niedziela, 27 grudnia 2015

Dostrzec człowieka – Jonathan Odell „Pani Hazel i klub Rosy Parks”


„Uczucie, jakiego doznała w następnej chwili, było dla niej całkowitym zaskoczeniem. Miała wrażenie, że ktoś ujmuje jej twarz w ciepłe dłonie. Dusza poszybowała wysoko – ponad rosnące przed nią rozłożyste dęby, ponad otaczające ją szczyty przedgórza Appalachów. Zrozumiała, dlaczego ojciec pije. Jemu też brakowało nadziei. Teraz, kiedy bezskutecznie szukała nadziei w oczach Floyda, łyk lub dwa Burbona pomagał jej przetrwać okres suszy. (s. 82). (…) Odwróciła się i zerknęła w lustro wiszące w przedpokoju. Zobaczyła w nim wariatkę, która miała poszarpane włosy, a długie, czarne smugi tuszu do rzęs spływały jej aż na szyję. Ślad rozmazanej szminki dochodził prawie do uszu, nadając jej twarzy wygląd obłąkanego klauna. Para martwych oczu patrzyła na nią z najgłębszych otchłani piekieł. (s.142) (…) Ludzie jej pokroju powinni omijać nadzieję szerokim łukiem. Nie dlatego, że nie byli do niej zdolni, ale dlatego, że nie byli w stanie jej podtrzymać (s.235)”.



Bardzo lubię obserwować relacje międzyludzkie. Dostrzegać, jak kształtują się teraz i jak ewaluowały na przestrzeni wieków. Zmieniają się czasy, zmienia podejście do różnych spraw. To, co dziś jest normą jeszcze nie tak dawno było czymś nowym. W latach 50-tych XX wieku czarnoskóra część społeczeństwa walczyła o prawo wyborcze i równe przywileje. Nie chciała być nazywana czarnuchami, traktowana jako obywatele gorszej kategorii, opłacani niewolnicy. Wszystko zaczęło się od cichego protestu Rosy Parks, która nie zgodziła się ustąpić miejsca białemu mężczyźnie w autobusie, którym wracała do domu. Ten gest niesubordynacji zapoczątkował protesty, które wstrząsnęły całym krajem i doprowadziły do zmian. W końcu otwarcie i coraz głośniej zaczęto domagać się zniesienia segregacji rasowej i równych praw. Choć kobiety były ogromnie zaangażowane we wszelkie działania, na czoło Ruchu Praw Obywatelskich wysunęli się mężczyźni, w tym późniejszy laureat pokojowej Nagrody Nobla Martin Luther King. Jak wspomina Johnathan Odell, to właśnie kobiety były nieraz odważniejsze, bardziej zdecydowane, to one działały na wszelkich polach, nierzadko biorąc na siebie najtrudniejsze działania. Ich praca, choć nieoceniona, znalazła się nieco w cieniu. Przyćmiona sukcesami mężczyzn. O wielkich kobietach, które zainspirowała Rosa Parks, dzięki której doszło do wielomiesięcznego bojkotu transportu miejskiego opowiada książka „Pani Hazel i klub Rosy Parks”. Jeśli jednak ktoś myśli, że to jedynie opowieść o walce czarnoskórych kobiet o prawo do głosowania i godnego życia, grubo się myli…

Hazel nie jest bogata, dobrze wykształcona ani niezwykła. Pewnego dnia, gdy uświadamia sobie, że nie może poszczycić się nawet urodą, rodzi się w niej pragnienie bycia piękną. Robi wszystko, co może i jest w swoich działaniach naprawdę uparta i skuteczna. Dzięki wielu zabiegom udaje się jej przemienić w uroczą kobietę. Z małej nieugiętej gąsienicy rodzi się pełen marzeń motyl. Gdy poznaje Floyda szczęście zdaje się być bardzo blisko. Jak w bajce dochodzi do ślubu, a mąż spełnia daną jej obietnicę. Jego ukochana dostaje dom i nie musi już zajmować się niczym na co nie ma ochoty. Nie pracuje w polu, nie zajmuje się domem. Całą jej misją jest wspieranie małżonka i dobre prezentowanie się w nowej społeczności, które zapewni ukochanemu powodzenie w interesach. Trzeba przyznać, że Hazel bardzo się stara, ale ciągle tkwi w niej niepewność, zagubienie i dość duża doza łatwowierności. Nie pasuje ona do świata wytwornych dam, które nigdy nie skalały się pracą i zajmują się jedynie kulturą, sztuką i dobroczynnością, kryjąc swoje prawdziwe myśli za fasadą przesadnie dobrego wychowania i erudycji. Boleśnie ranią ją podsłuchane przypadkiem uwagi sąsiadek. Słabo też odnajduje się w roli matki. Gdy zaś dochodzi do rodzinnej tragedii, kobieta po prostu się załamuje. Pogrąża się w coraz większej depresji i alkoholizmie aż w końcu doprowadza do wypadku i trafia do szpitala psychiatrycznego. Po powrocie do domu również nie ma lekko. Całe dnie spędza w łóżku otumaniona lekami.

Tymczasem  Vida młoda czarnoskóra kobieta przeżywa utratę swojego synka, owocu gwałtu białego mężczyzny, który nagle z powrotem pojawia się w jej życiu i nie cofnie się przed niczym, by utrzymać swoje stanowisko. W wyniku jego działania ojciec dziewczyny traci Kościół, swoją pozycję a także utrzymanie. Tragedia goni tragedię. Mija czas, a Vida Snow pragnie zemsty coraz bardziej. Rozwiązaniem staje się dla niej praca u Floyda, bogacza handlującego samochodami. Zajmując się jego domem i chorą żoną, kobieta ma sposobność do obserwowania Billego Deana, który zniszczył jej życie. Tęsknota za synem, problemy ze zdziwaczałym ojcem i rosnąca nienawiść do białego, od którego zaznała tylu krzywd i chwil przepełnionych lękiem, skłania ją do snucia planu odwetu. Dziewczyna stara sobie również poradzić z Johnnym synem pracodawcy, który jest szczerze jej nienawidzącym i zagubionym dzieckiem. Sprawy komplikują się. Levi zostaje oskarżony o zabicie córki senatora, którą niemal wychował. A służąca Hazel ma dość jej bezczynności i użalania się nad sobą. By wydostać ojca z więzienia postanawia podjąć niespodziewane kroki i zawalczyć o znacznie więcej. Czy przepełniona goryczą, twarda i wydawać by się mogło nieczuła kobieta może uratować rozpadającą się rodzinę? Czy skłoni swoje otoczenie do działania, o którym nawet nie myślała? Czy zafascynowana oporem młodej czarnoskórej buntowniczki stworzy podwaliny wolności w Missisipi?
Książka Jonathana Odella jest dziełem wielowarstwowym. Ukazuje nie tylko walkę o samego siebie, własne szczęście, borykanie się z problemami, przeciwnościami losu czy nawet tragediami. Przedstawia także zmaganie się z niesprawiedliwością i nierównością społeczną. Autor tworzy galerię postaci, które są bardzo różnorodne i przechodzą w powieści przemianę. Hazel z marzącej o byciu piękną dziewczyny staje się zagubioną kobietą, która ciągle szuka, dąży do czegoś, co da jej radość i satysfakcję. W swojej drodze jest sama. Nie ma oparcia ani w matce, ani w mężu. Gdy obowiązki mamy zaczynają ją przerastać, jako receptę na trudności mąż doradza jej urodzenie kolejnego dziecka, które sprawi, że nie będzie miała czasu na zamartwianie się. Bohaterka jednak nie doznaje olśnienia. Czuje się coraz gorzej i jedyne ukojenie odnajduje w alkoholu. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest złą matką, ale nie ma żadnego wzorca postępowania, nie wie co i jak robić. Pragnie być kimś i radzić sobie z życiem, ale brak jej siły, motywacji i schematu działania, szczególnie po życiowej tragedii i powrocie ze szpitala psychiatrycznego. Jest postacią dość słabą, która jeszcze nie znalazła swojego celu. Potrzebuje miejsca na ziemi i wsparcia, którego nie dostaje. Z czasem jednak zaczyna przechodzić metamorfozę.

Jej przeciwieństwem jest doświadczona życiowo Vida. Zgwałcona, potem brutalnie pozbawiona dziecka i postrzelona, nie jest w stanie zrozumieć jak można być kimś tak słabym i nieporadnym jak biała kobieta, którą się opiekuje. Dziewczyna jest harda, silna i zdawać by się mogło pozbawiona uczuć. Po wielu ciosach losu i stracie wszystkiego, gdyż trzeba przyznać, że wcześniej żyła w dostatku, nie uzewnętrznia swoich uczuć, poza tymi negatywnymi. Pozbawiona wszystkiego zamyka się w sobie i myśli jedynie o zemście. Dzięki otaczającym ją ludziom powoli się otwiera. Ciepło, które było zarezerwowane jedynie dla synka, udziela się na powrót ojcu, staje się również lepsza dla nowej przyjaciółki. Nawet inne służące, które początkowo traktowała jedynie jako źródło informacji, z czasem stają się jej bliskie.

Ciekawą postacią jest również Floyd. Kiedy o nim myślę przychodzi mi na myśl jedynie jedno słowo -  perfekcjonista. To człowiek dobry, ale nieumiejący nawiązać głębszej relacji, opartej na zrozumieniu drugiej osoby. Zafascynowany książką, którą nieustannie cytuje, święcie wierzy w każde napisane w niej słowo. Muszę przyznać, że czasem irytowały mnie te wszystkie aforyzmy, choć naprawdę lubię motywujące słowa. Nie dostrzega, że czasami ból może być większy niż potęga umysłu i nie wszystko da się załatwić za pomocą szumnie brzmiących maksym. Potrzeba również cierpliwości, czułości, zrozumienia i wsparcia. Nie można zarzucić mu braku miłości ani do żony, ani do dzieci lecz jest to postać dość płaska i patrząca jedynie w jednym kierunku. Całkowity kontrast dobrego Floyda stanowi szeryf, który jest bezdusznym, bezwzględnym i zapatrzonym jedynie w siebie człowiekiem, dla którego nie istnieje coś takiego jak moralność czy prawo. To on jest wyrocznią tego, co można robić i nie cofnie się przed żadnym czynem, by utrzymać władzę i lukratywne stanowisko.

Warto wspomnieć również o czarnoskórych przyjaciółkach Vidy, które nadają powieści życia. Wszelkie uszczypliwe uwagi dotyczące ich pracodawczyń wywołują uśmiech a działania, jakich podejmują się na koniec, wzbudzają podziw dla odwagi tych kobiet. Z postaci pobocznych najbardziej polubiłam Leviego, tajemniczego pastora, ojca Vidy. Choć nie zawsze rozumiałam, o czym mówi, podobnie jak Johnny odczuwałam niezwykłą aurę spowijającą tego człowieka. Jego głębokie zawierzenia i życie treścią Biblii było naprawdę niesamowite. W końcu pani Pearl, najbardziej niejednoznaczna bohaterka powieści. Co prawda poznajemy ją głównie z perspektywy innych bohaterów, co nie stawia jej w dobrym świetle, ale kiedy w końcu sama zaczyna mówić, nie sposób jej nie polubić, choć to osobliwa kobieta, zresztą jak cała jej rodzina.

Przeplatające się ze sobą losy kilku rodzin, walka o spełnianie marzeń i godne życie, odnajdywanie siebie a wszystko to w czasach, kiedy zaczynało się mówić o zanikaniu różnic rasowych. Autor pisze nie tylko o najgłębszych potrzebach serca i tęsknotach człowieka, takich jak miłość, akceptacja, szczęście, nadzieja, wiara, rodzina, zrozumienie, wsparcie. Opowiada o poszukiwaniach swojego miejsca na ziemi, wybieraniu różnych dróg. Upadaniu i powstawaniu. Oddziaływaniu na siebie ludzi i tworzeniu relacji. To też opowieść o ścieraniu się dobra ze złem, tolerancji z uprzedzeniami. O współegzystowaniu dwóch światów, które powoli zaczynają się łączyć, bo ani kolor skóry, ani wykształcenie czy urodzenie nie może dzielić ludzi na lepszych i gorszych. Jonathan Odell zabiera nas do świata, w którym każdy odnajdzie coś swojego. Który uczy zrozumienia, potrzeby istnienia różnych charakterów, ale i współistnienia z drugim, całkiem innym od nas człowiekiem. Autor cicho mówi, że każdy jest potrzebny i to właśnie jest piękne w relacjach międzyludzkich. Naucza poszanowania drugiego człowieka i kierowania się jego dobrem, bo wówczas dzieją się naprawdę niezwykłe rzeczy – nikną podziały, rodzą się piękne przyjaźnie, świat nabiera barw i sensu, którego czasem nie możemy odnaleźć. Mogłabym pisać jeszcze wiele, ale powiem krótko, serdecznie polecam tę ciepłą, pełną mądrości, nadziei ale i bólu i trudnych spraw książkę, gdyż skłania do myślenia, porusza duszę i uczy, jak być lepszym i bardziej wyrozumiałym człowiekiem.




Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.


Jonathan Odell, Pani Hazel i klub Rosy Parks, przeł. Zbiegiew Kasprzyk, wyd. WAM, Kraków 2015.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz