piątek, 4 grudnia 2015

Stracone złudzenia – Piotr Durak „Ostatni rok”


„Podszedłem do krawędzi okna i stanąłem na deskach przy dzwonie. Poczułem się naprawdę wolny! Stałem na najwyższym budynku w mieście, wiatr rozwiewał mi włosy, światła w blokach zajaśniały pełnym blaskiem… Jeżeli to sen, niech trwa wiecznie! Chciałem aż krzyczeć z radości do ludzi na dole. Jestem tu! Nareszcie! Zwyciężyłem!” – s. 280

Zrobiło mi się jakoś nostalgicznie. Przypomniały mi się czasy, gdy życie było inne. Dzieci nie siedziały przed komputerami i tabletami, bo na pierwsze stać było nielicznych a drugich nie było. Nikt nie domyślał się inwazji telefonów komórkowych, a żeby się dobrze bawić wystarczyło towarzystwo i odrobina wyobraźni. Czasy te pod jednym względem nie były za ciekawe, ale jednocześnie kolorowe i pełne magii. Wtedy wyjątkowy był człowiek a nie to, co dookoła niego. Ludzie mieli czas i nie biegali aż tak bardzo jak dziś. Było po prostu inaczej…

Mielec, lata 90-te. Czas, w którym w niegdyś rozwijającym się i skupiającym wielu inżynierów mieście panuje stagnacja. Upadek zakładów lotniczych, masowe zwolnienia, bezrobocie, brak perspektyw na przyszłość. Szara, trudna do zniesienia codzienność, podszyta ciągłą obawą o pracę. W tym ponurym klimacie dorasta Piotr Gumiecki zwany Durexem. Z braku lepszych perspektyw wakacje spędza w domu, próbując każdym możliwym sposobem zabić nudę, gdyż jak sam zauważa „Machiavelli utrzymywał, że nuda gorsza jest niż troska, niż nędza, niż rozpacz, niż choroba, nawet niż śmierć.” (s. 91). Trzeba przyznać, że pomysłów na wykorzystywanie czasu nie tylko wakacyjnego mu nie brak. Począwszy od wycieczek kanałami, wypraw nad Tamę, palenia ognisk czy marzanny, podpisywania się niemal na każdej nadającej się do tego powierzchni, przez przechodzenie po linie nad wzburzoną rzeką, włażenie na drzewa, farbowanie włosów na niebiesko, wspinanie się na dach kościoła, na sprawdzaniu czy można ugotować np. denaturat skończywszy. Braku wyobraźni nie można mu z pewnością zarzucić. Razem ze swoim przyjacielem Przemkiem, nazywanym Koreniem bohater tworzy niezły duet, który nieco odstaje od pozostałych bohaterów i jest niezwykle ciekawy, choć muszę zaznaczyć, że chłopcy znacząco się od siebie różnią.

Cała akcja kręci się właśnie wokół dwójki chłopaków, do których czasami dołącza Duszyk lub inni bohaterowie. Trzeba przyznać, że Piotrek mógłby śmiało zaśpiewać na całe gardło „To ja typ niepokorny. Nikt nie wie, co we mnie tkwi”. Notorycznie chodzi na wagary, nie z powodu przerażenia jakimkolwiek przedmiotem, w żadnym wypadku. Bohater podważa podstawy edukacji. Wybiera, to co dla niego ważne, inne rzeczy spokojnie odpuszcza, dbając o to by rodzice nie dowiedzieli się o nieobecnościach (które sam sobie usprawiedliwia), nie czepiali się za bardzo ocen i by można było przejść z klasy do klasy. Jednocześnie bardzo lubi czytać, jest refleksyjnym i ciekawym świata chłopakiem. Owszem, ma niespotykane pomysły, ale patrząc na to, co kiedyś nastolatkowie robili można przyjąć, że mieści się w normach ;). Przeżył ucieczkę z domu, wielokrotne starcia z rodzicami, duszenie się w szkolnym systemie edukacji. Buntuje się, jak każdy, choć nie jest to działanie na zasadzie przypadłości młodzieńczej. Piotr z ironią, ale i zrozumieniem rozprawia się z truizmami, narzucanymi mu obyczajami, schematami czy wizją świata. Nie sprzeciwia się dla samego sprzeciwu. Próbuje znaleźć swoje własne miejsce w świecie i zrozumieć pozbawione logiki prawa i działania innych. Jednocześnie umie przyznać się do własnych błędów, choć bywa w pewnych sprawach zaślepiony.  Dziwią jedynie dwie rzeczy. Durex to wrażliwy, nieprzeciętnie inteligentny człowiek, dojrzały, jednak zastanawiałam się, czy nie za bardzo jak na swoje 15 lat. Czytając miałam nieraz wrażenie, że owszem, ktoś taki jest jak najbardziej realny, ale powinien być nieco starszy. Jego słowa, reakcje nie pasują mi do kilkunastoletniego chłopca, nawet jeśli nieco uwiarygodniają je zwykłe zachowania jak zamiłowanie do przygód czy zostawianie po sobie wszędzie śladów. W sumie można byłoby go całkiem śmiało nazwać uduchowionym wandalem ;). Zastanawia mnie również pesymizm w stosunku do miłości. Słowa, które padają są podszyte goryczą, bólem, żalem, rozczarowaniem, a pojawiają się nim Gumiecki zetknie się z Wiktorią i przeżyje swoją pierwszą miłość. Można powiedzieć, że to powtarzane za kimś zdania, ale nie odnosi się takiego wrażenia. Po części wynikają z obserwacji, po części z wątpliwości rodzących się w Durexie. Również Koreń jest nieco za dojrzały jak na swój wiek, ale pewne zachowania czynią go jednak bardziej zbliżonym do zwykłego nastolatka. Pomimo tych małych „ale” polubiłam bohaterów, którzy są oryginalni i pełni wrażliwości. Z chęcią poznawałam ich ciekawe spostrzeżenia, wątpliwości i młodzieńcze dylematy. Nie odstraszyły mnie nawet wulgaryzmy, gdyż jak pisałam wielokrotnie, niespecjalnie je lubię w literaturze.

Sama fabuła wciąga. Podzielona na cztery części książka, pokazuje różne wydarzenia, pozwalając lepiej poznać bohaterów i  targające nimi emocje. W „Ostatnim roku” znajdziemy sceny, przy których pojawi się na twarzy uśmiech, fragmenty, nad którymi zatrzymamy się dłużej, ale przede wszystkim poznamy świat widziany oczami nastolatków z miasta, w którym brak perspektyw na lepsze jutro. Pomimo wielu pomysłów, kreatywności w szczególnym wydaniu i tego nieznanego dzisiejszym dzieciom używania fantazji i cieszenia się naprawdę wszystkim, z książki Piotra Duraka bije pesymizm. Słońce wychodzi tu zza chmur za rzadko. Owszem, jeśli się pojawia jest magiczne, a każda dobra chwila jest doceniana, a jednak tych momentów pojawia się naprawdę mało. Z jednej strony można odnaleźć pragnienie afirmacji życia, szacunek wobec wszystkiego, co wzniosłe, dobre, co porusza serce. Z drugiej jednak starcie z rzeczywistością, konfrontacja pragnień, marzeń i wyobrażeń bohaterów jest bolesna. Ideały zdają się uderzać o bruk, świetlana przyszłość tłuc niczym szkło a dobry czas przeciekać przez palce. Najmocniejsze jest zakończenie powieści, które nieco przytłacza. Nie dziwi, bo sama zastanawiałam się, czy po tym wszystkim, co przeszedł bohater, można jeszcze normalnie egzystować…  I powiem szczerze, że nie wysnułam pozytywnych wniosków. Powieść jest zróżnicowana pod względem językowym. Nie brak tu potocznych wyrażeń, młodzieżowego języka, wulgaryzmów, ale odnajdziemy także słowa, mogę się pokusić o stwierdzenie, że wzniosłe, może i patetyczne. Dostosowane do sytuacji, a także do bohaterów.

Czy warto przeczytać „Ostatni rok”? Tak. To inna książka, pewnie nie dla każdego, bo bohater jest naprawdę specyficzny. Sama fabuła to powrót do niełatwej przeszłości, świata który czasami pozbawia nadziei i perspektyw i w którym inny i wrażliwy człowiek boleśnie zderza się z rzeczywistością, co kończy się różnie. Przyznam, że tego co stało się w części czwartej się nie spodziewałam. Może dlatego powieść wywarła na mnie większe wrażenie niż się spodziewałam, po przeczytaniu pierwszych stron. Podsumowując powiem tak, jeśli nie boicie się trudnych historii, to sięgnijcie po tę książkę, nie rozczarujecie się.



Piotr Durak, Ostatni rok, wyd. Samorządowe Centrum Kultury w Mielcu, Mielec 2009.

5 komentarzy:

  1. Nie znam książki - a szkoda! - jednak opis zawarty w recenzji, ni jak nie pasuje mi do wizerunku przedstawianego zdjęciowych albumach. Piotr, twardy podróżnik, utalentowany fotografik, niezłomny odkrywca tego, czego nie potrafią dostrzec inni. Toteż odniosłem wrażenie że świat ocenia bardziej pogodnie. Owszem, świat skłaniający do zadumy, ale i pełen niepowtarzalnego uroku z jakim mogą się spotkać tylko zagorzali wędrowcy. - Takim Go widzę.
    Aliści nie ma się co wymądrzać dopóki nie przeczytało się utworu. A mam nadzieję dostąpić kiedyś okazji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotr jako osoba a Piotr jako pisarz, to jednak trochę inna osoba ;). Kreacja literacka ma to do siebie, że nie musi być odzwierciedleniem poglądów Autora. Sama byłam zaskoczona klimatem książki, choć wciągnęła mnie. Myślę, że w każdej z działalności Autor pokazuje się nieco inaczej. A w literaturze można być kim się chce, więc skąd taki pomysł i klimat, powinien odpowiedzieć sam Autor! No właśnie Piotrze, wypowiedz się!

      Usuń
    2. Myślę, że przede wszystkim dzisiejszy Piotr Durak, a Piotr, autor tej książki to są już 2 różne osoby. Książka ma jakby nie patrzeć 10 lat, a jej pierwsze strony powstały wręcz 14 lat temu :P Na pewno bardzo była szczera i nie wyrzekam się niczego, co w niej napisałem, ale wiele później się działo w życiu i wiele zmieniło. Pewien dekadentyzm i skłonności do refleksji i mrocznych stron świadomości, nie zniknęły jednak...

      Usuń
  2. :) Czytałam tę książkę jeszcze na studiach. Stoi na mojej półce, zaraz obok "Wiatrołomnego" i "Dzienników rowerowych".

    OdpowiedzUsuń