Nic nie może być tak jak dawniej. Dziecko, które jest pewne swojego ojca, zachowuje się zupełnie inaczej niż dziecko, które go nie zna i nie wie, czego się można po nim spodziewać. Kiedy wiesz, że od Boga może cię spotkać tylko dobro, i kiedy wiesz, że On cię nieustannie nosi w swoim sercu, patrzysz na życie zupełnie inaczej. A kiedy jeszcze doświadczysz tego, że Jego łaska ma o wiele większą moc niż knowania przeciwnika, to ruszasz przed siebie z sercem pełnym marzeń za dużych dla człowieka, a zupełnie prostych do zrealizowania dla Boga”. – s. 132


Kiedy zetknęłam się z samym tytułem, od razu wiedziałam, że chcę przeczytać tę książkę. W mojej głowie zaczęły rodzić się pytania, jak może wyglądać biografia Boga? Co można w niej napisać? Owszem, mamy Pismo Święte, objawienia, wiele mądrych książek, ale z biografią się jeszcze nie spotkałam. Miałam dobre przeczucia, jednak to, co wyniosłam z tej lektury przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Maria Miduch nie tylko wyjaśniła pewne kwestie, ale otworzyła mi oczy i uszy na wiele rzeczy. W pięciu rozdziałach przedstawia, nie potężnego i nieskończonego Boga, ale Ojca, Tatę, który jest bliższy niż może się komukolwiek wydawać. Jaki jest Bóg?




  • Kochający 






Człowiek nie powstał z tego powodu, że Stwórcy się nudziło, czy chciał być wielbiony. Jest ucieleśnieniem Miłości, która chciała kochać i być kochaną, mimo że cała historia była wiadoma od początku. Wszelkie kręte ścieżki, błędy, winy, wszystkie złe rzeczy, niedociągnięcia blakną w świetle miłości. Jest ktoś, kto kocha ponad wszystko, jest więcej niż rodziną, potrafi uczynić życie pięknym, jeśli tylko rzucisz się w ramiona wyciągnięte z wielkim uczuciem. Czytając o zakorzenieniu w kulturze Abrahama, o czymś więcej niż wyniosłam z lekcji katechezy, odkrywałam głębię miłości, zaczynałam lepiej rozumieć historię zawartą w Księdze Rodzaju, a potem Nowotestamentowy cud. Bo Miłość nie zna granic, jest by kochać i nikt nie zniszczy tego uczucia. I jak dzwon w uszach brzmią słowa:
Bo góry mogą ustąpić
i pagórki się zachwiać,
ale miłość moja nie odstąpi od ciebie” (IZ 54,10)


  • Marzący




Bóg ma wielki plan dla każdego. Jedni będą dokonywać wielkich odkryć, inni osiągać świetne wyniki w sporcie, jeszcze inni pójdą może nie tak spektakularną drogą, ale będą spełnieni. To przedziwne, że Ojciec do ważnych rzeczy wybiera ludzi, którzy być może wcale nie są znaczący w oczach bliźnich. Abraham, Mojżesz, Samuel, Dawid to tylko niektóre postaci, jakie odegrały ważną rolę w historii ludu wybranego. A potem cud narodzin, które ziściły się dzięki Maryi. Bóg jest marzycielem i tymi marzeniami dzieli się ze swoimi dziećmi. Pragnie włączać ludzi w ich realizację, choć to niesie ryzyko. Szukać marzeń i spełniać je, bo w każdym sercu tli się pragnienie, wielkie i piękne, to istota życia. Marzyć, bo dzięki temu, można zrobić choć kilka małych rzeczy.

  • Ufający



A gdyby tak porzucić wszelkie wątpliwości, niewiadome, odpuścić pytania i zaufać? Mieć pewność, że cokolwiek się stanie, jest się bezpiecznym. A jeśliby tak zapomnieć o strachu? Głęboko odetchnąć i poczuć, że nikt nie będzie niczego wypominał, że nie wytknie błędów. Czyż to nie byłoby piękne? Bóg ufa swoim dzieciom, mimo wszystko. A co najpiękniejsze ma amnezję i nie umie liczyć. Gdy wybacza, nie wraca do starych przewin, nie podlicza, ile razy daliśmy plamę. Jest i ufa, w nas i nam.


  • Cierpiący




Nic nie jest moje, jeśli kocham, wszystko jest wspólne. Autorka zwraca uwagę na istotę przymierza Boga z ludźmi. Odtąd jest „nasze”, bo jesteśmy niejako jednością. Co moje, to Twoje. Jeśli zatem boli, to nie tylko mnie. Kiedy serce pęka z bólu, nie jest to samotne cierpienie. Bóg staje obok i płacze, cierpi, współodczuwa. Rani go grzech, rani ból, którzy sprawia bliźni. Jednocześnie jest On Tym, który te rany może uleczyć. Nie jesteś sam, cokolwiek by się nie działo.

  • Czekający




Dobrze, że Bóg jest uparty i puka tyle razy, aż zrozumiem. Jest tak, że pewne zdania potrafimy wyrecytować z pamięci, nawet obudzeni w środku nocy. Nie jest to jednak równoznaczne ze zrozumieniem. Może dlatego liturgia uparcie powtarza Słowa Pisma, aż w końcu coś nas uderzy, przyjdzie nagłe olśnienie! Bóg jest szaleńcem w Swojej miłości. On czeka, nie rozlicza - przyszedłeś późno, czas minął. Wygląda, zagląda, puka. Jest Ojcem z przypowieści o Synu Marnotrawnym, który w radości nie pamięta o bólu, jaki zadał syn i właścicielem winnicy, który wychodzi po ostatnich robotników i zrównuje zapłatę. Jak dobrze, że pozwala zdążyć…

Maria Miduch napisała książkę, o której trudno mówić. Ją trzeba po prostu przeczytać. A po lekturze inaczej zobaczy się Boga Ojca. Na nowo odczyta się znane historie, z wielką nadzieją popatrzy na życie. Bo to nie Sędzia, ale kochający Tata, który czeka cierpliwie, stale obecny, dzielący z nami wszystko, nawet jeśli się tego nie zauważa. „Biografia Boga Ojca” uderza mocno w serce, w codzienną samotność, zagubienie, w ludzką tendencję do oceniania siebie i innych. Uświadamia, że tak wiele czeka a tak rzadko się  o tym myśli. Wzrusza, całkowicie przestawia myślenie, wyjaśnia wiele kwestii, prostuje błędne przekonania i otwiera na wielkie bogactwo, które czeka na człowieka. Dla mnie była niczym powiew świeżego powietrza, letni deszcz, uśmiech dziecka, jak słońce wyglądające zza chmur. Poruszyła serce, wycisnęła łzę i została na dłużej. To kolejna książka, która przybliża do Stwórcy, napawa nadzieją i pięknie wpisuje się w Rok Miłosierdzia. Jeśli zatem sprawy wiary nie są Ci obce, sięgnij, przeczytaj, przeżyj i zacznij żyć na nowo.






Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM


Maria Miduch, Biografia Boga Ojca, wyd. WAM, Kraków 2016.



Wszystkie filmiki wybuszowane na You Tube, klikając możecie się również przenieść na YT. 
Klikając w tytuł przeniesiecie się na stronę wydawnictwa :-). 

poniedziałek, 6 czerwca 2016

O maskach nienawiści - Agnieszka Pietrzyk "Śmierć kolekcjonera"


„Zabójstwo, nie mogło być żadnych wątpliwości, że tych dwoje zostało zamordowanych. Dziewczyna w stroju recepcjonistki leżała blisko drzwi. Nogi złączone, ręce wzdłuż ciała, głowa prosto jak przystało na grzeczną dziewczynkę, która kładzie się na podłodze i udaje, że śpi. Ona jednak nie spała. Ktoś ją udusił, wyraźna sina pręga biegła w poprzek szyi. Obok głowy denatki leżała czarna pończocha, prawdopodobnie narzędzie zbrodni. Dziewczyna miała otwarte oczy, usta lekko rozchylone, twarz spokojną, jeszcze bez oznak stężenia pośmiertnego. Drugą ofiarą był mężczyzna. Milena widziała go od tyłu. Górna część jego ciała leżała na łóżku, kolanami opierał się o podłogę. Ręce miał wyciągnięte przed siebie, jakby chciał wdrapać się na posłanie, ale sił wystarczyło mu jedynie na ściągnięcie prześcieradła. Na jego karku, między białym kołnierzykiem koszuli a siwymi włosami, widać było czarną opaskę”. – s. 53


Jedno miasto, dwie tragedie, które łączy kilka punktów wspólnych, śmierć owiana mgłą tajemnicy, duet komisarz-prokurator i śledztwo, które przyprawia o szybsze bicie serca. Elbląg, zimny poranek Ester przerywa mrożące krew w żyłach odkrycie. Z okna dziewczyna dostrzega parę staruszków, którzy się powiesili. Wezwana na miejsce policja jeszcze nie wie, że to nie koniec nieszczęść na ten dzień. Rozpoczyna się dochodzenie. Zafascynowana komisarzem Kamilem Soroką prokurator Milena Łempicka-Krol, próbuje ustalić, co tak naprawdę się stało. Czy małżeństwo profesorów było już zmęczone życiem i postanowiło je zakończyć, czy może ktoś zamordował parę i upozorował samobójstwo? Pytania mnożą się w głowach śledczych, a testament Marianny i Leona Szulc sprawi, że będzie ich jeszcze więcej. Gdy emocje związane z poranną sprawą są jeszcze gorące, bohaterowie dostają kolejne wezwanie. W hotelu „Pod lwem” została zabita recepcjonistka i starszy kolekcjoner papierów wartościowych. Henryk Szymański, który poprzedniego wieczora kupił na aukcji papiery zakładów Schichaua oraz walor Pierwszej Fabryki Lokomotyw w Polsce został uduszony, a obok niego znaleziono ciało Ester Kucharczyk, która rankiem dostrzegła w oknie zmarłych państwa Szulc.

Komisarz Soroka i prokurator Milena rozpoczynają przesłuchania, starając się dociec, kto z małego kolekcjonerskiego świata, mógłby zabić dla zdobycia nowych walorów. Podejrzanych jest kilku. Im bardziej zagłębiamy się w historię, tym więcej pojawia się poszlak, pytań, podejrzeń. Nowe wątki komplikują sprawę, zachowania bohaterów podsuwają coraz to inne wątpliwości. Przeszłość daje o sobie znać i skrywa wiele ciemnych sekretów. Śledztwo prowadzi komisarza i panią prokurator coraz to innymi ścieżkami. Do tego testamenty, które pozostawili po sobie zmarli, nakazują zadać policji kilka ważnych pytań. Czy obydwa zdarzenia są ze sobą powiązane? Czyżby w Elblągu grasował seryjny morderca? Co stało się z akcjami, które kupił denat? Czy jest jakiś klucz wspomnianych wydarzeń?

Ciekawostka: Fabryka w Elblągu została założona w 1837 roku przez Ferdynanda Schichaua. Jej celem była naprawa i budowa maszyn parowych, sprzętu rolniczego oraz pras hydraulicznych, w późniejszym zaś czasie zaczęła również zajmować się przemysłem okrętowym. Lata świetności przypadły na okres od 1877 do 1918 roku i były związane z zamówieniami niemieckiej marynarki. Zakłady Schichaua specjalizowały się w budowie niszczycieli i torpedowców. Po I wojnie światowej powrócono do zamówień cywilnych. Były one jednak dużo mniejsze. Fabryka produkowała jeszcze torpedowce podczas II wojny światowej, jednak jej istnienie zakończyła klęska Niemiec i odrodzenie się państwa polskiego.  

Agnieszka Pietrzyk otwiera przed czytelnikiem mało znany i dość zamknięty świat kolekcjonerów papierów wartościowych. Kreśli obraz ludzi, którzy traktują owe dokumenty jak dzieła sztuki. Uświadamia, że sensem jest nie tylko stworzenie wielkiej i wartościowej kolekcji, ale sama walka podczas licytacji. Umiejętne podbijanie ceny, zdobywanie szacunku pozostałych uczestników aukcji. Zwraca uwagę, że od poważania i uznania do ośmieszenia jest bardzo krótka droga. Prestiż i pozycja kuszą wielu, zwłaszcza, że sztuką jest kupić i nie przepłacić. „Śmierć kolekcjonera” to jednak książka nie tylko o małej grupie osób, ale o zakamarkach ludzkiej duszy. Tajemnicach skrywanych w mgłach przeszłości, występkach, o których chciałoby się zapomnieć, niewyjaśnionych zdarzeniach, ludziach, którzy niszczą. To rzecz o nienawiści, na którą zakłada się maskę przyzwoitości i normalności.

Autorka tworzy całą plejadę ciekawych postaci, począwszy od nieco zagubionej, ale bardzo profesjonalnej pani prokurator, która nie do końca poradziła sobie z tragedią, która wydarzyła się kilka lat wcześniej, przez dociekliwego i nastawionego na awans komisarza, z dość szczególnymi upodobaniami, który ma pewien mroczny sekret, po bezdusznego i odczłowieczonego sędziego Lasockiego, którego nie można podejrzewać o żadne ludzkie odruchy. Ciekawą osobowością jest również syn sędziego, Patryk który nie tylko czuje się samotny i opuszczony oraz zaszczuty przez ojca, ale nosi w sobie głębokie rany psychiczne. Myślę, że tę tragiczną postać można było ukazać w szerszym kontekście, gdyż jest ciekawa. Intryguje również Rafał Lipiec całkowicie zdominowany przez żonę i jej rodzinę dyrektor hotelu „Pod Lwem”. Wgłębiając się w lekturę coraz lepiej widzimy relacje postaci i ich różne ujęcie. Odkrywamy maski, skrywaną w głębi serca nienawiść, rozgoryczenie, złość, gniew, pragnienia.



Śmierć kolekcjonera” porywa, wciąga w poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, kto zabił, co wcale nie jest łatwe. Agnieszka Pietrzyk myli tropy, podsuwa nowe okoliczności, bawi się z czytelnikiem, odwleka moment odnalezienia sprawcy. Przyznam, że do końca nie wiedziałam, kto zamordował, pewne osoby wypadały z kręgu podejrzanych, ale nie potrafiłam ustalić, kto jest winien. Rys psychologiczny bohaterów sprawiał, że podejrzana jawiła się większość, zwłaszcza, że nie mamy tu do czynienia z papierowymi postaciami, ale targanymi często sprzecznymi emocjami ludźmi. Dużym plusem powieści jest to, że nie jest ona jednowątkowa. Poza sprawą o zabójstwo porusza również problem przeszłości bohaterki, kłopotów komisarza czy choćby życia Patryka Lasockiego. Zakończenie nie jest jednoznaczne. Pozostawia czytelnika z pytaniami, co dalej. Powieść czyta się szybko, choć jest bardzo szczegółowa i pozwala lepiej poznać pracę prokuratora, co ogromnie mi się spodobało. Stworzenie swoistego trójkąta Milena-Kamil-Beata było ciekawe, choć przyznam, że wątek można było rozwinąć. Poza tym drobnym mankamentem powieść Agnieszki Pietrzyk, to dobra i wciągająca lektura, w której warto się zagłębić.




Wszystkim, którzy lubią bohaterów z przeszłością, sprawy o zabójstwo, tajemnice, świetnie sportretowane śledztwo, wielowymiarowe postaci i zakończenia, które nie dopowiadają wszystkiego do końca, gorąco polecam.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Agnieszka Pietrzyk, Śmierć kolekcjonera, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 

sobota, 4 czerwca 2016

Podsumowanie maja




Piękny maj już za nami. Było ciekawie, zaczytanie i radośnie. A zatem przespacerujmy się po majowych wydarzeniach :-)

Recenzje: 

1. "Dzieci piszą listy. Papież Franciszek odpowiada" czyli piękna lektura zarówno dla małych jak i dużych. - Recenzja
2. "Niebezpieczne kłamstwa" opowieść o nowym życiu i zmaganiu się z demonami przeszłości a także o miłości, która przychodzi niespodziewanie - Recenzja
3. "Siostra na krawędzi. O pasjach silniejszych niż narkotyki" - przecudowna opowieść o niezwykłej kobiecie, która oczarowała mnie bez reszty - Recenzja

Przeczytane książki:

1. Janusz Koryl, Urojenie, wyd. Dreams, Rzeszów 2016.
2. Maria Miduch, Biografia Boga Ojca, wyd. WAM, Kraków 2016.
3. Agnieszka Pietrzyk, Śmierć kolekcjonera, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 
4. Scott Belsky, Realizacja genialnych pomysłów. Jak sprawić, by nie skończyło się na gadaniu, tłum. Katarzyna Schmidt, wyd. Onepress, Gliwice 2011.
5. Becca Fitzpatrick, Niebezpieczne kłamstwa, tłum. Mariusz Gądek, wyd. Otwarte, Kraków 2016.

Zaczęłam również czytać:
1. Remigiusz Mróz "Trawers"
2. Karolina Wilczyńska "Ja, kochanka"


Książki, które pojawiły się u mnie w maju :-)

1. Egzemplarze recenzenckie:

Wydawnictwo Znak 



Od Wydawnictwa Znak otrzymałam "Ucznia architekta" Elif Safak, piękną i klimatyczną lekturę. Serdecznie dziękuję :-)

Wydawnictwo WAM



Od Wydawnictwa WAM otrzymałam: 
* "Ukrytą różę" Reyes Monforte, pisarki którą ogromnie cenię
* "Biografię Ducha Świętego" Marii Miduch, jestem ogromnie ciekawa tej książki :-)
Bardzo dziękuję za te piękne książki :-)


Wydawnictwo Czwarta Strona




Wydawnictwo Czwarta Strona zapewniło mi: 
* wzruszenie dzięki "Bez ciebie" Agaty Przybyłek
* rozrywkę z "Dwoma panami z branży" Katarzyny Czajki
* dreszcz emocji przez "Egzekucję w dobrej wierze" Aleksandry Marininy
Ogromnie dziękuję za wszystkie książki :-)

2. Prezenty urodzinowe :-)


Nie ma to jak mieć super siostrę i urodziny :-). Dzięki niej pojawiło się u mnie sporo świetnych książek: 
- "Ekskluzywny żebrak czyli ks. Jan Kaczkowski o tym, co najważniejsze" ks. Jan Kaczkowski
- "Inwazja na Tearling" Erika Johansen 
- "Treść jest kluczowa. Jak tworzyć powalające blogi, podkasty, wideo, e-booki, webinaria" Ann Handley, C.C. Chapman
- "Magia słów" Joanna Wrycza-Bekier
- "Paradoks szympansa" Steve Peters
- "Mindware narzędzia skutecznego myślenia" Richard E. Nisbett
- oraz książeczki "Myślę, więc jestem. 50 łamigłówek wspomagających myślenie wizualne", "Myślę, więc jestem. 50 łamigłówek wspomagających myślenie obiektywne", "Myślę, więc jestem. 50 łamigłówek wspomagających szybkie myślenie"
- a ja zafundowałam sobie torbę, kubek i koszulkę z uroczym dinozaurem, który niestety zginął, bo nie czytał książek ;-)

3. Książki z Warszawskich Targów Książki :-)


Te książki przywiozłam ze sobą :-)
- Dariusz Rosiak "Żar. Oddech Afryki"
- Mia Sheridan "Bez słów"
- Nino Haratischwili "Ósme życie"
- Greg Baxter "Pomieszkanie"
- Zahar Prilepin "Klasztor"
- Remigiusz Mróz "Trawers"
- Leon Knabit "Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko"
- Nick Vujicic "Nie daj się gnębić"
- Joanna Wrycza-Bekier "Webwriting"





Na blogu w tym miesiącu pojawiło się: 

Jednym słowem w maju się działo :-) Recenzji pojawiło się mniej, ale to niestety ze względu na mój stan zdrowia i mam nadzieję, że już niedługo wszystko wróci do normy. 

A jak Wam minął maj? Co ciekawego pojawiło się na Waszych półkach? Piszcie!