niedziela, 27 marca 2016

O sednie człowieczeństwa - Ks. Jan Kaczkowski "Grunt pod nogami".


z cyklu książki z duszą

„Bóg nie jest paskudnym dziadem siedzącym na chmurze, który nas nie lubi, więc rozdaje cierpienia i rozmaite przeciwności. On nas kocha w chwili naszego powodzenia, ale szczególnie blisko jest w momencie nieszczęścia. Nie opuszcza swoich dzieci. Fakt – czasem trudno zrozumieć tę bliskość”. – s. 25





Określa siebie jako ekskluzywnego żebraka, ponieważ żebrze nie przed kościołem a w nim. Do człowieka podchodzi z empatią, zrozumieniem i otwartością. Nie boi się rozdawać swojego numeru telefonu ani wypowiadać niepopularnych opinii. Nie miał łatwo. Słaby wzrok, który mógł wykluczyć go ze święceń, odwaga w przedstawianiu prawdy i wygłaszaniu swoich poglądów, w końcu nowotwór sprawiły, że jego kapłańska droga nie jest usiana różami. Mimo wszelkich przeciwności nie poddaje się i prze do przodu jak rakieta, żyjąc na pełnej petradzie. Niezwykły i szczery przedstawiciel organizacji „RCC, czyli Roman Catholic Church (mającej globalny zasięg, oddział w każdej wiosce i dwa tysiące lat tradycji)” (s. 100) tym razem przychodzi z nieco poważniejszą książką. 

Moja współpraca z Wydawnictwem WAM zaczęła się od „Życia na pełnej petardzie” już wówczas ks. Kaczkowski podbił moje serce. Przede wszystkim podejściem do swoich podopiecznych w hospicjum, o którym tym razem mogłam przeczytać więcej a także stosunkiem do życia. „Grunt pod nogami” to pozycja nieco inna, ale niepozbawiona humoru. Książka to zapis kazań, rekolekcji, drogi krzyżowej oraz wykładu o spowiedzi, ale nade wszystko to po prostu przekaz wiedzy i mądrości tego niezwykłego człowieka. Z kart wyłania się bowiem mały poradnik tego, jak żyć, postępować, być nie tylko dobrym katolikiem, ale po prostu dobrym człowiekiem. Treści skupiają się głównie wokół spraw sumienia, dbania o jego kondycję, stawania wobec prawdy. Ks. Kaczkowski zwraca dużą uwagę na relacje międzyludzkie, szczególnie w rodzinach, na potrzebę czułości, przytulania, okazywania sobie uczuć, ponieważ na ostatniej prostej życia często bywa za późno na naprawianie zaniedbanych czy złych stosunków. Porusza tematykę związaną ze zdrową pobożnością (piszę zdrową, gdyż jak sam autor wskazuje przez błędne pojmowanie angażowania się w działanie wspólnot czy zagadnień wiary, można wiele zepsuć) i trudnymi sytuacjami, jak choroba czy niewysłuchanie próśb. W myśl słów „Myśli moje nie są myślami waszymi” (Iz 55,8) przypomina, że Bóg inaczej widzi pewne rzeczy, czego przykładem jest choćby choroba ks. Jana. 

Z delikatnością i stanowczością autor pochyla się nad postaciami biblijnymi, odnosi ich postępowanie do życia ludzi współczesnych. Rozpatruje poruszane sprawy i wyciąga wnioski. Szanując inteligencję słuchaczy, nie dopowiada wszystkiego. Stawia pytania, na które czytelnik sam musi znaleźć odpowiedzi. Wskazuje, że nie wszystko jest czarno-białe, gdyż istnieje wiele czynników, wpływających na sytuację. Jednocześnie podkreśla, że Bóg nie jest jakimś złośliwym starcem, ale Kimś czułym i opiekuńczym, nikogo nie odrzuca, czeka, nawet na tych którym wydawać by się mogło, że wszystko już stracone. Z zapałem zachęca do dbania o swoje duchowe życie, rozpoczynania od nowa, póki jeszcze czas. Nie poprzestaje na minimalizmie, bo to za mało. Swoim przykładem inspiruje do dawania z siebie więcej, bo tacy właśnie powinniśmy być, hojni i otwarci. Czerpie ze swojego hospicyjnego doświadczenia i dzieli się przemyśleniami, by rodziny chorych zrozumiały, jak należy postępować.



Tym, co najbardziej mnie urzeka w postawie ks. Jana (bo nie ukrywam, każda książka jest dla mnie po prostu zapisem tego, co nosi w sercu) jest jego ogromnie i niesamowicie wręcz rozwinięte człowieczeństwo. Umiejętność stawania w prawdzie, nawet jeśli to bardzo trudne. Ks. Kaczkowski potrafi przyznawać się do błędów. Zaczyna i wymaga przede wszystkim od siebie, by potem móc wymagać od innych. Prostymi, zrozumiałymi słowami, niezwykle przejrzystym i pociągającym stylem opowiada o zagadnieniach wiary i bycia człowiekiem. Nie skreśla nikogo, mam wrażenie, że ma w sobie więcej cierpliwości i wyrozumiałości niż niejedna osoba. Żyje tym, co głosi, może dlatego jego przekaz jest tak czytelny i fascynujący. Krótkie rozdziały omawiające poszczególne zagadnienia, każą zatrzymać się w zabieganej codzienności i pochylić nad naszym życiem. Można czytać je pojedynczo wieczorem i poświęcać kilka minut na refleksję dotyczącą własnego życia, jestem pewna, że taka praca nie pozostanie bezowocna. 

Ciężko pisać o książce, która jest jednymi wielkimi rekolekcjami z relacji Bóg-człowiek, człowiek-bliźni. Która porusza do głębi i otwiera na nowe spostrzeżenia. Myślę, że nie można pozostać obojętnym wobec przedstawianych tu treści, gdyż po pierwsze są wyłożone tak, że nie sposób ich nie zrozumieć, po drugie dlatego, że autor rozdziela zło czynów od potępiania grzesznika, w końcu po trzecie z tego powodu, że nakreślone tu pytania naprawdę trafiają w sedno. W „Gruncie pod nogami” nie ma wodolejstwa czy kreowania się. Każde słowo jest tu przemyślane, przykłady odpowiednio dobrane, a lekki styl, miejscami okraszony stwierdzeniami wywołującymi uśmiech i dystansem do siebie, zjednują czytelnika. W tym wszystkim tkwi siła tej książki. W mówieniu o rzeczach najważniejszych krótko, treściwie, prawdziwie i pięknie. Jedynym w swoim rodzaju sposobem ks. Jana, który mimo, że go nie znam, stał mi się ogromnie bliski. Czytając tę książkę autor spogląda z jej stron i mówi „zależy mi na Tobie, dbaj o swoje życie”. 

Grunt pod nogami” gorąco polecam wszystkim, nie tylko wierzącym, bo naprawdę można się z niego nauczyć, jak żyć jako dobry człowiek.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM



Ks. Jan Kaczkowski, Grunt pod nogami, nieco poważniej niż zwykle, wyd. WAM, Kraków 2016.



Na koniec mała prośba. Tym razem ja stanę się żebrakiem (niestety nie ekskluzywnym, bo nie mam takiej możliwości, ale w tym wypadku blogowym). Czytałam o działalności hospicyjnej ks. Kaczkowskiego, a wiem jak może wyglądać hospicjum. Tym bardziej jestem pod wrażeniem tego, jak chorzy są tam traktowani. Mam więc wielką prośbę, jeśli macie możliwość, wspomóżcie to dzieło, będę Wam bardzo wdzięczna. Poniżej zamieszczam link do strony hospicjum i dane do przelewu. Pamiętajcie, dobro do nas wraca :). Dziękuję :).






Puckie Hospicjum pw. św. Ojca Pio

84-100 Puck, ul. Dziedzictwa Jana Pawła II 12



Bank Spółdzielczy w Krokowej

30 8349 0002 0004 6633 2000 0010



Bank Spółdzielczy w Pucku

38 8348 0003 0000 0017 2404 0001







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz