niedziela, 8 listopada 2015

Porozmawiaj ze mną czyli o sztuce modlitwy – Paweł Krupa OP „Jutro ma na imię Bóg. O modlitwie bardzo osobiście”


Z cyklu książki z duszą

„»Boję się Boga przechodzącego obok«, inaczej mówiąc: nie chciałbym pozwolić, aby Bóg przeszedł koło mnie niezauważony. I po to jest rutynowa modlitwa – wyczekiwanie na ławce: umówiliśmy się z Bogiem, że na pewno będę na Niego czekał, zawsze o tej samej porze i zawsze w tym samym miejscu. I często się zdarza, że podczas oczekiwania nie myślę wyłącznie o Nim, że się rozpraszam, ale jeżeli już siedzę i czekam, to daję Mu sygnał: »Ja tu jestem, halo, można się przysiąść!«. Nie ma co grymasić, lepsza rutynowa modlitwa niż żadna”. – s. 127


   Mówić o rzeczach trudnych prostym, zrozumiałym i przyciągającym uwagę językiem to prawdziwa sztuka. Można pięknie przekazywać pewne treści, ale co z tego jeśli kwiecisty wywód jest niezrozumiały? Co jeśli zanudzi? Pamiętam pewne kazanie z rekolekcji adwentowych, było charakterystyczne i niesamowicie interesujące. Rekolekcjonista mówił o tym, czym mogła być gwiazda betlejemska i zaczął podawać różne opcje. Początkowo bałam się, że nic z tego nie zrozumiem, bo daleko mi do astronomii i generalnie fizyka nie była moją najmocniejszą stroną. Jednak on mówił prosto, krótko, zwięźle, niesamowicie interesująco. Siedziałam jak zaczarowana i naprawdę mi się podobało. Oczywiście przeszedł potem do innych zagadnień, w tym samym stylu, co sprawiło, że do dziś są to jedne z najbardziej owocnych rekolekcji, jakie przeżyłam. Podobnie powinno być z przekazywaniem wszystkiego. W odpowiedniej formie, ciekawie i przede wszystkim zrozumiale. Nie chodzi o żadne show, ale o przekaz, który dotrze do drugiego człowieka bez względu na jego wykształcenie.

   Przyznam, że lubię sięgać po różne książki. Czytałam trochę trudniejsze dzieła, które zaliczają się do teologicznych, ale spodobała mi się kiedyś prosta książeczka ks. Twardowskiego o modlitwie. Kiedy przeczytałam „Jutro ma na imię Bóg” byłam urzeczona i nadal pozostaję w tym stanie. O. Paweł Krupa podchodzi do tematu nie jak pies do jeża, że posłużę się frazeologizmem, ale prosto i porywająco. Na początku przyznaje, że nie czyta książek o modlitwie, ponieważ go nudzą. Szczerze i na temat, a zatem co proponuje Dominikanin, który podjął się napisania książki z serii tych których nie czyta?

   Przede wszystkim wyjaśnia czym jest modlitwa, jak mało o niej wiemy a z drugiej strony, intuicyjnie jak czasami poruszamy się w dobrym kierunku. Ewangelia opiera się na paradoksach, sam autor wskazuje w swojej książce wiele sprzeczności, których nie zawsze sposób zrozumieć. Nie wystarczy podkreślić, że przecież Bóg nie jest z tego świata, że nie wytłumaczymy Go, nie wyjaśnimy naszym językiem, słowami, terminami, bo najzwyczajniej w świecie wymyka się spod naszego rozumowania i pojmowania, trzeba dodać, że wiara to nie wiedza. Sprzeczności pojawiają też się odnośnie modlitwy, która potrafi być bardzo prosta a zarazem niesamowicie trudna. Głowa może zaboleć od tego wszystkiego, ale ze strony na stronę, powoli bez pośpiechu O. Krupa wyjaśnia najważniejsze rzeczy. Rozprawia się z błędnym pojmowaniem pewnych pojęć, które psują nasz obraz chrześcijaństwa, pokazuje drogi, wyjaśnia terminy.  

   Porusza temat, który chyba jest najczęściej poddawany w wątpliwość, bo jeśli modlę się dobrze, to powinienem coś czuć, powinna się we mnie otworzyć jakaś furtka, namiastka nieba. Ten nasz życiowy romantyzm, a właściwie jak to się mawiało, nasze romantyczne fatum. Czekamy na doświadczenia, które mieli mistycy, zapominając, że nie jest to wyznacznikiem dobrej rozmowy z Bogiem. Wystarczy wspomnieć bł. Matkę Teresę z Kalkuty, która nie odczuwała niczego poza pustką i osamotnieniem. Czy źle się modliła? Na pewno nie! Modlitwa nie jest tożsama z uczuciami, podkreśla mocno autor, rozwiewając najczęstszy dylemat wiernych. To nie fruwanie pod sufitem, ale ciężka praca, której towarzyszą trudności, rozproszenia, zawiedzione nadzieje, niezrozumienie. Bywa bowiem, że traktujemy Boga jak złotą rybkę, tymczasem niewysłuchane modlitwy nie wynikają z tego, że byliśmy źli, ale z prostego faktu, że Bóg wybiera dla nas większe dobro.

   Na kartach książki Dominikanina czytelnik odkryje wiele starych-nowych prawd. Przypomni sobie lub dopiero uświadomi różnice między poddaństwem i przywiązaniem, dowie się od czego tak naprawdę powinna zacząć się dobra rozmowa z Panem, jak powinna przebiegać, czy lepsze są spontaniczne słowa czy sięganie do znanych treści. Przeczyta o tym, czym jest modlitwa nieustanna i czy jest ona osiągalna, jak bywa z obietnicami i naszymi prośbami. Autor rzuci nieco światła na modlitwę Pańską, która w swojej krótkiej formie, zawiera ogromnie wiele treści. Wypowie się również na temat rutyny w modlitwie oraz wyłuszczy błędy, które popełniamy. Poruszy temat ukręcania łebka wróbelkowi czy ascezy.

   Wszystko to w pisanych prostym językiem, niemal gawędziarskim stylem z domieszką lekkiego humoru, okraszonych przykładami nie tylko z życia, ale i z historii, opowieści ojców pustyni rozdziałach, które czyta się niemal jak felieton czy powieść. Jestem pod wielkim wrażeniem nie tylko wyczucia tematu, człowieka który otwarcie mówi, że nie czyta tego typu książek, ale i umiejętności prostego i pociągającego przekazywania treści dotyczących, jakby nie było trudnego zagadnienia. Ojciec Paweł Krupa udowadnia, że o modlitwie można mówić czy właściwie pisać tak, by czytelnik nie tylko chłonął treść z zainteresowaniem, ale zatrzymywał się i odnosił ją do swojego życia. Podczas lektury zazwyczaj zaznaczam fragmenty, które są dla mnie ważne. W przypadku tej książki było coś więcej. Nie tylko używałam karteczek indeksujących, rozmyślałam nad tematem, ale wynotowywałam zagadnienia, które muszę przeanalizować i przemyśleć. A jak pisze autor, modlitwa to właśnie wypowiadanie słów i zastanawianie się nad ich znaczeniem. Nie muszą to być wielogodzinne dumania, które mogą przerodzić się w dywagacje, ale proste, nawet krótkie pochylenie się nad treścią. Takie, które nie kończy się na wymówieniu kilku słów, ale obejmuje choćby chwilową refleksję nad tym, co wypowiadam, a co zbliży mnie do Boga i rozwinie duchowo. Modlitwa to nie duchowe fajerwerki, ale żywa relacja, która nie zawsze jest łatwa, ale na pewno owocna, choć czasem na owe owoce trzeba długo czekać, uświadamia Paweł Krupa.

   Wszystkim, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś nowego, uporządkować wiedzę i zadziwić się, gorąco polecam!!!

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.



Paweł Krupa OP, Jutro ma na imię Bóg. O modlitwie bardzo osobiście, wyd. WAM, Kraków 2015.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz