niedziela, 28 lutego 2016

Obsesyjna Biblioteczka TAG


Zaciekawił mnie, więc postanowiłam zrobić, oj ciekawe jak to się skończy ;-)



O jak ogranie. Książka nafaszerowana schematami, przewidywalna.

W zasadzie mam wrażenie, że Pani Michalak pisze bardzo podobne powieści, ale najbardziej schematyczna była "Nadzieja". Miało być ciekawie a w zasadzie w kółko ona wpędza go w kłopoty i odpycha, on jej wybacza i co jakiś czas znika i wraca i tak prawie bez końca...

B jak bubel. Twoje rozczarowanie książkowe ubiegłego roku.

Może nie ubiegłego, bo czytałam w 2014 roku, ale "Kostka" Izy Korsaj, bo potencjał był ogromny, pomysł świetny, a wszystko skończyło się za szybko i jakoś tak niemrawo oraz "Dowód" Ebena Alexandra, który totalnie mnie nie przekonał mimo zachęcającej recenzji, odwołania się do tego, że przecież autor był niewierzący i to człowiek nauki i wszelkich, wielkich ochów i achów dotyczących tej pozycji. 

S jak samotność. Książka o samotności, która dała Ci do myślenia.

"A potem przyszła wiosna" Agnieszki Olejnik, gdyż ukazuje jak można naznaczyć człowieka, by samotnie zmagał się ze swoimi ranami, o których nie wolno mówić i tragediami, które go dotknęły. 

E jak ekscytacja. Największa Twoja ekscytacja związana z książkami.

No i będę się powtarzać :-) Remigiusz Mróz "Ekspozycja" po pierwsze dlatego, że mam totalnego świra na punkcie gór, a tu czułam się jakbym była na szlaku, po drugie dlatego że skurczybyk Forst ukradł moje serce i ani myśli go oddać ;-), po trzecie po raz pierwszy lektura skłoniła mnie do tego, by machać nią w obecności ludzi, a wierzcie mi turystów patrzących się na mnie jak na kosmitę albo wariatkę mówiącą do aparatu w Dolinie Strążyskiej nie brakowało. Ale miałam ćwiczenie na odwagę ;-), prawdziwą szkołę niemal ;-).

S jak smutek. Najsmutniejsza książka, jaką miałeś/łaś okazję kiedykolwiek przeczytać.

Bezapelacyjnie "Dziewczynka z zapałkami" przy której zawsze ryczałam jak bóbr, niemal do tego stopnia, że jak czytaliśmy ją w szkole mało nie zwiałam z lekcji, by się nie rozryczeć na forum klasy, a z tych czytanych niedawno większość książek Charlesa Martina, które uwielbiam.

Y jak yeti  Najdziwniejsza powieść, jaką miałeś/miałaś okazję w życiu przeczytać.

"Próchno" Wacława Berenta. Do dziś nie mam pojęcia o czym jest ta książka, dlaczego jest taka potworna (czytałam ją słuchając utworów Fioretti, bo inaczej po prostu bym chyba zwariowała) i czy jak twierdził mój wykładowca po trzeciej lekturze doceniłabym ją. Ale nie będę ryzykować wdzięczna niebiosom, że przetrwałam pierwszą lekturę ;-).

N jak nowość Nowość, którą najchętniej byś przeczytał/ła i dlaczego?

Trochę tego by było, bo czekam na kilka tytułów, ale wymienię trzy. Po pierwsze "Shantaram", bo wszyscy mówią o niej dobrze i nawet nie mogę jej kupić tam, gdzie zwykle zaopatruję się w książki, po drugie "Rewizja", gdyż nęci mnie wizja Chyłka kontra Zordon i chcę wiedzieć, co między nimi będzie, po trzecie "Trawers" eh, co ten Forst ze mną zrobił ;-).

A jak asertywność. Książką, przed którą się bronisz nogami i rękami. Dlaczego?

Może nie bronię się, bo nawet Greya pierwszy tom przeczytałam ;-). Powiem szczerze, że jest to po prostu książka, która mnie nie pociąga na tyle, bym po nią sięgnęła i wiem, że posypią się za to na mnie wszelkie dostępne w tej galaktyce gromy. Od razu wyjaśniam, nie mam do niej absolutnie nic, szanuję to, że podoba się tak wielkiej grupie ludzi, że to już klasyk, ale ja jakoś nigdy nie miałam jej ochoty przeczytać, zwłaszcza że dopiero od 1,5 roku wzięłam się na fantastykę i gatunki podobne. Zapewne moja nieznajomość i brak chęci przeczytania jej wynika z tego, że przez lata nie tykałam niczego, co miało choćby minimalną ilość magii czy czegokolwiek związanego z fantastyką. O jaki tytuł chodzi? Mianowicie o "Harrego Pottera". 

B jak baśń. Twoja ulubiona baśń albo powieść z motywem baśniowym.

Z baśni pewnie "Królowa śniegu". Potem "Opowieści z Narnii" oraz "Saga księżycowa" Marissy Meyer.

I jak inspiracja. Opowieść, która zainspirowała Cię do tworzenia/stworzenia czegoś własnego.

A to będzie ciekawe! "Magda.doc" Marty Fox, która po pierwsze zainspirowała mnie do jeszcze większego wysiłku czytelniczego, bo też chciałam mieć taki cięty język jak bohaterka i bawić się cytatami. Pisałam potem różne opowiadania i nawet pamiętnik wzorowany na tej książce, fajnie było ;-).

B jak biblioteczka. Co koniecznie musi znajdować się w Twojej biblioteczce.

Ja nie wiem, czy miejsca wystarczy, by to opisać, ale żeby było krócej poza tym, co zabrałabym ze sobą na bezludną wyspę - link tutaj, to muszę mieć wszystkie książki Remigiusza Mroza, ks. Twardowskiego, Marcina Jakimowicza, biografię Jeana Vaniera, "Pomiędzy nami góry" Charlesa Martina, "Robota w ogrodzie" Deborah Install, "Brata Franciszka" Juliena Greena, "Zarządzanie codziennością". Do tego dojdą na pewno inne tytuły, z którymi dopiero zamierzam się zapoznać. 

L jak lenistwo. Książka z którą się można lenić pół dnia albo nawet cały.

Poza wyżej wspomnianymi? Mogę lenić się z poezją Poświatowskiej i "Kwadransem uważności" , zawsze wywołują we mnie masę myśli ;-).

I jak igła. Książka, która utonęła w zalewie wydawanych publikacji, jest mało widoczna, niedostatecznie promowana a zasługująca na promocję.

Jest ich ogromnie dużo, ale napiszę o jednej "Pomiędzy nami góry" przepiękna i za mało znana.

E jak eksperyment. Jak bardzo jesteś otwarty/otwarta na czytelnicze eksperymenty i gatunki, których nie znasz?

Obecnie bardzo, do fantastyki się przekonałam :-), ale jeśli ktoś mi zaserwuje coś takiego jak "Próchno" naprawdę wieję, gdzie pieprz rośnie...

C jak cukierek. Książka, której fabuła jest przesłodzona, że aż mdła.
Ciężko mi wybrać konkretny tytuł, bo takie przesłodzone powieści czytałam, gdy byłam nastolatką, ale w sumie można wstawić Greya, od niego aż mdli ;-)

Z jak zemsta Książka o zemście, która wciągnęła Cię po uszy.
"Syrenka" Camilli Lackberg i "Obserwator" Charlotte Link, mocno mnie wciągnęły.

K jak kara. Jaka lektura byłaby dla Ciebie najgroszą karą?
Zdecydowanie "Zbrodnia i kara" Fiodora Dostojewskiego, książka do której zmusiłam się tylko dlatego, że mogła być na maturze i którą okropnie męczyłam i która zmęczyła mnie. Do tego "Fragmenty z życia lustra" Joanny Szczepkowskiej i "Paris London Dachau" Agnieszki Dorotkiewicz, nigdy więcej w życiu!!!

A jak akceptacja. Z bohaterami jakiej powieści zgadzasz się, w pełni akceptujesz ich wybory?

Z głównym bohaterem "Maggie" i "Umarli nie tańczą" Charlesa Martina i z Małym Księciem :-)

To tyle, było ciekawie? A Wy, co byście odpowiedzieli?

Podaję link do TAG-u Agnieszki :-)

sobota, 27 lutego 2016

Uczucie ponad wszystko - Mirosława Kareta "Pokochałam wroga"


"Kocham Cię tak bardzo, że oddałabym życie, by tylko Cię chronić. Ale winna Ci jestem też prawdę, całą prawdę. Gdy tylko będziesz dość duży i silny, by ją znieść.To była moja decyzja, by wszystko zachować przed ludźmi – i przed Tobą – w tajemnicy.(…) Nie mogłam pozwolić na to, by przylgnęła do Ciebie łatka, by moje wybory rzucały cień na Twoje życie”. – s. 66 

Łatwo dopinać ludziom łatki, ulegać stereotypom, uogólniać, kierować się opinią innych. W pewnych sytuacjach można poddać się presji otoczenia, patrzeć na konkretnego człowieka przez pryzmat całego narodu, społeczeństwa, grupy. Tymczasem nie jest to właściwe postępowanie, bo nie pokazuje prawdy o człowieku. Szczególnie widać to, gdy mówimy o czasach II wojny światowej. Nie każdy Niemiec był zły i powinien być kojarzony jedynie z nazistami. Nie brakowało ludzi, którzy byli dobrzy i wciągnięci w wojenną zawieruchę starali się nie tylko przeżyć, ale i okazać serce drugiemu człowiekowi. Wystarczy wspomnieć Białą Różę, która pokojowo dążyła do ukazania innym zła, jakie niósł ze sobą faszyzm. Było też wielu nieznanych ludzi, którzy w różny sposób protestowali przeciw ideologii zła czy po prostu starali się ratować bliźnich na wiele sposobów.

Jadwiga Petrycy wróciła do domu jak nowo narodzona. Zachwycona remontem, pełna energii wydawała się o kilka lat młodsza aż do momentu, gdy zobaczyła fragment pewnego artykułu. W wyniku szoku trafiła do szpitala, gdzie spędziła ostatnie chwile życia. Nim odeszła, poprosiła syna, by zatrzymał jej pierścionek i odnalazł tajemnicze zielone pudełko. Maksymilian, choć zdziwiony postanowił spełnić prośbę matki, jednak nie udało mu się znaleźć wspomnianej rzeczy. Pudełko wróciło do niego dopiero przy przeprowadzce córki Anny, która zajęła mieszkanie po babci. Poza pięknym krzyżem bohater znalazł w nim zeszyt z wyblakłym, niemożliwym do odczytania pismem, który miał odmienić jego życie. Jedyną informacją, jaką posiadał był artykuł, który wręczył mu Staszek Mróz, złota rączka znająca jego matkę od małego. Dzięki niemu dowie się nieco o przeszłości Jadwigi, która mocno go zdziwi.

Tajemniczy zeszyt nęci zawartą w nim treścią, jednak jest nie do odczytania. Wszystko wydaje się stracone, gdy Marysia żona Maksymiliana wpada na pomysł, by poprosić o pomoc swoją koleżankę. Janka staje na wysokości zadania i powoli odcyfrowuje historię, strona po stronie. Część informacji zaś udaje się zaś uzyskać od dziennikarki odpowiedzialnej za artykuł o Maksie i Jadwidze. Wszystko to skłania bohatera do podróży do Niemiec, gdzie chce porozmawiać ze wspominanym przez matkę Niemcem, który zawładną sercem młodej Jagi. W międzyczasie Anna stara się ułożyć swoje życie z Tomkiem, w którym jest szaleńczo zakochana. Marysia natomiast usiłuje odnaleźć się w zmieniającej się rzeczywistości i wśród ponurej atmosfery przekształceń w jej miejscu pracy. Jaki sekret skrywała Jadwiga? Co zawiera jej pamiętnik? Jak wobec nowej rzeczywistości odnajdą się bohaterowie? To tylko kilka pytań, które nasuwają się podczas lektury.

Pokochałam wroga” to wielowątkowa opowieść o rodzinie Petrycych. Czas drugiej wojny światowej przesycony nazistowskim terrorem miesza się z latami dziewięćdziesiątymi XX wieku, gdy Polska wchodziła w czas przemian spowodowanych działaniami Solidarności. Autorka w ciekawy i wzbudzający u czytelnika liczne emocje sposób przedstawia historie bohaterów oraz targające nimi uczucia, wątpliwości, namiętności, pragnienia. Portretuje wojenny Kraków i codzienność, której elementem były strach, głód, terror, śmierć, powszechna nienawiść wobec Niemców oraz wielkie pragnienie wolności. W takiej rzeczywistości Jadwidze przyjdzie zmagać się ze sobą i swoimi uczuciami. W niewiele różniącej się przyszłości, również naznaczonej ograniczeniami i dopiero świeżo wyzwolonej z komunizmu Maksymilian stanie przed prawdą o jego rodzicach i konsekwencjami, jakie może to mieć dla niego w nowo kreującym się wolnym społeczeństwie, które już rodzi w wielu rozczarowanie. Przemiany bowiem bardzo różnią się od tego, czego się spodziewano. Są niezrozumiałe, bolesne i dalekie od poczucia wspólnoty i sprawiedliwości, jakie towarzyszyło wszystkim działającym na rzecz wolności w Polsce.

Bohaterowie stworzeni przez autorkę są niezwykle sympatyczni i żywi. Choć Jadwiga umiera na początku powieści jest cały czas obecna dzięki swoim zapiskom. To właśnie z nich wyłania się jej portret – najpierw jako zbuntowanej, odważnej, mówiącej to co myśli panny, która śmiało wyznaje, że nie da się zniewolić mężczyznom (śmiącym nawet twierdzić, że do jej charakteru przydałby się saper :-) ), potem kobiety zdeterminowanej by przetrwać i walczyć o swoją miłość. Osoby inteligentnej, wyrozumiałej, pełnej współczucia, empatii i dostrzegającej dobro w drugim człowieku. Paradoksalnie pozostali bohaterowie są ukazani w bardziej skąpy sposób. Maksymilian to nieco zagubiona postać, początkowo ujawnia niewiele emocji, jednak z czasem poznajemy go coraz lepiej i widzimy, że potrafi być władczy, szarmancki, spokojny, ale również umie działać pod wpływem impulsu. Marysia to podobnie jak teściowa silna kobieta, która ma swoje zdanie, ale jednocześnie potrzebuje też drugiej osoby u swego boku. Wydaje się domowym rozjemcą i boryka się z trudnościami w zaakceptowaniu tego, że dzieci powoli zaczynają wyfruwać z rodzinnego gniazda, a przyszłość o którą walczyli wszyscy nie wygląda tak różowo, jak się spodziewano. Ania i Jasiek są dość oszczędnie przedstawieni, ale stanowią opozycję do rodziców. Pełni wigoru, wnoszą do historii nieco świeżego powiewu. Dziewczyna to buntownik, silna postać, która stawia miłość na pierwszym miejscu, choć nie jestem do końca przekonana, czy jej wybranek jest taki wspaniały. Syn Petrycych to jedna z bardziej tajemniczych postaci tej książki, wykazuje dość dużą dozę krytycyzmu, ale mam wrażenie, że jest w niej pewna dalekowzroczność. Co mi się w nim podoba to to, że wszelkie swoje sądy wygłasza spokojnie, bez nadmiaru emocji. Jest dobrym obserwatorem, który zdaje się unikać konfliktów i nazywa rzeczy po imieniu. W końcu Max Bayer człowiek dotknięty kalectwem po przebytej chorobie. Mężczyzna, który jak sam twierdzi intelektem musiał nadrabiać fizyczne braki, choć był przystojny. Jednak problemy z poruszaniem się, a potem brzemię działalności rodaków pozostawiły głębokie rany w jego sercu. Dobry, spokojny, czasami porywczy, taktowny człowiek, który przez większość traktowany jest jako zaborca.

Mirosława Kareta porwała mnie z domu wprost do Krakowa lat trzydziestych i dziewięćdziesiątych. Wzięła na spacer i poprowadziła przez pasjonującą historię, której ciągu dalszego oczekuję z nieskrywaną ciekawością. Urzekła mnie prostym stylem, wciągającą akcją pełną tajemnic oraz emocji. Pokazała świat ludzkich oczekiwań, zmagania się z opinią publiczną, kierowania sercem, dostrzegania w człowieku bliźniego, a nie potwora, tylko dlatego, że jest Niemcem. Zarysowała rozczarowanie przemianami, które były tak oczekiwane po protestach i działaniach Solidarności. Poruszyła problem trudnej miłości między przedstawicielami walczących ze sobą narodów, niełatwego pojednania, brzemienia jakie niosły dzieci reżimu totalitarnego a także odmalowała podobieństwa międzypokoleniowe. Dla mnie „Pokochałam wroga” to również opowieść o silnych kobietach zdolnych do poświęceń, mądrze wybierających i działających w zgodzie ze sobą i sumieniem a nie opinią publiczną. W książce aż roi się od tajemnic dotyczących przeszłości Jagi, życia Maxa i jego powojennych losów, młodości Petrycych, historii pewnego starca, która przewija się na kartach czy wydarzeń mających miejsce w Niemczech. Dodatkowym atutem powieści są dylematy moralne bohaterów, ich rozmowy obejmujące wiele tematów od najprostszych codziennych spraw, przez opisywanie rzeczywistości, sprawy uczuciowe, historyczne, polityczne, po kwestie religijne. Niczego nie zabraknie tu nawet wymagającemu czytelnikowi. Ja bardzo mocno wsiąknęłam w historię i żałuję, że nie dowiedziałam się o Jadwidze więcej, gdyż bardzo chętnie poznałabym jej losy dogłębniej, nawet gdyby całkiem pokaźnych rozmiarów książka miała się przez to rozrosnąć do jeszcze większych gabarytów. Mam jednak nadzieję, że pierwsza część sagi to dopiero przedsmak czekających na mnie emocji i porywających historii. Ze swojej strony jak najbardziej polecam. Myślę, że szczególne upodobanie znajdą w niej ci, którzy lubią wojenne opowieści.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.


Mirosława Kareta, Pokochałam wroga (część pierwsza sagi rodu Petrycych), wydawnictwo WAM, Kraków 2016.

czwartek, 25 lutego 2016

9 książek, które zabrałabym na bezludną wyspę.


Agnieszka z Obsesyjnej Biblioteczki pisała o książkach, które wzięłaby ze sobą na bezludną wyspę i zainspirowała mnie do tego, by zastanowić się, bez jakich tytułów bym się nie obyła. Nie wszystkie znalazły się na zdjęciu, ale spokojnie, wspomnę o każdej :-). Zacznę od literatury, która jest dla mnie rozrywką, a skończę na poważniejszych pozycjach. Zaznaczam, że są tu książki, które przeczytałam i takie, które chcę przeczytać, więc będzie ciekawiej :-).



1. Charles Martin "Pomiędzy nami góry" - cudowna książka o tym, że w człowieku drzemie ogromna siła, że może przetrwać wiele i kochać ponad wszystko. Świetna, klimatyczna, poruszająca serca i ukazująca prawdę o człowieku i żyjącym w nim dobru. 

2. Remigiusz Mróz i trylogia o Komisarzu Forście (trzy książki traktuję jako jedną, a co jestem polonistką ;-) liczyć nie muszę) - ten nieobliczalny policjant podbił moje serce swoją ironią, totalnie nieprzewidywalnymi reakcjami, hartem ducha, do tego pędząca z prędkością światła podniesioną do jakiejś nieokreślonej potęgi akcja sprawia, że nie oderwiesz się od tych książek. 

3. Roman Brandstaetter "Krąg biblijny i franciszkański" - ten niezbyt znany pisarz jest dla mnie niczym objawienie życia. Gdy potrzebuję oderwania się od problemów, powrotu do równowagi ducha, gdy pragnę dotknąć piękna, sięgam po jego dzieła, które leżą przy moim łóżku. Przepiękny, ogromnie sugestywny, klimatyczny i obrazowy język, wielkie wyczucie piękna, subtelność, cudowna metaforyka, zachwyt i ogromna mądrość, to ujęło mnie w jego dziełach. 

4. Anthony Doerr "Światło, którego nie widać" - pierwsza z trzech książek, które pragnę przeczytać, a która urzekła chyba wszystkich, nawet na tyle, że wielu wygadanych vlogerów nie znalazło słów, by opisać to dzieło. 

5. Greg Baxter "Lotnisko w Monachium" - przyznam się, lubię smutne opowieści, lubię czytać o samotności i wgłębiać się w ludzką psychikę, zaglądać do serca człowieka, spoglądającego na mnie z kart opowieści, a ta książka ma mi to właśnie zapewnić.

6. Wiesław Myśliwski "Traktat o łuskaniu fasoli" - o mądrości zawartej w tej pozycji słyszałam tak wiele, że kupiłam ją i ciągle spoglądam w kierunku półki z respektem, czekając na moment, gdy poczuję się na tyle dojrzała by zmierzyć się z jej głębią. 

7. J. R. R. Tolkien trylogia "Władca pierścieni" - lubię marzyć, lubię uroczy, niezwykle dopracowany i piękny świat tej opowieści. Jej przesłanie i bohaterów, własną melodię, jaką niesie ze sobą ta powieść. W końcu czasami trzeba oderwać się od szarych dni i wzbić gdzieś w krainę fantazji. 

8. Jan Twardowski "Poezje" - kolejna pozycja, która co jakiś czas do mnie wraca. Poezję darzę duża sympatią i otwarcie się do tego przyznaję. A ta pisana przez ks. Jana jest głęboka w swojej prostocie, momentami zabawna, lekka, ale zawsze skłaniająca do głębszej refleksji. 

9. Pismo Święte - ci, którzy śledzą mojego bloga, wiedzą że jestem wierząca, nie ukrywałam i nie ukrywam tego. Cieszy mnie poszanowanie moich poglądów, co do tej sprawy, bo niestety na wielu płaszczyznach w tym kraju brakuje wyrozumiałości, zrozumienia i tolerancji. Wracając jednak do sedna, poza oczywistymi walorami religijnymi, pod względem literackim ta księga jest ciekawa, zresztą dla kogoś, kto w literaturze szuka również cytatów, czegoś co odnosi się do życia, daje nadzieję, każe się zatrzymać i zastanowić jest doskonała. 

To tyle, jeśli chodzi o moją literacką walizkę, którą zabrałabym na bezludną wyspę. Być może coś się kiedyś zmieni, ale obecnie bez tych książek bym się nie ruszyła :). 

A Wy co zabralibyście ze sobą? Piszcie w komentarzach :)

Link do posta Agnieszki tutaj.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Nie igraj z dziewczynami – Amy Stewart „Dziewczyna z rewolwerem”


 „Siedziałam w sali i patrzyłam jak mężczyzna, którego rok temu jeszcze nie znałam, opowiada historię mojego życia. Zalewały mnie obrazy chwil, które pomijał – noce spędzone w jednym łóżku z Fleurette, z rewolwerem na stoliku nocnym, słuchanie jej oddechu i patrzenie na leżącą na podłodze pod oknem Normę, która nie ruszała się, choć nie mogła zasnąć. Norma i ja na śniegu, z rewolwerami w dłoniach, sprawdzające teren, kiedy zastępcy szeryfa odjechali”. – s. 470 
Kiedyś panowało przekonanie, że kobiety to słaba płeć, której nieustannie trzeba pomagać, która ma pachnieć, ładnie wyglądać, umieć śpiewać, rysować, grać na fortepianie i w zasadzie tyle. Generalnie nie powinna być za bardzo wykształcona, wystarczy tyle wiedzy, żeby nie zawstydzić męża. Jeśli była bogata zajmowała się prowadzeniem salonu i działalnością charytatywną, biedniejsza część damskiego grona prowadziła dom i zajmowała się zwierzętami lub pracowała w sklepach. Wiele zawodów było dla nich niedostępnych, prawo wyborcze ich nie dotyczyło. Dziewczęta były chowane jakby z dala od społeczeństwa. Niektóre matki chowały córki w domach, by nie pohańbiły rodziny, pozwalając się uwieść. Nieciekawe czasy i nudne życie. Na szczęście zawsze znajdowały się takie dziewczęta, które burzyły schematy i były silniejsze niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Nie obawiały się niczego, nawet opinii publicznej. Udowadniały, że nie są w niczym gorsze od mężczyzn. 

Wyprawa do miasta po sprawunki zakończyła się dla sióstr Kopp niezbyt pomyślnie. Wypadek, do którego doszło z winy Henry’ego Kaufmana był jednak dopiero początkiem kłopotów. Kobiety domagały się jedynie zwrotu kosztów za zniszczony powóz, a napytały sobie niezłej biedy. Żadna z nich nie spodziewała się, że właściciel fabryki okaże się niezrównoważonym i niebezpiecznym człowiekiem, który zagrozi ich życiu. Nachodzenie, listy z pogróżkami, widmo porwania Fleurette to tylko niektóre z problemów, jakie będą czekały siostry Kopp. Constance jednak nie odpuści, nie ugnie się przed niczym i stanie na głowie, by bronić swojej rodziny i doprowadzić sprawę do końca. Z pomocą szeryfa Heath’a zrobi wszystko, by sprawiedliwości stało się zadość a do domu na uboczu drogi powrócił spokój. Czy trzy samotne kobiety zdołają poradzić sobie z całą szajką mężczyzn nieprzywykłych do stawiania im oporu? Co więcej, osób, które nie cofną się przed niczym, by udowodnić, że są nietykalni i mogą robić, co tylko im się podoba. Jak skończy się historia kobiety, która na dobre zapisała się w historii jako pierwsza kobieta szeryf?

Dziewczyna z rewolwerem” to historia o tym, że nie można się poddawać i ulegać innym bez względu na to, jacy niebezpieczni okazaliby się nasi prześladowcy. To powieść o odwadze, sile miłości oraz nieustępliwości kobiety, która w świecie rządzonym przez mężczyzn postanowiła dochodzić swoich praw. Constance to kobieta z przeszłością, kryjąca tajemnicę, o której czytelnik przeczyta w trakcie rozwoju akcji. Można nazwać ją starą panną, ale na pewno nie damą w opałach. Nie jest typem osoby, która biernie czeka na pomoc. Nie waha się egzekwować swoich praw, prosić o interwencję wymiar sprawiedliwości, gdy zwykłe prośby okazują się nieskuteczne. Z dziewczyny wychowanej przez przerażoną matkę, staje się kobietą, która nie musi uciekać pod opiekę brata czy innego mężczyzny, ale sama stara się rozwiązać kłopoty, jakie stały się jej udziałem. Wysoka, silna, nieco impulsywna z twardym charakterem bardzo różni się od osoby, którą była jeszcze kilka lat wcześniej. Jest niezależna i doskonale wie, że musi coś wymyślić, by wraz z siostrami mogła nadal mieszkać na farmie. Norma to przeciwieństwo siostry. Jest spokojna, zdystansowana, uwielbia zwierzęta i pracę w gospodarstwie. Z pasją hoduje gołębie i wiele razy będzie mówić siostrze, że lepiej odpuścić. Najbardziej żywiołową postacią jest najmłodsza z pań Kopp, Fleurette. Ciekawa wszystkiego, cicha i zwinna jak kot, niezwykle emocjonalna i traktująca większość spraw jak zabawę nastolatka, która ukrywana w domu, pragnie się w końcu wyrwać na świat, przyciągający i kuszący tyloma pięknymi i ciekawymi sprawami. Jest lekkoduchem i czasem wykazuje się próżnością i brakiem rozwagi, ale to dobra dziewczyna. Postaci męskie są nieco na uboczu historii, gdyż w zasadzie coś więcej można powiedzieć jedynie o Kaufmanie, którego śmiało mogę nazwać zbirem i wyrośniętym dzieckiem, wiecznie wyciąganym z tarapatów. To zdecydowanie negatywna postać, do której na pewno nikt nie zapała sympatią. Za to szeryf Heath jawi się na kartach powieści jako dojrzały, opiekuńczy i dalekowzroczny mężczyzna, dokładający wszelkich wysiłków, żeby bronić obywateli i zapewnić im bezpieczeństwo. Niewiele o nim wiadomo, ale wzbudza sympatię i doskonale odnajduje się u boku Constance.

„Teraz zaczęłam się zastanawiać, czy spędzę tutaj całe życie. Martwiła mnie myśl, że mogę umrzeć w tym samym łóżku, co moja matka, nie zostawiając po sobie nic oprócz piwniczki pełnej pasternaku oraz nierównych szwów na mankietach i kołnierzykach, które i tak nikomu się ze mną nie kojarzyły.” – s. 41.

Czytając powieść Amy Stewart bardzo szybko wciągnęłam się w pisaną lekkim językiem historię o kobietach, które burzyły stereotypy nieumiejących się obronić niewiast. Potrafiły trzymać się razem, strzelać z rewolwerów, naciskać na wymiar sprawiedliwości i nie dać się zastraszyć. Autorka pokazuje, że z człowieka wychowanego w lęku przed światem i innymi ludźmi da się wyrosnąć na dzielną osobę, która umie o siebie zadbać i wie jak dochodzić swoich praw. „Dziewczyna z rewolwerem” to powieść o odnajdywaniu się w różnych sytuacjach, często niebezpiecznych, o walce z wpływowym i wydawać by się mogło nietykalnym człowiekiem, o szukaniu swojego miejsca w świecie i podejmowaniu kolejnych działań. Constance podczas trwania akcji dowiaduje się wiele o sobie i swoich talentach, które potem pomogą jej w poszukiwaniu źródła utrzymania. Przekonuje się o drzemiącej w niej sile i tym, że może robić więcej niż się jej wydawało. Książkę czyta się z ogromną przyjemnością, dzięki żywym i sympatycznym bohaterom, ciekawej akcji i lekkiemu stylowi. To świetna lektura na leniwe i bardziej pracowite wieczory, która pochłonie Was i pozwoli odpocząć. 


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


Amy Stewart, Dziewczyna z rewolwerem, przeł. Paulina Surniak, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.

niedziela, 14 lutego 2016

Zdążyć na czas - Joanna Opiat-Bojarska "Gra pozorów"


 przedpremierowo :-)

„Trzask drzwi znowu przerywa ciszę. Kobieta podskakuje na łóżku. Niechętnie odzyskuje przytomność. Przeciera oczy, wytęża słuch. Jest sama, ale w jej pamięci majaczą męskie krzyki:-Oszukiwał cię! Zdradzał! Narażał na niebezpieczeństwo! Przestań go chronić! Słyszysz? Mów! Mów, gdzie to jest!Tym razem kobieta nie wstaje z łóżka. Nie ma siły. Kiedy ma zamknięte oczy, świat wiruje wokół niej. Kiedy je otwiera, jest jeszcze gorzej. Wiruje też dająca niewiele światła żarówka i ogromna twarz Gabriela.
Kobieta nie chce, by jej oprawca wrócił. Nie wie, czego od niej chce i czy kiedykolwiek ją wypuści”. – s. 104



Wydawało się, że nie minęło wiele czasu. Aleksandra Wilk ocknęła się w samochodzie, w jakimś nieznanym jej miejscu. Potwornie bolała ją głowa, ale cóż, jej życie było zbyt zwariowane i zabiegane, by zbytnio przejmować się takimi szczegółami. Rok temu straciła męża, a nagranie z jego zabójstwa widziała cała Polska. Nie miała pojęcia, ani czemu do tego doszło, ani co stało się z ciałem. Miejsce zbrodni ewidentnie sugerowało, że Gabriel wykrwawił się na śmierć. Firmę małżonka przejęła jego siostra. Od tego czasu kobieta musiała radzić sobie sama. Wychowywała dwójkę dzieci – Weronikę i Kubę sama, pracowała w szpitalu i prywatnym gabinecie psychologicznym i starała się poskładać rzeczywistość na nowo. Wzięła tabletki na ból głowy i pojechała do pracy. Była przemęczona, straciła poczucie czasu (nie po raz pierwszy w życiu), ale żeby tak od razu robić aferę za małe spóźnienie?

Tymczasem okazuje się, że lekarka była nieobecna nie kilka godzin, ale zniknęła na tydzień. Początkowo nie ma pojęcia, co się z nią działo, jednak tajemniczy sms, nakazuje jej zachować czujność. Okłamuje policję, odkrywa na ręce ślady po wkłuciach i podejmuje decyzję, że sama rozwiąże zagadkę dziury czasowej, która pojawiła się w jej życiu. Niech tylko upora się ze sprawami zawodowymi, odbierze dzieci i trochę odpocznie... Powoli wracają okruchy wspomnień. Ktoś uprowadził ją i przetrzymywał wbrew jej woli. Przerażenie stopniowo narasta. Kim jest ta osoba? Czego od niej chciała? Co zrobiła? Aleksandra gubi się w domysłach. Potencjalnym zagrożeniem może okazać się każdy, nawet jej pacjenci. To jednak dopiero początek problemów bohaterki. Poza wiadomościami, które przyprawiają ją o gęsią skórkę dostaje również tajemniczą kopertę z filmem. Porywacz zaczyna stawiać żądania a kartą przetargową okazuje się życie. Czy Aleksandra zdąży na czas? Dość rzec, że prowadząc swoje własne śledztwo zderza się z brutalną prawdą, wielkim przekrętem, a w życiu prywatnym wcale nie jest spokojniej. Problemy rodzinne, specyficzni klienci, rozwiane mrzonki, zagadka kryminalna i uciekające minuty, zapewnią nawet najbardziej wymagającym czytelnikom wieczór pełen wrażeń.

Joanna Opiat-Bojarska napisała świetny kryminał, od którego nie chce się oderwać. Postaci są dobrze wykreowane, żywe, ciekawe, wielowymiarowe. Aleksandra to prawdziwy rudowłosy wulkan energii. Osoba silna, charakterna, nieustępliwa, wygadana, inteligentna i ironiczna. Kobieta z przeszłością, umiejąca walczyć o swoje.  Potrafi świetnie przekuwać wiedzę psychologiczną na konkretne odpowiedzi w życiu, choć ma również świadomość tego, że teoria to czasami tylko pobożne życzenia. Podobało mi się, że ukazywana jest nie tylko przez swoje działania, ale również z perspektywy innych bohaterów, wymuskanej i bogatej szwagierki Ilony, stróżów prawa prowadzących sprawę morderstwa jej męża oraz swoich dzieci. Kolejnymi postaciami, na które zwróciłam uwagę był duet policjantów działających na nerwy pani psycholog w składzie Lech Bielawski i Mariusz Kujawa. Osobowości rzekłabym bardzo dobrze osadzone w klimacie serialowych policjantów, charakterystyczne i dobrze skontrastowane z bohaterką. Na uwagę zasługują także inne postaci, pełniące rolę drugoplanową, ale wzbogacające akcję czyli Joachim Szłapaka, Hanna Milewska i Krystian Kamiński. Przyznam, że zarówno o tych dwóch panach, jak i o przeszłości pani Wilk chętnie dowiedziałabym się więcej, ponieważ Autorka zostawiła mnie z pewnymi pytaniami, które dopraszają się o odpowiedź.

"Gra pozorów" to prawdziwa gra z czytelnikiem, który snuje podejrzenia, co tak naprawdę się wydarzyło i jak zakończy się historia. Na początku zastanawiałam się, w jaki sposób rozwinie się fabuła, gdyż moje pierwsze przypuszczenie okazało się trafne. Z czasem jednak miałam coraz większe oczy a zdziwienie rosło. Pojawiały się nowe wątki, podejrzenia padały na coraz to inne osoby, a akcja gnała do przodu. Pisarka z talii kart wyciągała kolejne asy, umiejętnie dozując szczegóły, mające naprowadzić czytelnika na poprawny trop.  Sprawy paliły się bohaterce w rękach, czas nieubłaganie pędził do przodu, przeciwności się piętrzyły a do tego trzeba było walczyć z własnymi słabościami i zmęczeniem. Uczucia zmieniały się jak w kalejdoskopie, bohaterowie łączyli się z wydarzeniami a obraz powoli się rozjaśniał. Napięcie, które stopniowała Autorka, przykuwało uwagę i sprawiało, że mimo nocnych godzin zaciekawiona przewracałam kolejne kartki powieści. Fabuła rozkręciła się już na pierwszych stronach i ogromnie mnie pochłonęła, a zakończenie było iście amerykańskie, co jednym może się spodobać innym mniej, rzecz gustu. Powieść oceniam wysoko, dostarczyła mi wielu emocji, wodziła za nos (co jest dla mnie wyznacznikiem dobrego kryminału), była mocno dopracowana pod względem szczegółów i języka, a kreacja Aleksandry bezapelacyjnie mnie urzekła.

Wszystkim fanom kryminałów i nie tylko polecam, będziecie się dobrze bawić. Zagrajcie w „Grę pozorów” i spróbujcie odgadnąć, kto jest winny i co się stało. Mnie się trochę udało.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


Joanna Opiat-Bojarska, Gra pozorów, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 

sobota, 13 lutego 2016

Książkowe propozycje na walentynki czyli co nieco o miłości :-)





Jutro walentynki, pewnie niektórzy jeszcze gorączkowo przeszukują Internet w poszukiwaniu inspiracji na prezenty. Ja zatem proponuję kilkanaście książek, które sprawdzą się w ten dzień i które warto przeczytać, bo rozgrzeją Was :-) <3. A zatem zaczynamy: 

KLASYKA

Margareth Mitchell, Przeminęło z wiatrem, przeł. Celina Wieniewska, wyd.  Albatros, wyd. IV, Warszawa 2015. 

Przecudne wręcz wydanie z Albatrosa przykuwa wzrok i zachęca do lektury, mimo że książka jest naprawdę potężna. Warto jednak po nią sięgnąć, nie tylko z tego powodu, że to klasyk, ale miło zagłębić się w perypetie Scarlet O'Hary i innych bohaterów a potem obejrzeć film z Clarkiem Gable'em i Vivien Leigh. Historia miłosna w najlepszej formie <3






Thomas Hardy, Z dala od zgiełku, przeł. Róża Czekańska-Heymanowa, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2015. 

Betsaba Everdene (nie mylić z Katniss) jest niezależna, nieustraszona, pomysłowa, niezrażona trudnościami. Dodajmy do tego, że to także piękna kobieta, która nie tylko radzi sobie doskonale z odziedziczonym po wuju majątkiem, ale podbija serca okolicznych mężczyzn. Mamy zatem twardą bohaterkę i trzech panów starających się o jej względy. Który wygra? Piękna opowieść o miłości i sile. 
Polecam również film z Carey Mulligan i Matthias'em Schoenaerts'em. <3



Jane Austen, Duma i uprzedzenie, przeł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, wyd. Świat Książki, Warszawa 2015. 

Tego tytułu nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Pięknie wydana przez Świat Książki klasyka, po którą trzeba sięgnąć, bo nie przystoi nie znać losów pana Darcy i pani Bennet. 
Co do ekranizacji, to możecie wybierać film, serial, na co tylko macie ochotę. <3








SERIA LABIRYNTY - WYDAWNICTWO WAM

Michael A. Adamse, Rocznica historia miłości, przeł. Barbara Żak, Kolekcja Prozy Labirynty, wyd. WAM, Kraków 2010.

Kolekcja Prozy Labirynty należy do jednej z moich ulubionych. To mądre, poruszające i chwytające za serce powieści, od których nie sposób się oderwać. "Rocznica historia miłości" to zbiór listów, które pisali do siebie rodzice Richarda, głównego bohatera książki, zarzucającego sobie, że nie umie stworzyć stałego związku w przeciwieństwie do swoich opiekunów. Korespondencja ta burzy idealne wyobrażenie o rodzinie oraz pokazuje jak można kochać i przetrwać wszystko, nawet najgorsze tragedie, jeśli tylko zależy nam na drugim człowieku. Mądra, piękna książka, która pokazuje, że o ukochanego człowieka zawsze warto walczyć, że pierwsze trudności to nie sygnał do rozstania, ale walki o kogoś, na kim nam zależy. 



Charles Martin, Pomiędzy nami góry, przeł. Jacek Bielas, Kolekcja Prozy Labirynty, wyd. WAM, Kraków 2011. 

Wszystko psuje pogoda. Ashley musi zdążyć na ślub, Ben na operację. Spotykają się przez przypadek, wynajmują razem samolot i w ten sposób rozpoczynają przygodę, a właściwie łączy ich los, który sprawia, że muszą przetrwać i walczyć o życie po katastrofie lotniczej, Ben zdany jedynie na siebie, musi znaleźć sposób na to, by sprowadzić pomoc dla Ashley, która w wypadku ucierpiała znacznie bardziej niż on. Jeśli chcecie poznać opowieść o zmaganiu się ze sobą oraz miłości, która przekracza wszelkie granice i zdumiewa, gorąco polecam. Ja przepadłam w tej książce. <3


Charles Martin, Umarli nie tańczą, przeł. Jacek Bielas, Labirynty kolekcja prozy, wyd. WAM, Kraków 2009.
Charles Martin, Maggie, tłum. Jacek Bielas, Labirynty kolekcja prozy, wyd. WAM, Kraków 2010.


Charles Martin potrafi rozłożyć człowieka na łopatki jak nikt inny. Przy jego książkach ryczę, rozklejam się, wzdycham i pragnę więcej. Mało kto pisze o miłości tak jak on. I to wcale nie cukierkowym uczuciu znanym z telewizji czy literatury popularnej. On pokazuje uczucie, które zmaga się z problemami dnia codziennego, które staje przed wyzwaniami, a mimo to jest gorące i piękne. Dylan i Maggie wiodą proste życie na farmie. Poza uprawą roli mężczyzna zaczyna też pracę nauczyciela, która jest spełnieniem jego marzeń. Żona spodziewa się dziecka. Radosny czas oczekiwania zostaje jednak przerwany przez tragedię, która burzy cały świat bohatera. Jak sobie poradzi? Czy odnajdzie się w nowym świecie? 
Druga część powieści "Maggie" to dalsze losy bohaterów, ale tym razem nacisk jest położony bardziej na punkt widzenia i odczuwania kobiety. Podczas, gdy w "Umarli nie tańczą" pierwsze skrzypce grał Dylan, tutaj rolę przejmuje Maggie, choć mężczyzna i inni bohaterowie też mają sporo do powiedzenia. Cudowny, klimatyczny wyciskacz łez, o którym nie da się zapomnieć. <3

Recenzja "Umarli nie tańczą"
Recenzja "Maggie"


CZWARTA STRONA MIŁOŚCI ;-)


Magdalena Wala, Przypadki pewnej desperatki, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2015. 

Typowo kobieca, pełna świetnego humoru z zagadką kryminalną w tle książka, która dała mi masę dobrej zabawy. Julia to rzeczywiście świetna bohaterka, a jeśli dodam, że między nią a Pawłem rolę są nieco odwrócone, atmosfera robi się coraz ciekawsza. Perypetie przesympatycznej pary, siostry bohaterki i jej znajomych gwarantują dobrze spędzony czas. Serdecznie polecam <3.






Agnieszka Olejnik, A potem przyszła wiosna, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2015. 

Pola a właściwie Kasia traci wszystko. Gdy na jaw wychodzi, że jej mężczyzna ją zdradzał, postanawia się poddać i popełnić samobójstwo. Jej wysiłek udaremnia Konrad fotograf odpowiedzialny za publikację zdjęć dokumentujących zdradę. W przypływie współczucia i bezradności zabiera kobietę do rodzinnego domu na wieś, gdzie jak wierzy odzyska ona radość życia. 
Książka Agnieszki Olejnik opowiada o zmaganiu się z demonami przeszłości, z życiem mrzonkami i odważnym budowaniu przyszłości. A miłość? Nigdy nie wiemy, kiedy nas znajdzie i pod postacią kogo zapuka do serca. Przeczytajcie, ogromnie warto. <3



C.J. Roberts, Dotyk ciemności, przeł. Agnieszka Brodzik, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2015.
C.J. Roberts, Zapach ciemności, przeł. Agnieszka Brodzik, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2015.
C.J. Roberts, Smak ciemności, przeł. Agnieszka Brodzik, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016. 


To książki dla starszych, pełnoletnich czytelników. Jeśli lubicie erotykę i nie jesteście zbyt wrażliwi, bo nie ukrywam, jest tu dużo brutalności, ta książka przypadnie Wam do gustu. Historia zabójcy, handlarza seksualnymi niewolnicami, człowieka którego dzieciństwo to istne piekło i kobiety, która miała stać się narzędziem zemsty, a zdobyła serce tego, który miał go nie mieć. Wszystko ze sporą dawką mocnych scen i językiem dużo lepszym niż Grey (to tak dla wyjaśnienia, gdyby ktoś miał wątpliwości) tworzy elektryzującą mieszankę. 

Recenzja "Dotyku ciemności"
Recenzja "Zapachu ciemności"


WSPÓŁCZEŚNIE ;-)


Elif Shafak, Czterdzieści zasad miłości. Powieść o Rumim, przeł. Ewa Elżbieta Nowakowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012. 

Zakochać się w idei i poezji? Czemu nie? Pokochać kogoś na podstawie jego twórczości? Miłość trafia do nas w najprzeróżniejszy sposób. Co w życiu jest ważniejsze, powinność czy uczucie? 
Autorka ma niezwykle sugestywny styl, który daje namacalnie poczuć wschodni klimat. Czaruje czytelnika i zaprasza go do rzeczywistości mniej znanej. Szczerze polecam. <3



Cecelia Ahern, Love, Rosie, przeł. Joanna Grabarek, wyd. Akurat, Warszawa 2014. 

Epistolograficzna powieść o tym, że czasami miłość bardzo długo szuka do nas drogi, a los dodatkowo ją gmatwa, ale koniec końców, po burzy zawsze wychodzi słońce. Autorka to już marka sama w sobie jeśli chodzi o literaturę miłosną, więc serdecznie polecam tę rozgrzewającą powieść. 
Zobaczcie również film z Lily Collins i Sam'em Claflin'em.





David Nicholls, Jeden dzień, przeł. Małgorzata Miłosz, wyd. Świat Książki, Warszawa 2013. 

Przeciwieństwa się przyciągają, a "Jeden dzień" to kolejna książka na potwierdzenie tej tezy, bo trudno o bardziej różniących się od siebie bohaterów niż Emma i Dex. A jednak coś ich przyciąga, coś sprawia, że jest między nimi jakaś nić, którą może nie do końca rozumiemy. Długa historia o spotkaniach, które kończą się... ;-) przekonajcie się sami :-). 
Do obejrzenia również film z Anne Hataway i Jimem Sturgessem. <3



DLA NIECO MŁODSZYCH


Colleen Hoover, Hopeless, tłum. Piotr Grzegorzewski, wyd. Otwarte, Kraków 2014. 

Holdera i Sky pokochało wielu. Czytałam przeróżne opinie o tej książce, która nadal przede mną, ale mam nadzieję, że się nie zawiodę, bo jedno jest pewne, to mocna opowieść o miłości. Z urzekającą okładką. I mam nadzieję, że tym razem ocena książki będzie tak samo pozytywna jak okładki. <3







Gayle Forman, Zostań jeśli kochasz, przeł. Hanna Pasierska, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2010. 


Gayle Forman, Wróć, jeśli pamiętasz, przeł. Hanna Pasierska, wyd. I, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.

Dwie całkiem różne książki, choć opowiadają historię o tych samych bohaterach. Mia, która kocha wiolonczelę nade wszystko i mimo, że ma naprawdę wspaniałą rodzinę i chłopaka, nie potrafi tego docenić. Jak w życiu bywa, zrozumie wszystko głębiej, gdy dojdzie do tragedii. 
Adam osiągnął sukces, ale zapłacił za to wysoką cenę. Demony przeszłości stale go prześladują. Gdy wszystko zaczyna się walić spotyka się z Mią. 
Pisane z perspektywy głównych bohaterów książki Gayle Forman wzruszają i choć to jedna z rzadszych opinii, ja przyznam otwarcie, że bardziej podobało mi się "Wróć, jeśli pamiętasz". Cóż taka moja natura ;-) <3.

Recenzja "Zostań, jeśli kochasz"
Recenzja "Wróć, jeśli pamiętasz"


Marta Fox, Pierwsza miłość, wyd. Siedmioróg, Wrocław 2004. 

Moje stare wydanie zawiera pięć opowiadań, obecnie w dostępnym zbiorze zawarte są jedynie trzy. Typowo młodzieżowe historie, które poruszają tematykę miłości i dorastania w czasach, no cóż mojej młodości ;-). Czasów chodzenia na podwórko, taśm magnetofonowych, telefonów stacjonarnych, ale warte przeczytania i zastanowienia się nad nimi :-). <3








Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie :-)



niedziela, 7 lutego 2016

Ku wielkiej przygodzie - Anne-Sophie Constant "Jean Vanier. Biografia"


 „Jak dziwna musiała być droga życia, która sprawiła, że ten młody, uzdolniony człowiek, urodzony w bogatej i wpływowej rodzinie (…), wybrał życie w ubóstwie z osobami poszkodowanymi przez los i tak często przeraźliwie wykluczonymi i upokorzonymi? On, który spotykał się z królem Anglii, tańczył z księżniczką Małgorzatą, spędzał wakacje u patriarchy Wenecji, jadał kolacje z uczonymi, politykami i filozofami, radził się w kwestii wyboru życiowej drogi samego Jana XXIII – uzyskując radę, z której zresztą nie skorzystał – i dwa razy opłynął kulę ziemską, dlaczego wtedy, w sierpniu 1964 roku, decyduje się spędzić życie z dwoma nieznajomymi mężczyznami, nie mając pojęcia ani o niepełnosprawności, ani o upośledzeniu umysłowym? – s. 14-15


Przyznam się od razu, nie czytam praktycznie biografii i autobiografii. W życiu przeczytałam chyba ze trzy, a jednak gdy zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że muszę ją mieć. Jean Vanier chodził za mną od dłuższego czasu. Coś obijało mi się o uszy, coś wpadło podczas lektur. Dzwoniło, ale nie do końca wiedziałam, w którym kościele. Wiadomości miałam szczątkowe, ale coś mnie ciągnęło, by dowiedzie się więcej. Tak oto jechałam na Krakowskie Targi Książki z listą tytułów, które chciałam zakupić, a była na niej pozycja Anne-Sophie Constant „Jean Vanier. Biografia”. Czytałam wieczorami i przenosiłam się w całkiem inne przestrzenie. To była przygoda, to było niesamowite, zakochałam się w tej książce, bo powiedzieć to o osobie bohatera, to jakby nie powiedzieć nic.

Są na ziemi i niebie rzeczy, o których się filozofom nie śniło”. Są wybory, których nie rozumiemy, które przychodzą spoza nas i zmieniają wszystko. Są powołania, które zadziwiają cały świat i wywołują swoiste rewolucje. Jean miał wszystko. Był bogaty, pochodził z zaangażowanej politycznie i inteligenckiej rodziny. Spotykał się z osobistościami i mędrcami tego świata. Mógł zostać kim tylko zapragnie, a jednak wybrał całkiem inną drogę niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. W wieku 13 lat opuścił rodzinę i mimo zagrożeń wojennych udał się do szkoły w Dartmouth. Czas ten ukształtował go, pozwolił inaczej spojrzeć na życie. Był uzdolniony, zdyscyplinowany, lubił samotność, kariera czekała, on jednak dokonał innego wyboru. Po latach służby zrezygnował, czując pociągające wołanie ku wspólnocie. Rozwinięta religijność podsuwała myśli o powołaniu kapłańskim, trzeba było wybrać. By odnaleźć swą drogę na rok przeniósł się do Wody Żywej, niezwykłego jak na ówczesne realia miejsca, gdzie poznał swojego mistrza duchowego i przyjaciela. Wspaniałą atmosferę przyjaźni, wspólnoty, nauki przerwało odsunięcie od projektu ojca Thomasa. Młodzieniec kontynuował zatem naukę z bardzo dobrymi wynikami. Miał wykładać na uniwersytecie, a jednak nagle porzucił świetlaną przyszłość i w małym, nieprzystosowanym budynku stworzył dom dwóm upośledzonym mężczyznom. Tak zaczęła się fascynująca podróż po świecie, wędrówka w głąb siebie a także w głąb ludzkich dusz. Z malutkiego pomysłu wyrosła międzynarodowa organizacja. Człowiek, który absolutnie nie pragnął rozgłosu, stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobistości świata.

W książce Anne-Sophie Constant najbardziej uderzył mnie niesamowicie ciepły ton jej opowieści. To nie suche, encyklopedyczne fakty podane tak, by czytelnik mógł się z nimi zapoznać, ale podróż poprzez życie niezwykłego człowieka. Nie ma tu na szczęście patosu. Jest zafascynowanie Jeanem i leciutkie zdziwienie nad tym, jak rozrastają się dzieła przerastające ludzką wyobraźnię. Jest element tajemnicy, bo trzeba przyznać, że to co najpiękniejsze i największe przychodzi spoza nas. Jest oczarowanie i podziw wobec kogoś, kogo żadne wyzwanie zdaje się nie przerastać bez względu na to, jak wielkie by nie było. Bohater jest człowiekiem czynu, głęboko zaangażowanym w swoje działania, ale także trzeźwo myślącym, przewidującym i niezwykle inteligentnym. To ogromnie wrażliwa, ciepła, czuła i wyczulona na ludzką krzywdę i upokorzenie osoba. A przy tym ktoś, kto nie zniewala swoim charakterem. Pociąga, ale daje wolność. Uczy podejmowania decyzji i rozumienia tego, że czasami trzeba się rozstać i iść dalej. Autorka nie szuka na siłę odpowiedzi. Nienachalnie zadaje pytania i odsłania prawdę. Prowadzi czytelnika przez historię, pozwalając mu się zachwycić urokiem i nadzwyczajnością wydarzeń. Książka pociąga, wprowadza w całkiem inną rzeczywistość. Zmusza do przemyśleń, zastanowienia się nad światem i sobą. Ogromnie uderzają słowa, że każdy potrzebuje miłości i nieraz zrobi wszystko, by ją zyskać, że to nie osoby z niepełnosprawnością intelektualną powinny uczyć się od nas, ale my od nich. Szokujący wniosek, a jednak całe życie założyciela Arki potwierdza te słowa.

Czytając tę biografię miałam wrażenie, że to jakaś piękna baśń, niepozbawiona cierpienia oraz trudności i wykraczająca poza zwykłe szare życie i ludzkie rozumienie. Historia przesiąknięta oddaniem, słuchaniem swojego wewnętrznego głosu, miłością, radością, jak również ciężką pracą, zmaganiami z trudami codzienności, podróżami, dochodzeniem do jedności z drugim człowiekiem i odkrywaniem w nim piękna. Przez tę książkę się płynie, doświadcza się jej bardziej na płaszczyźnie duchowej i emocjonalnej niż zajmuje samymi faktami. To jedna z pozycji, po której człowiek ma ochotę wstać, zrobić coś dobrego, wzbogacić swoje życie. Po której nic już nie jest takie samo, bo w umyśle i w sercu otworzyła się jakaś furtka, która nie przestanie dawać o sobie znać...

Nieważne czy jesteś katolikiem, protestantem, ateistą, chłopakiem, dziewczyną, molem książkowym, czy masz uczulenie na biografie czy nie. Myślę, że po prostu kimkolwiek byś nie był, powinieneś przeczytać tę książkę. Nie dlatego, że mówię to ja, nie dlatego, że przekonała mnie w końcu jakaś biografia, ale z jednego prostego powodu, obok takiej historii nie można przejść obojętnie. Spróbuj, nie będziesz żałować!!!



Anne-Sophie Constant, Jean Vanier. Biografia, przeł. Katarzyna i Piotr Wierzchosławcy, wyd. WAM, Kraków 2015. 

Więcej informacji o Arce znajdziesz tutaj

czwartek, 4 lutego 2016

Gimnastyka umysłu - Paulina Mechło, Jolanta Grzelka "Trening intelektu. Wyćwicz pamięć, koncentrację i kreatywność w 31 dni"


Uczymy się przez całe życie, ale tak jak o ciało, tak trzeba dbać o umysł. A najczęściej jest tak, że w momencie, gdy kończymy szkołę nauka się urywa. Owszem są zadania do wykonania w pracy, ale w zależności od tego, jaką wykonujemy, jesteśmy mniej bądź bardziej narażeni na obniżanie sprawności umysłowej. W końcu nie każdy wykonuje zawód związany z kreatywnymi czynnościami. Z pomocą przychodzą oczywiście książki, krzyżówki, sudoku i inne rzeczy, które rozwijają nas, ale warto pomyśleć o czymś, co kompleksowo wpłynie na umysł. 

Intelekt jest naszym zapleczem. Obejmuje umiejętności i zgromadzoną wiedzę. By go trenować autorki książki "Trening intelektu. Wyćwicz pamięć, koncentrację i kreatywność w 31 dni" proponują ćwiczenia z zakresu rozwijania pamięci, kreatywności, języka, koncentracji i wiedzy. Codzienna dawka ćwiczeń to niezły rozruch dla umysłu. Postanowiłam się zatem przekonać, czy uda mi się tak wyćwiczyć mózg, by był niczym mięśnie Pudziana ;).

Ja jestem już po treningu i powiem, że mam ochotę na więcej, więc mierzę się z kolejną książką. Co wynika z moich obserwacji? Cóż ćwiczenia są różne, począwszy od zadań matematycznych, przez szukanie podobnych figur, zapamiętywanie ciągów literowo-cyfrowych, rysunków, pisanie zdań z podanymi słowami, wyszukiwanie ukrytych słów, znajdowanie synonimów i antonimów po sudoku. Zabawa i nauka w jednym, choć wszystko na czas. Codziennie wpisując rezultaty w tabelę miałam możliwość obserwować, co się zmienia. Wnioski, nie były zaskakujące. W zależności od samopoczucia, poziomu zmęczenia i pory, w której wykonywałam ćwiczenia, wyniki bywały różne, ale im dłużej ćwiczyłam, tym było lepiej. Nie byłam pewna, czy faktycznie dam radę przebrnąć przez cały trening, ale wciągnęłam się i chciałam sprawdzić, co czeka mnie na mecie. Było fajnie, rozwojowo, czasami zabawnie :). Tym, którzy chcieliby pogłówkować, polecam :)


Paulina Mechło, Jolanta Grzelka, Trening intelektu. Wyćwicz pamięć, koncentrację i kreatywność w 31 dni, wyd. II rozszerzone, wyd. Helion, Gliwice 2015. 

środa, 3 lutego 2016

Krótkie podsumowanie stycznia


Pierwszy miesiąc nowego roku już za nami. Pora więc podsumować, co działo się na blogu i vlogu.

Rok zaczęłam od przedstawienia Wam tego, co pojawiło się u mnie nowego :) Postanowiłam trochę się rozwinąć i dokształcić, więc było nieco psychologii, książek rozwojowych, poradników i powieść. A zresztą, jeśli nie widzieliście, zobaczcie sami :)






Pierwszą książką, którą przeczytałam była "Twórcza kradzież", no cóż czy nauczyłam się kraść pomysły? Czas pokaże, ale poważniej rzecz ujmując, zaciekawiło mnie podejście autora do procesu twórczego. Pewne sprawy musiałam przemyśleć, na inne spojrzeć z nieco innej perspektywy. Znalazłam trochę wskazówek i złotych myśli, które ogromnie lubię. Z pewnością, jest to książka warta przemyślenia i jedna z tych, do której warto wracać, zwłaszcza że nie jest długa ani trudna w odbiorze. A mieści w sobie naprawdę wiele.










Następnie całkiem zmieniłam klimat. Razem z bohaterką "A potem przyszła wiosna" szukałam sposobu na życie i uśmierzenie bólu. Czekałam na wiosnę, która miała przynieść zmiany. Bo zima sroga i okrutna dobitnie pokazała, że życie celebryty nie jest usłane różami, że za pragnieniem sukcesu kryje się pustka i ucieczka od świata, a ludzie niekoniecznie muszą być tacy, za jakich ich uważamy. Ciepło-gorzka powieść, która wzrusza, wciąga i daje nadzieję na słońce, które w końcu musi wyjść zza chmur. 










Spokój nie mógł trwać długo. Na "Przewieszenie" czekałam od września. Od kiedy machałam "Ekspozycją" jak wariatka na tatrzańskich szlakach i miałam ochotę zrzucić ją z Giewontu za to, jak zakończył ją Remigiusz Mróz. Tym razem znów drżałam z emocji. Szaleńcze biegi między szczytami z nieobliczalnym i pociągającym skurczybykiem Forstem, zaskakujące zwroty akcji, dramatyczna fabuła i prawdziwie nieobliczalny i diabelnie przebiegły psychopata dali mi niezłą dawkę adrenaliny i znów doprowadzili do stanu nieużywalności publicznej i domowej, zwłaszcza po zakończeniu. Do dzisiaj Syndrom Mroza nie ustępuje i nie mogę uwierzyć, że czegoś nie pomyliłam... I znów czekam, bo nikt tak jak Remigiusz Mróz nie potrafi sprawić, że jeszcze czytając ostatnie zdanie już chcę więcej i już tęsknię za bohaterami. Czytacie na własne ryzyko, ale z całą szczerością przyznam Mróz jest jak narkotyk, ciągle chcesz go więcej...




"Pozytywka" wstrząsnęła mną. Była jak bajka, tylko że z życiowym zakończeniem. Żadnym tam cukierkowym happy endem, gdzie rycerz na białym koniu ratuje księżniczkę. Tu była "wiocha", która okazała się ambitną i piekielnie silną dziewczyną, której wielcy państwo ze stolicy nie potrafili docenić. Była tragedia i zmaganie się z masą emocji i uczuć, które zrodziły się w bohaterce. Było stawanie się nowym człowiekiem, budowanie świata od nowa i docieranie do tego, co naprawdę ważne w życiu. Już dawno nie czytałam tak życiowej książki, tak dogłębnie ukazującej pewne mechanizmy. Powieść Agnieszki Lis siedzi we mnie do dziś. Każe wracać do siebie i przemyśleć od nowa pewne sprawy, pamiętać...





Czekałam na "Smak ciemności" zastanawiając się, jaki będzie. Caleba bowiem znałam jedynie z opowieści Livvie. Tym razem to on miał zabrać głos. Chciałam głębiej poznać jego przeszłość i dowiedzieć się, jak ułożyła się sprawa z ukochaną. Trauma przeszłości, trud budowania normalnego świata a wszystko to okraszone igraszkami łóżkowymi i duuuużą dozą erotyzmu. Nieco inny, lżejszy klimat, nowe spojrzenie na bohaterów. To wszystko serwuje czytelnikom C.J. Roberts w ostatniej części trylogii. W zimne wieczory naprawdę rozgrzewa :)











Przez cały miesiąc zmagałam się z ćwiczeniami na rozwijanie umysłu. Trening czasami dawał mi w kość, szczególnie gdy wyniki były jakie były, a ćwiczenia robiłam koło dwunastej w nocy po dwunastu godzinach pracy. Jak wszystko wypadło? Czy mi się podobało? Notka już jutro. Opowiem Wam nieco więcej o tym, co robiłam i jakie są moje wrażenia i wnioski :).

poniedziałek, 1 lutego 2016

Opowiedz mi raz jeszcze... - C.J. Roberts "Smak ciemności"


 „Nie podobało mi się to, jak wyglądał nasz początek. Nienawidziłem siebie za to, że skrzywdziłem tak niewinną osobę. Jednak przeszłość niesie ze sobą pewne przyjemności. Był okres, kiedy czerpałem siłę do działania z iluzji posiadania celu. Livvie bez cienia wstydu wyznała mi swoją miłość i dało mi to całą potrzebną energię. Po tych wszystkich potwornościach, które przeżyłem, prawdziwą ulgę dawało mi zrozumienie mroku mojej duszy. Livvie wpuściła do niej światło i zostałem oślepiony. Rozpaczliwie szukałem oparcia w nowym świecie. Mając Livvie u boku, chwytałem się jej, bezsilny i często przerażony. Z pomocą przychodziły mi chwile, gdy odnajdywaliśmy siebie nawzajem”. – s. 147.


Poznali się w Paseo. Niezwykle przystojny i władczy mężczyzna, który pociągającym wyglądem, pewnością siebie i tajemniczymi oczyma, mógłby skraść każde kobiece serce i ona, delikatna niczym nimfa, piękna bogini, której spojrzenie kryło smutek, cierpienie i strach. Byli silni, gotowi rozpocząć wszystko od nowa, zapisać pierwszy rozdział szczęśliwej przyszłości. To był impuls i wiedzieli, że są dla siebie stworzeni. Tak mogłaby się rozpocząć ta historia. Tak pewnie wyglądała w jakiś sposób wersja dla przyjaciół, ale było całkiem inaczej...

Po koszmarze, który przeżyła główna bohaterka począwszy od porwania, przez bicie, gwałcenie, ucieczkę, porzucenie jej przy granicy Meksyku, po pobyt w szpitalu i zmagania z FBI, nie można jej zarzucić, że jest słabą kobietą. Może nie wszyscy zrozumieją uczucie, jakim obdarzyła swojego porywacza, ale jak sama przyznaje wydarzenia, których uczestnikiem była zmieniły ją nieodwołalnie. Gdy wszystko zaczynało się układać po wyjeździe do Europy, nagle przyszła wiadomość, na którą tak długo czekała. Obawy i strach przybrały nową formę, a spokój został zburzony. Livvie musiała stanąć twarzą w twarz z wszystkim, co ją spotkało i odpowiedzieć sobie na pytanie, co dalej. Caleb nie mógł dłużej żyć w niepewności. Dręczyły go samotność, tęsknota i pustka. Musiał przekonać się, czy miłość, którą wyznała mu kobieta zdolna skruszyć jego serce, była prawdziwa. Czy można kochać potwora niszczącego niewinność i pierwsze doświadczenia dziewczyny, która dopiero wchodziła w dorosłość? Czy można wybaczyć całą lawinę krzywd i porzucenie? A może miłość jest w stanie zaistnieć w każdych okolicznościach i wcale nie mówimy tu o syndromie sztokholmskim? Caleb i Livvie spotykają się, by wspólnie poszukiwać odpowiedzi i spróbować żyć razem. Czy uda im się nawiązać relację? A może przeszłość jest zbyt mroczna, by zacząć wszystko od nowa, a rany zbyt głębokie?

Smak ciemności” jest zdecydowanie inny od poprzednich dwóch tomów. Nie ma tu mrocznej atmosfery niepewności i brutalności. Na próżno szukać dramatycznych zwrotów akcji i gęstego od napięcia powietrza. Ostatni tom trylogii pisany przez Caleba lub jak kto woli Jamesa zmienił swój styl łącznie z bohaterami. Obserwować możemy bowiem zmaganie się pary z przeszłością i teraźniejszością. Próbę stworzenia związku i wpasowania się w świat, w który w mniejszym lub większym stopniu jest im bliski. Jeśli lubicie sceny erotyczne nie będziecie zawiedzeni, Caleb i Livvie stają na wysokości zadania. Więcej tu jednak pytań o to, co będzie dalej? Jak pogodzić się z doświadczeniami i zmienić to co złe w normalność. Razem z narratorem próbujemy dostroić się do realiów, których nie znał. Rzeczywistości młodych ludzi mających swoje pasje, studiujących, namiętnie oglądających filmy i prowadzących potem dyskusje o nich. To codzienne życie, w którym spotyka się z przyjaciółmi, gra na konsoli, chodzi na zakupy, randki, w którym ma się pracę i żyje całkiem zwyczajnie. Jak nietrudno się domyśleć, byłemu porywaczowi, handlarzowi żywym towarem, treserowi niewolnic i w końcu zabójcy nie jest tak łatwo przestawić się na taki sposób egzystowania. To bowiem co normalne, dla niego jest nowe.

Mam wrażenie, że trochę nie poznaje bohaterów powieści. Owszem, Caleb pokazał swoje jaśniejsze, lepsze oblicze już w poprzednim tomie. Zaskoczony rodzącym się w nim uczuciem w końcu przeszedł przemianę. Nie jest to cukierkowa, nagła transformacja i za to duży plus. Widzimy bowiem, że jest mu ciężko, odruchy, których nauczył się wracają, ale silniejszy okazuje się jego charakter. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ile zła wyrządził i stara się odpokutować. Nie dziwi mnie nawet jego skłonność do czarnych myśli i oczekiwania najgorszego. Zaskoczeniem jednak jest, że dość szybko przyzwyczaja się do normalnego życia. Nadal ma swoje upodobania, ale jest innym człowiekiem. Livvie, jej podejście najbardziej mnie zdziwiło. Wydawało mi się, że rzuci się ukochanemu na szyję, zapominając o wszystkim, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tymczasem okazała się postacią bardziej skomplikowaną niż w poprzednich tomach. Silniejszą, bardziej zdecydowaną, władczą. Zapewne jest to efektem przeżyć, które naznaczyły jej charakter. Właśnie dzięki tej nowej odsłonie bardziej ją polubiłam, zyskała bowiem nieco mroczniejsze oblicze i zgrała się dzięki temu ze swoim partnerem. Na kartach pojawiają się także nowi bohaterowie, Claudia i Rubio – przyjaciele Sofi. Sympatyczna para, która całkiem dobrze kontrastuje z głównymi bohaterami.

Gdy czytałam o trzecim tomie serii „The dark duet” byłam ciekawa, jakie uczucia wywoła we mnie ta książka, zwłaszcza, że tym razem opowieść snuje Caleb. Oczekiwałam historii o trudnej przeszłości narratora, wniknięcia w jego psychikę, choć byłam również ogromnie ciekawa jak potoczyły się dalsze losy tej oryginalnej pary. Książkę pożarłam szybko i naprawdę dobrze mi się ją czytało, choć jak pisałam, jest całkiem inna od poprzednich. Ta zmiana klimatu nie razi, jest w pewien sposób przemianą, która zapowiadana była już pod koniec „Zapachu ciemności”. Czasem jednak brakowało mi niepewności, która towarzyszyła mi podczas czytania dwóch pierwszych tomów. Tutaj bowiem pikantne szczegóły splatają się ze zwykłym życiem. Codzienność urozmaicana jest łóżkowymi igraszkami i radzeniem sobie z traumą przeszłości. Z niemal sielankowej teraźniejszości wraca się do wstrząsającej przeszłości. Mogę powiedzieć, że w pewien sposób zasmakowałam w „Smaku ciemności”, choć za każdym razem, gdy Sofia nazywała Jamesa per Sexy, miałam ochotę po prostu przyłożyć jej czymś w głowę, tak banalne było to zachowanie, zupełnie odbiegające od wszystkiego, co działo się zarówno w tej jak i poprzednich częściach. Jeśli zatem lubicie erotyki, podobał się Wam zarówno „Dotyk ciemności” jak i „Zapach ciemności” i chcecie dowiedzieć się, co działo się dalej, ostatnia część również przypadnie Wam do gustu, zwłaszcza, że jest dużo lżejsza od poprzednich.


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


C.J. Roberts, Smak ciemności, przeł. Agnieszka Brodzik, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2016.