wtorek, 26 maja 2015

Z serca - Tadeusz Różewicz "Matka odchodzi"

z dedykacją dla mojej Przyjaciółki Jolanty


"Przez wiele lat obiecywałem Mamie trzy rzeczy, że zaproszę ją do Krakowa, że pokażę Zakopane i góry, że pojadę z Mamą nad morze. Mama nie zobaczyła nigdy w życiu Krakowa. Nie widziała ani Krakowa ani gór (z Morskim Okiem w środku) ani morza. Nie dotrzymałem obietnic... Minęło od śmierci Mamy prawie pół wieku... (zresztą, przestaję się interesować kalendarzem i zegarem). Czemu Jej nie zawiozłem do Krakowa i nie pokazałem Sukiennic, kościoła Mariackiego, Wawelu... Wisły."  - s. 8

   Jest w tej książce coś, co sprawiło, że ogromnie chciałam ją mieć. Nie powiedziałam o tym Przyjaciółce, od której miałam ją pożyczoną, ale chyba mnie wyczuła i gdy chciałam oddać jej własność, książka została u mnie jako prezent. Nie wiem do dzisiaj, czy moja Przyjaciółka zdaje sobie sprawę z tego, jak bliska jest mi ta pozycja i jak w jakiś sposób wówczas była dla mnie czymś, co czuło, że jestem zrozumiana. 

   Krótkie wspomnienia, fragmenty dziennika przeplatane z wierszami. Wszystko przeniknięte nostalgią, smutkiem, tęsknotą, żalem. Nad "Matka odchodzi"  unosi się klimat trudnych przeżyć i powracania do świata dzieciństwa, które było może nie baśniowe, ale spokojne, łatwiejsze, jaśniejsze niż obecne życie autora. To rzeczywistość znana z opowiadania matki, o lasach i wsi oraz z własnych doświadczeń. Nawet sama bohaterka opowiada o biedzie i zwyczajach panujących w miejscu jej dzieciństwa. To także małe, piękne wspomnienia ważne dla poety, dla czytelnika będące bardziej udokumentowaniem dziecięcych lat Różewicza, pozwalające zgłębić jego osobę. 

   Najbardziej jednak urzekły mnie fragmenty opisujące jego relację z matką. Owszem w tych wszystkich rozważaniach za dużo dla mnie treści literackich, bo jak tu pisać o literaturze, gdy w pokoju obok umiera matka, gdy zdaje się, że cały świat się rozpada. Może to ucieczka od bólu, może próba poradzenia sobie z cierpieniem i bezradnością przez odwracanie uwagi. Człowiek w tak trudnych sytuacjach reaguje różnie. Mimo tego z wyznań autora przebija miłość i pragnienie bycia przy rodzicielce, choć to dla niego niezwykle trudne. Młodzieniec, któremu przyszło zmagać się z koszmarem II wojny światowej i który nie potrafił powiedzieć rodzicom, że człowiek rzuca się człowiekowi do gardła (z wiersza "Powrót"), który czuł się wyobcowany, na powrót musiał przystosować się do rzeczywistości powojennej. Nie wiem, czy stawił czoła wszystkiemu, czego się obawiał. Wiem jednak, że umiał kochać, nawet jeśli było to bardzo trudne. 

   Portret Stefani Rożewicz, jaki wyłania się z tej malutkiej książki jest przejmujący. To piękna, silna, umiejąca radzić sobie w życiu kobieta. Pełna mądrości, ciepła i miłości. Żona, wspaniała matka, która zawsze potrafiła zaradzić kłopotom i wprowadzała synów w świat. Była oparciem dla bliskich i charakteryzowała się cichym zrozumieniem. Wiedziała, jak to mama, więcej niż się mówiło, bo serce matki wie. To również schorowana staruszka, pogodzona ze śmiercią, przygotowana do spotkania z mężem, rodzicami, synem, który zginął. Ciężko mi pisać o tej książce, ponieważ wzbudza ona ogrom emocji, bardziej niż czyta, przeżywa się ją sercem. To obraz miłości syna, który z żarliwością wyznaje:

"ja bezbożny
chciałem dla niej wypłakać łąkę
kiedy konając
odpychała zdyszana
puste i straszne zaświaty

wróciła na mgnienie oka
do siebie na wieś
chciałem dla niej wyżebrać
w ostatniej godzinie
drzewo
chmurę ptaka" - s. 64-65
                                (z wiesza "***Krzyknąłem na Nią")

   W"Matka odchodzi" każdy znajdzie coś innego. Nie ważne czy będzie to portret autora otwierającego serce przed czytelnikiem czy garść wspomnień. Ważne jest to, że z kart książki emanuje miłość i refleksja nad tym, że czas ucieka, że warto zawsze mówić o miłości najbliższym, dotrzymywać słowa, wpuszczać ukochanych do swego świata i pokazywać im to, czego nie znają. Boli żal Różewicza nad niedotrzymanym słowem, jakimś małym gestem miłości, którego zabrakło, bo czas i obowiązki nie pozwoliły. Może dlatego ten wpis w Dzień Matki, by powtórzyć jeszcze raz słowa ks. Jana Twardowskiego "Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą". Spieszmy się im mówić o tej miłości bez lęku i bez przekonania, że raz wystarczy. W końcu spieszmy się okazywać tę miłość, póki jesteśmy razem, bo warto. Bo to najlepsze, co możemy zrobić. Kochać i pokazywać naszą miłość. 


Tadeusz Różewicz, Matka odchodzi, wyd. Dolnośląskie, Wrocław 1999. 

czwartek, 21 maja 2015

Kilka słów o zdobyczach z WTK

Jak zawsze, gdy na mojej półce pojawia się coś nowego, postanowiłam nieco przybliżyć książki, które znalazły u mnie dom :-). A zatem pełne magii i niesamowite pozycje przywiezione prosto ze stolicy :-). Jeśli czytaliście którąś lub jakaś z nich jest dla Was szczególnie interesująca, dajcie znać, wybiorę ją jako pierwszą do zrecenzowania :-)

1. Tomasz Fijałkowski, Antipolis, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2015.

"Lato 1936 roku. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że do Antipolis, stolicy Korony, zbliża się Zenit - moment, w którym nastąpi brutalne wtargnięcie Innej Rzeczywistości w granice naszej.
Potwierdzają to nie tylko obserwacje naukowców badających układy wyładowań atmosferycznych, ale również inne tragiczne wydarzenia. Bogowie w przerażający sposób zaczynają manifestować swoja obecność, a osoby, w których płynie boska krew, zdradzać groźne nadludzkie umiejętności. 
Na straży porządku wewnętrznego stoi Struktura, która strzeże najbardziej skrywanej tajemnicy wyjaśniającej, dlaczego następuje ingerencja Istot w nasz świat.
Tylko parę osób zwerbowanych w szeregi Struktury, dysponujących nadnaturalnymi możliwościami psychicznymi, ma szansę na przeciwstawienie się Zenitowi. 
Zaczyna się nierówna walka z Inną Rzeczywistością."

Przyznam, że nie jestem wielką fanką fantastyki, ale uwielbiam utopie i historie o zagładach, nowych porządkach :-), a "Antipolis" nęci mnie treścią i okładką. Wabi mnie historią i zalotnie uśmiecha się z biurka, pośród innych książek. Hmm..., to Ci dopiero bałamutna pozycja ;-)


2. Stefan Türschmid, Mrok i mgła. Stalin i Sonia Buriagina - historia niezwykła, wyd. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015. 

Leningrad, listopad 1934 R. Siedemnastoletnia Sonia Buriagina własnie zostaje przyjęta w poczet kandydatów do partii. Wychowana na komunistycznych ideałach, wierzy w nieomylność towarzysza Stalina. Jest przy tym piękna i zdolna, jej przyszłość rysuje się więc w jasnych barwach. Jednak jej życie wkrótce zmieni się w koszmar.
Śmierć narzeczonego, aresztowanie rodziców, wybuch wojny, blokada Leningradu, wyjazd do Murmańska - to wszystko pozwoli jej zrozumieć, że system, w który tak wierzyła, to najgorsza rzecz, jaka ją może spotkać. 
Moskwa, styczeń 1934 R. Józef Stalin po raz kolejny zostaje wybrany na sekretarza generalnego partii. W tym momencie jego władza, i tak ogromna, staje się absolutna. Od tej pory nikt nie może czuć się bezpiecznie: jedno słowo dyktatora wystarczy, aby stracić życie, a wczorajszy przyjaciel jutro może się stać największym wrogiem.
Ślepa wiara, rozczarowanie, zakazana miłość, oblężony Leningrad, okropności wojny, wreszcie ucieczka do wolności - to wszystko splata się z historią, tą prawdziwą, niekłamaną, która przejmuje do szpiku kości i każe wciąż na nowo stawiać pytanie: Jak to w ogóle było możliwe?"

O "Mroku i mgle" czytałam chyba same pozytywne komentarze. Zaciekawił mnie ogromnie nie tylko klimat książki, osadzenie w mrocznych czasach stalinizmu, ale fakt, że właśnie na tym tle zarysowana zostaje również opowieść o miłości.

3. Agnieszka Olejnik, Dziewczyna z porcelany, wyd. Czwarta Strona, Poznań 2015.

"Światem Michała rządzą pieniądze i piękne kobiety. Rozchwytywany fotograf, przebojowy student informatyki i model. Jeden telefon sprawia, że Michał musi natychmiast dojrzeć: porzucić swoje beztroskie studenckie życie, wyprowadzić się z dużego miasta i przenieść w rodzinne strony, by zaopiekować się młodszym bratem.
Zuzanna, nauczycielka języka rosyjskiego i rozwódka, jest sąsiadką Michała i opiekunką jego młodszego brata. Kompletnie nie pasuje do jego wyobrażenia atrakcyjnej kobiety. Z czasem chłopak dostrzega jej niezwykłe włosy oraz porcelanową cerę. Zuzanna zaczyna go fascynować. Okazuje się jednak, że samo uczucie nie wystarczy, aby zbudować trwałą relację."

Kolejna pozycja, która mnie zaczarowała. Cóż kobietą jestem i książki o miłości nie są mi obce ;-) i uwielbiam czytać i sprawdzać, jak autorzy przedstawiają ten nieśmiertelny temat :-).

4. Jørn Lier Horst, Psy gończe, przeł. Milena Skoczko, wyd. Smak Słowa, Sopot 2015.

"William Wisting zostaje zawieszony w czynnościach w związku z podejrzeniem o fabrykowanie dowodów w głośnej sprawie zabójstwa Cecilii Linde. Teraz, 17 lat później, wychodzi na jaw, że dowody, na podstawie których skazano sprawcę zostały sfałszowane. Media wietrzą sensację.
Przez wszystkie lata służby w policji Wisting tropił przestępców. Teraz sam jest przynętą i musi jak najszybciej ustalić, potajemnie i na własną rękę, kto z jego współpracowników sfabrykował materiał dowodowy, i co tak naprawdę wydarzyło się 17 lat temu. Jak zawsze może liczyć na córkę, Line, która jest dziennikarką, ale pomoc przychodzi również z zupełnie nieoczekiwanej strony. Nagle porwana zostaje kolejna młoda dziewczyna. Zaczyna się dramatyczny wyścig z czasem."

Lubię kryminały, a ten wzbudził entuzjazm i uwagę wielu. Ciekawi mnie czy spodoba mi się bardziej niż książki Charlotte Link czy Camilli Läckberg.

5. Nicole R. Dickson, Irlandzki sweter, przeł. Joanna Bogunia, Dawid Juraszek, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2011.

"Młoda archeolożka Rebecca Moray wraz z córeczką Rowan przybywa na wyspę u zachodnich wybrzeży Irlandii.
Zamierza poznać tradycję niezwykłych swetrów powstających w tej nadmorskiej społeczności i znaczenie poszczególnych splotów, z których każdy opowiada inną historię - o miłości, nadziei i stracie. Rebecca nie wie jeszcze, że właśnie wśród mieszkańców małej wioski rybackiej - także za sprawą pewnego rudowłosego muzyka - odzyska radość życia.
Tymczasem Rowan uparcie szuka przyjaźni Seana, ponurego starego rybaka, choć on za wszelką cenę próbuje zniechęcić do siebie dziewczynkę. Rebecca powoli zaczyna się domyślać tajemnicy, jaka skrywa mężczyzna. Czy oboje zdołają zapomnieć o przeszłości i zdobyć się na wybaczenie?"

Rzadko zdarza mi się kupować typowo babskie książki. Tu jednak uwiodły mnie trzy słowa ciepło, czułość, Irlandia <3 To wystarczyło, bym przygarnęła tę książkę :-)

6. Rupert Isaacson, Opowieść ojca przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu, przeł. Joanna Bogunia, Dawid Juraszek, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2010. 

"Gdy u kilkuletniego Rowana wykryto autyzm, jego ojciec Rupert - dziennikarz i autor książek podróżniczych - postanowił, że nie podda się bez walki. Długo próbował różnych forma terapii, jednak bez skutku. Pewnego dnia przypadkiem odkrył, że jego syn nawiązuje wyjątkową więź ze zwierzętami. Wtedy postanowił zrealizować szalony plan - zabrać dziecko do krainy szamanów, nieskażonej przyrody i stad dzikich koni - Mongolii. A po powrocie opisał tę niezwykłą podróż."

Pamiętam, że kiedyś słyszałam o tej książce i byłam jej ciekawa, więc gdy znalazłam ją na Targach za jedyne 10 zł, wiedziałam, że musi być moja :-). Bo najbardziej niesamowite rzeczy robimy w prawdziwym życiu, jeśli tylko zdobędziemy się na odwagę. 

7. Jaume Cabré, Jaśnie pan, przeł. Anna Sawicka, wyd. Marginesy, Warszawa 2015.

"Barcelona, koniec 1799 roku. W pokoju hotelowym zostaje znaleziona śpiewaczka, słowik z Orleanu, z podciętym gardłem i przebitym sercem. Oskarżenie pada na młodziutkiego poetę, który spędził w jej pokoju namiętne chwile, ostatnie w jej życiu. 
Ciąg niefortunnych wydarzeń splecie ze sobą losy poety z losami wszechwładnego sędziego Massó, prezesa Trybunału Królewskiego w Barcelonie, człowieka ogarniętego obsesją władzy, zafascynowanego astronomią, a także, na nieszczęście dla siebie, urodą młodych kobiet."

Jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza powieść katalońskiego pisarza. Klimatycznie, intrygująco, wspaniale :-) ...
oby...

8. Anna Herbich, Dziewczyny z Syberii. Prawdziwe historie. wyd. Znak, Kraków 2015.

"Stefanię kryminaliści z łagru przegrali w karty dwa razy - przeżyła dzięki przyjaciółce.
Natalia stanęła w obronie bitej kobiety - za karę miała umrzeć w lodowatym karcerze.
Alinę deportowano jako jedyną z całej rodziny - trafiła do łagru dla dzieci. Miała dziesięć lat.
Tragedia każdej z nich zaczęła się podobnie: walenie kolbami w drzwi, parę chwil na spakowanie rzeczy, rozpacz, wagony bydlęce. Tysiące kilometrów podróży w nieznane. Na Syberii czekały je niewolnicza praca, walka o życie swoje i bliskich, głód, choroby i straszliwe mrozy. Siła charakteru, więzi rodzinne, wiara, a czasem niespodziewana łagrowa miłość pozwoliły kobietom przetrwać na nieludzkiej ziemi. Doświadczyły niewyobrażalnego cierpienia, jednak nic nie było w stanie ich pokonać."

Po spotkaniu w Sybiraczkami, które niezwykle mnie poruszyło nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie sięgnąć po tę książkę. Pełną dramatów, ale i nadziei. Życia, o którym mamy nikłe pojęcie, a o którym naprawdę warto wiedzieć!

9. Neil Gaiman, Nigdziebądź, przeł. Paulina Braiter, wyd. MAG, Warszawa 2014.

"Richard Mayhew prowadzi życie podobne do życia każdego z nas - pracuje w londyńskiej firmie i ma piękną narzeczoną Jessicę, z którą planuje wspólną przyszłość. Wszystko to zmienia się diametralnie, gdy pewnego dnia znajduje na ulicy zakrwawioną dziewczynę o imieniu Drzwi. Udziela jej pomocy, co zaważy znacznie na jego życiu - od tego momentu stanie się mieszkańcem fantastycznego świata Londynu Pod, leżącego w kanałach i podziemnych przejściach Londynu Nad. Richard i Drzwi ścigani przez okrutnych morderców Pana Croupa i Pana Vandemara, z pomocą tajemniczej Łowczyni i jeszcze bardziej tajemniczego Markiza de Carabas, będą musieli odnaleźć legendarnego anioła Islingtona, który jako jedyny może im pomóc - Richardowi wrócić do jego świata Londynu Nad, a Drzwi odkryć sekret związany z tragiczną śmiercią całej jej rodziny..."

Ciekawi mnie tak książka, czy będzie w niej trochę baśniowo? Podobno znajdę humor i całkiem ciekawą historię ;-)

To na tyle moich zakupów prosto z WTK :-) 


wtorek, 19 maja 2015

Spacer Wśród Słów w Krainie Czarów czyli Słów kilka o Warszawskich Targach Książki

Wszystko, co dobre szybko się kończy. Ale chwile spędzone na Warszawskich Targach Książki, były naprawdę miłe. Pomijam fakt, że od takiej ilości książek można po prostu zwariować ze szczęścia, wydać całe oszczędności życia i nadal chcieć więcej ;-).
A poważniej, miałam okazję poznać nowe wydawnictwa, o istnieniu niektórych nie miałam bladego pojęcia ;-) spokojnie zobaczyć na żywo, co w trawie piszczy i poznać ciekawych ludzi. Oczywiście nie obyło się bez akcji i Ty zostaniesz wielbłądem ;-), ale po kolei.



Warszawa przywitała mnie słoneczną pogodą :-) i masą literackiego szczęścia. Cudowne książki, ciekawe spotkania, niespodzianki. Żałuję, że nie mogłam być wszędzie i nie pojawiłam się wcześniej, ale to, co najważniejsze udało mi się zrealizować. Wędrując od jednego stoiska do drugiego, mogłam zapoznać się z nowościami wydawniczymi i literaturą wydaną wcześniej. Najchętniej wyniosłabym pół targów albo i całe, ale musiałam zachować stoicki spokój, franciszkańską ascezę i ograniczyć się do tego, co mogę kupić. Ale jak ktoś chce mi dosłać coś, co niestety nie trafiło w moje łapki, przyjmę książki z otwartymi ramionami. Ciepły dom pełen miłości zapewniony :D.






Po pierwsze, żeby kupować książki, trzeba je mieć w czym nosić. Panie z Książka w Mieście uraczyły mnie świetnym kubkiem, bo jakby nie było oddaje on istotę rzeczy i jak mawiał poeta tym razem "język giętki wypowiedział wszystko, co pomyślała głowa". Yes, I am a book nerd :D przyznaję się bez bicia. 
Kiedy już miałam zestaw wielbłąda ;) żeby nieść w nim moje nowe zdobycze z klasą, wówczas rzuciłam się na książki!!! Wynik powyżej, choć to i tak bardzo ascetyczna wersja, musiałam się powstrzymywać, żeby nie wynieść więcej ;)




Poza bieganiem byłam na kilku spotkaniach, które dały mi wiele radości i wywołały masę emocji :-). 

Tak jak pisałam do Warszawy przybyłam w doborowym towarzystwie "Wieży milczenia" Remigiusza Mroza, więc nie mogło zabraknąć mnie na spotkaniu z Nim. W końcu jakby nie było to Autor, którego darzę przeogromną sympatią <3 A w kolejce zamrozowanych spotkałam Roberta z Wspieraj Kulturę, dziękuję Ci za miłą rozmowę :)








Cóż mogę powiedzieć? Zacytuję Anitę, Remigiusz Mróz rozpiernicza system :D. Byłam ciekawa tego spotkania i cóż mi rzec wypada? Spotkałam nie tylko świetnego pisarza, ale i niesamowicie miłego, otwartego, uśmiechniętego, ciekawego (oj, lukru coraz więcej, ale ja jakby ktoś nie zauważył BARDZO lubię ludzi, a niektórych bardziej niż bardzo ;-) to tak dla ścisłości) i mogłabym tak bez końca, człowieka. No tak jestem zamrozowana doszczętnie, totalnie, po uszy i ogromnie cieszy mnie to spotkanie :) 




Po zamrozowaniu się :) biegiem na spotkanie z Panią Anną Herbich i Sybiraczkami. Przyznam szczerze, że jestem pod ogromnym wrażeniem Pań, które opowiadały o swoich losach, o tym jak było ciężko, jak wyglądało życie, jakie wartości liczyły się wówczas, co robiły, by przetrwać. Pojawiły się łzy wzruszenia i ogromna wdzięczność, dla Autorki, że spisała historie tych niezwykłych kobiet i dla Pań, które zechciały się podzielić z innymi swoimi wspomnieniami. Nie podejrzewałam, że tak bardzo mnie to poruszy i wniesie kolejne przemyślenia do mojego życia.









Jak burza wpadłam w niedzielę na spotkanie z Panią Olgą Tokarczuk :) i dziękuję uprzejmie wszystkim, którzy pozwolili mi na to zdjęcie :)


















Na koniec tego krótkiego podsumowania bardzo miła niespodzianka. Załapałam się rzutem na taśmę na spotkanie niezwykle ciepłego człowieka :) O "Antipolis" czytałam niedługo przed targami. O książce, która mnie nęci swoim widokiem jeszcze nic nie powiem, ale jestem pod wrażeniem Autora, niezwykle sympatycznego i tworzącego świetne dedykacje :) bardzo miło było Pana poznać :) i cieszę się z tego spotkania. 









A jako bonus stwierdzenie mojej kochanej Siostry, co do mojego stylu życia:

NO FOOD NO SLEEP ONLY BOOKS :D 

i jak tu się nie zgodzić? ;) no dobra, czekolada musi być ;)

czwartek, 7 maja 2015

Kolejni mieszkańcy mojego literackiego świata :-)


Na początek, książki które kupiłam w kwietniu, w promocji w Empiku 3 książki w cenie 2. 







Walter Moers, Miasto Śniących Książek, przeł. Katarzyna Bena, wyd. Dolnośląskie, Poznań 2014.

"Tak, opowiem wam o miejscu, gdzie czytanie może doprowadzić do szaleństwa, gdzie książki mogą zranić, otruć, a nawet zabić. Tylko ci, którzy naprawdę gotowi są na takie niebezpieczeństwa, ci, którzy chcą zaryzykować własne życie, aby stać się częścią mojej opowieści, powinni podążyć za mną. Wszystkim pozostałym gratuluję tchórzliwej, ale w gruncie rzeczy rozsądnej decyzji o rezygnacji z lektury. Wszystkiego dobrego, baby! Życzę wam długiego i śmiertelnie nudnego życia i macham wam tym zdaniem na pożegnanie!" - Dużo słyszałam o tej książce i były to naprawdę dobre zdania, więc nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się za lekturę, zwłaszcza że jest pełna literackich odniesień!!! Czyli to, co tygryski lubią najbardziej :D


Jojo Moyes, Razem będzie lepiej, tłum. Nina Dierżawska, wyd. Między słowami, Kraków 2015.

"Na miejscu Jess każdy miałby dosyć. Pracy na dwa etaty, chodzenia przez cały rok w jednej parze dżinsów, kupowania najtańszych jogurtów w promocji w supermarkecie i wybaczania byłemu mężowi, że nie płaci alimentów.
Jess jednak nie należy do kobiet, które łatwo się poddają. Mogłaby nosić koszulkę z napisem "Damy sobie radę". Kiedy okazuje się, że jej córka ma szansę na zdobycie stypendium w wymarzonej szkole, gotowa jest ruszyć na drugi koniec kraju, zabierając ze sobą:
1. jednego trudnego nastolatka,
2. jedną wybitnie uzdolnioną dziewczynkę z chorobą lokomocyjną,
3. jednego kudłatego psa o wielkim sercu oraz
4. przypadkowo spotkanego mężczyznę na życiowym zakręcie, który w krytycznym momencie wyciąga do nich pomocną dłoń. 
Czy wspólna podróż pokaże im, że... razem będzie lepiej?" - Książka Jojo Moyes była reklamowana jako jedna z najbardziej optymistycznych i pozytywnych książek. Czy tak będzie? Muszę się przekonać :-)

Jonas Jonasson, Analfabetka która potrafiła liczyć, przeł. Bratumiła Pawłowska-Pettersson wyd. W.A.B, Warszawa 2015.

"Międzynarodowa polityka, skomplikowane zagadki matematyczno-filozoficzne, los chińskich emigrantów, falsyfikowanie starożytnych dzieł sztuki, stały kontakt z bombą atomową oraz ludzie, którzy teoretycznie nie istnieją, pomimo że można z nimi porozmawiać i ich dotknąć - to tylko część tego, co stało się codziennością Nombeko, dziewczyny, która chciała tylko pokonać drogę od mycia latryn i analfabetyzmu do zatopienia się w zasobach biblioteki." - Podobno w książkach Jonasson'a albo się zakochasz albo nie będziesz go czytać. Ciekawe, jak będzie ze mną...


A teraz moje zdobycze majowe :-). Wszystkim, którzy obdarowali mnie książką (Monika - Pusheen + "Służąca" to świetny pakiet :*, Piotrek - wielkie dzięki, wstrzeliłeś się idealnie w mój gust, bo "Sekretne życie pszczół" chodzi za mną od dłuższego czasu :-), podziękowania również dla kilku innych osób, które pozostaną anonimowe), przyczyniając się tym do rozwoju mojego bloga, serdeczne podziękowania :*, jesteście kochani!!! Jako bonus, cudny, pluszowy Pusheen, któremu muszę wymyślić imię ;-) A zatem, co do mnie przyszło.



Tara Conklin, Służąca, przeł. Justyna i Sławomir Studniarz, wyd. Świat Książki, Warszawa 2015.

"Lina Sparrow, młoda i ambitna prawniczka zatrudniona w znanej kancelarii na Manhattanie, otrzymuje zadanie, które może ją wywindować na szczyty palestry: ma przygotować zbiorowy pozew o wielomilionowe odszkodowania dla potomków amerykańskich niewolników.
Podczas zbierania materiałów, Lina natrafia na ślad Lu Anne Bell, XIX-wiecznej malarki. Czy jej obrazy mogły być dziełem ciemnoskórej służącej, siedemnastoletniej Josephine? Jej potomek byłby idealnym powodem w procesie. Lina postanawia dowiedzieć się czegoś więcej na temat losów młodej służącej i odkrywa kolejne sekrety, dotyczące również jej własnej rodziny..." - Ciekawi mnie niezmiernie ta powieść. Klimat Stanów z czasów niewolnictwa, pokazywanie tego, jak człowiek traktuje drugiego człowieka kierując się kolorem jego skóry, wielkie posiadłości..., będzie cudowne zaczytanie :-)

Matthew Quick, Niezbędnik obserwatorów gwiazd, tłum. Joanna Dziubińska, wyd. Otwarte, Kraków 2013.

"Witajcie w Bellmont, gdzie rządzą czarne gangi oraz irlandzka mafia (zależy od dzielnicy) i gdzie mieszka Finley. Jego dziadek nie ma obu nóg, ojciec pracuje na nocną zmianę, a matka zginęła w okolicznościach, o których nikt nie chce mówić. Finley też nie chce mówić - odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Woli grać w koszykówkę. Jedyną osobą, która rozumie Finleya, jest jego dziewczyna Erin. Oboje co wieczór spotykają się na dachu jego domu, patrzą w gwiazdy i marzą o tym, aby wydostać się z piekła, jakim jest Bellmont. Pewnego dnia trener Finleya prosi go o dziwną przysługę...
Podobnie jak w "Poradniku pozytywnego myślenia" bohaterowie tej historii w nietypowy sposób muszą zwalczyć przeciwności losu, zanim w końcu odnajdą szczęście." - Finley wzbudził moją ciekawość. Jak potoczy się historia? Jak wygląda związek kogoś bardzo skrytego i zamkniętego w sobie? Coś czuję, że "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" może stać się jedną z tych historii, które zaczarują mnie i zatrzymają na dłużej. Oby...

Sue Monk Kidd, Sekretne życie pszczół, przeł. Andrzej Szulc, wyd. Wydawnictwo Literackie, Warszawa 2015.

"Kilkunastolenia Lily jest wychowywana przez chłodnego i agresywnego ojca. W dodatku żyje w poczuciu winy, podejrzewając, że w dzieciństwie przyczyniła się do śmierci matki.
Jej los odmienia się jednak, gdy w poszukiwaniu akceptacji i ciepła ucieknie z domu. W miasteczku Tiburon w Karolinie Południowej - u boku trzech czarnoskórych kobiet pracujących jako pszczelarki, niepospolitych i mądrych - znajdzie prawdziwą rodzinę. A może także miłość swego życia...
Budująca, urocza opowieść o sile kobiecej przyjaźni i solidarności, tęsknocie za wewnętrznym spokojem. Pachnie miodem, mrożoną herbatą i rozgrzaną słońcem kwiecistą pasieką. A nawet kiedy żądli boleśnie - bo Ameryka lat 60. XX wieku naznaczona jest rasizmem i bezmyślnym okrucieństwem - w końcu wyciąga z nas najlepsze emocje, oczyszcza i daje ukojenie." - Ta książka miała poczekać na swoją kolej, ale chyba się nie powstrzymam i pójdzie na tapetę, jako pierwsza :-)

Lois Lowry, Posłaniec, przeł. Paulina Braitner, wyd. Galeria Książki, Kraków 2015.

"Odkąd Matty przybył do Wioski, z niesfornego chłopca wyrósł na odpowiedzialnego młodzieńca. Tylko on jeden umie bez szwanku przedrzeć się przez śmiertelnie groźne pułapki Lasu, przenosząc wiadomości.
Kiedy do ich świata przenika złowieszcza moc, zatruwając niezgodą i gniewem dotąd pogodnych mieszkańców, Wioska zamyka granice przed nowymi przybyszami. Matty musi raz jeszcze stawić czoło Lasowi, by dotrzeć do córki ślepego jasnowidza i przyprowadzić ją bezpiecznie do domu. 
Nie tylko Wioska się zmieniła. Choć Matty wiele razy wędrował po Lesie, teraz odkrywa, że znalazł się w złowrogim, bezlitosnym miejscu, gdzie nawet jemu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. By utrzymać przy życiu siebie i Kirę, Matty musi zapanować nad budzącą się w nim niezwykłą mocą, której nie potrafi nazwać ani odrzucić. Ów tajemniczy dar może okazać się jedynym ratunkiem dla wszystkich."- Kolejny tom cyklu "Dawca". Każdy z nich opowiada o nieco innym aspekcie tajemniczego świata, który warto poznać.

Sigge Eklund, W głąb Labiryntu, przeł. Bogumiła Ratajczak, wyd. PWN, Warszawa 2015.

"Pewnego majowego dnia, kiedy rodzice wychodzą na kolację do okolicznej restauracji, jedenastoletnia Magdalena Horn znika z domu.
Kto jest zamieszany w zaginięcie dziewczynki? Asa? Matka, zapracowana psycholożka, robiąca wszystko, by odnaleźć córkę (włącznie z próbami duchowego porozumienia się z potencjalnym porywaczem), a jednocześnie próbująca odbudować więź łączącą ją niegdyś z mężem. 
Martin? Ojciec, poważany wydawca, niewierny mąż, podejrzewany przez policję o porwanie własnego dziecka.
Tom? Bliski przyjaciel i podwładny Martina, desperacko zabiegający o względy szefa.
Katja? Był dziewczyna Toma, pielęgniarka szkolna, która nie może uwolnić się od sekretów z dzieciństwa.
Sigge Eklund dopuszcza do głosu tylko tę czwórkę postaci - z ich narracji wyłania się przerażająca, mroczna, misternie skonstruowana opowieść o wzajemnej nieufności, nadmiernych ambicjach i braku zrozumienia, które doprowadzają do zniknięcia bezradnej dziewczynki." - Przyznam, że nie słyszałam o tym autorze. Okładka zrobiła na mnie większe wrażenie na żywo niż na zdjęciu. Właściwie to do sięgnięcia po nią skłoniły mnie dwie rzeczy, cierpię na niedosyt kryminałów (cóż, jak przez lata omijało się je szerokim łukiem, teraz głód jest wielki) oraz fakt prowadzenia narracji z kilku punktów widzenia. Zastanawiam się, jaki będzie wynik mojego spotkania z twórczością Sigge Eklund'a.

Marcin Jakimowicz, Antywirus, wyd. Niecałe, Bytom 2015.

"To moja najbardziej osobista książka. Rodzaj dziennika. Opowiadam o uzdrowieniu, które wydarłem, o tym, jak zostałem przeczołgany przez kryzysy, o gwałtownikach szturmujących niebo. O bezczelnych ludziach, którzy podchodzą do Boga poza kolejnością. O śmieciach, które Bóg podnosi, by je ucałować. O mądralach, którzy muszą stać się dziećmi, by wejść do królestwa. O ogniu Ducha i łasce, którą Bóg obficie wylewa na współczesny Kościół. O uwielbieniu w ciemno jako antywirusie i firewallu skutecznie blokującym przekleństwo tego świata. O tym, że jestem zdolny. Do wszystkiego." - Książki Marcina Jakimowicza kupuję w ciemno, bo są świetne i szczere. Uwielbiam jego styl pisania i absolutnie żadnego zbędnego patosu, wszystko przedstawione w odpowiednim świetle, po prostu znakomicie!






Katarzyna Bonda, Florystka, wyd. Muza, Warszawa 2015.

"Hubert Meyer podczas jednego ze śledztw popełnił istotny błąd, określając profil podejrzanego, dlatego zdecydował się porzucić pracę w policji. Stary przyjaciel prosi go jednak o pomoc w przesłuchaniu młodej kobiety w związku z zaginięciem jej dziewięcioletniej córki. Policjanci próbują łączyć tę sprawę z bestialskim zabójstwem jedenastoletniego Amadeusza, którego matka jest szanowaną w mieście florystką. Okazuje się, że była ona ostatnią osobą, która widziała Zosię żywą. Florystka początkowo pomaga w poszukiwaniach, ale gdy ciało dziecka zostaje odnalezione na tym samym cmentarzu, gdzie pochowano Amadeusza, staje się główną podejrzaną." - Już od dłuższego czasu miałam ochotę na "Florystkę" i sprawdzenie, czy Pani Bonda jest mistrzynią polskiego kryminału.

Walter Moers, Labirynt śniących książek, przeł. Katarzyna Bena, wyd. Dolnośląskie, Poznań 2014.

"Wiele wskazywało na to, że skoro Księgogród został doszczętnie zniszczony, nigdy więcej nie będzie nam dane wrócić do Miasta Śniących Książek. Tak też wydawało się Hildegunstowi Rzeźbiarzowi Mitów, który dwieście lat po katastrofie jest największym pisarzem Camonii i pławiąc się w luksusie, odpoczywa w Twierdzy Smoków. Pewnego dnia otrzymuje jednak tajemniczy list, który skłania go do powrotu do Księgogrodu.
Jeśli nie brak Wam odwagi, wyruszycie z Rzeźbiarzem Mitów. Dajcie się wciągnąć w wir przygód. Poznajcie librinautów, lalalistów, Lalacircus Maximus, maestra Korodiaka... Jeśli uda się Wam przeżyć, nie będziecie żałować!" - Skoro mam "Miasto Śniących Książek", nie mogłam oprzeć się pokusie i nie zaopatrzyć się w kolejną książkę o Księgogrodzie, która mam nadzieję będzie tak samo dobra, jak poprzednia.

Pierre Choderlos De Laclos, Niebezpieczne związki, przeł. Tadeusz Żeleński-Boy, Oxford Educationa, Warszawa 2008.

"Powieść "Niebezpieczne związki" ukazuje obraz życia francuskiej arystokracji z końca XVIII wieku. Flirty, intrygi i miłosne gierki nadawały mu niepowtarzalny smak. Opisana w książce historia daleko wykracza poza ramy niewinnej zabawy i prowadzi do tragicznego finału. Sprzedawczynią wszelkiego zła jest piękna markiza de Merteuil. Chcąc się zemścić za urażoną ambicję i lekceważenie jej uczuć, snuje sieć intryg, w którą wpadają kolejne osoby." - O tej książce dowiedziałam się z Wielkiego Buka. Olga zaciekawiła mnie na tyle, że postanowiłam po nią sięgnąć :-).

*Wszystkie cytaty pochodzą z okładek książek.

Jeśli któraś książka Was zainteresowała, zostawcie komentarz :-)

środa, 6 maja 2015

Tajemnica Tobiasa - Veronica Roth "Cztery"


"W serdeczności znalazłbym akceptację, której pragnąłem przez całe życie, i może z czasem zyskałbym wewnętrzny spokój, poczułbym się dobrze sam ze sobą. (...) Są zbyt doskonałe [osoby z serdeczności - przypisek ja :-) ], zbyt dobre, żeby ktoś taki jak ja miał wstępować w ich szeregi powodowany złością i strachem. (...) Wiem, co się dzieje podczas inicjacji w Prawości. (...) Musiałbym wyjawić każdą swoją tajemnicę, choćbym miał wyrwać ją z siebie siłą. Aby wstąpić do Prawości, trzeba odsłonić się do żywego. Nie mogę tego zrobić. (...) Uczę się wystarczająco szybko, żeby wstąpić do tej frakcji [Erudycji - przypisek - ja], ale znam też siebie wystarczająco dobrze - jestem zbyt wybuchowy i podchodzę do wszystkiego zbyt emocjonalnie, aby odnaleźć się w takim miejscu. Tylko bym się tam dusił, a przecież pragnę wolności, a nie kolejnego więzienia. (...) Prawda jest taka, że chcę, aby mój wybór wbił ojcu nóż w serce, żeby zadał mu jak największy ból, żeby przysporzył mu wstydu, żeby go rozczarował". - s. 38-41


   
Lubię czytać dystopie, nawet bardzo. Brakuje mi jednak często wyjaśnienia, jak doszło do wykształcenia się świata, w który zostaje wrzucony czytelnik. Owszem są skąpe informacje o tym, że była wojna czy katastrofa, a potem ci którzy przeżyli zbudowali taki ustrój, by zapewnić przetrwanie. Tylko wówczas nasuwają mi się pytania, ale na jakiej zasadzie, skąd ten pomysł i przekonanie, że jest to najlepsze rozwiązanie? A może za dużo chcę wiedzieć i się czepiam? Sięgając po "Cztery" Veronicy Roth miałam nadzieję, że uzyskam pewne odpowiedzi, w końcu to początek cyklu, opis tego, co działo się przed akcją trylogii "Niezgodna". Jak było...?

   Tobias Eaton żyje w społeczeństwie podzielonym na frakcje. Każdy obywatel ma w nim swoje miejsce, którego nie może zmienić. Do 16 roku życia dzieci uczą się żyć w grupie, z której wywodzą się rodzice, następnie zaś przechodzą test predyspozycji, który ma wskazać im ich miejsce w świecie. Mogą oczywiście wybrać inaczej niż wskazuje na to wynik, w zasadzie to jedyny wolny wybór jaki mają. Potem zgodnie z zasadą "frakcja ponad krew" żyją w wybranym przez siebie miejscu bez możliwości powrotu do rodzinnej frakcji. Jeśli się nie dostosują, nie będą przydatni dla społeczeństwa zostaną bezfrakcyjni - co jest synonimem wyrzutków skazanych na pozostawienie samym sobie i nieakceptowanych przez system. Mamy zatem 5 frakcji, do których należą: Altruiści - ubrani na szaro, zawsze usłużni obywatele, którzy są odpowiedzialni za rządzenie. Ich cechami są bezinteresowność, uczynność, pokora. Unikają luster, schodzą innym z drogi i generalnie uważają się za najniższych. Jedynie oni starają się troszczyć o bezfrakcyjnych. Kolejną grupą są Erudyci czyli inteligencja, która zajmuje się gromadzeniem wiedzy, wynalazkami, komputerami i wszystkim, co wiąże się z nauką. Serdeczni - najkrócej rzecz ujmując rolnicy uprawiający owoce, warzywa, zboża, odpowiedzialni za żywność. Prawi - frakcja odpowiedzialna za wymiar sprawiedliwości i prawo. Na końcu Nieustraszeni chroniący pozostałe frakcje przed niebezpieczeństwami i odpowiedzialni za zachowanie porządku, coś jak nasza policja i wojsko w jednym. 

   Główny bohater jest synem przywódcy Altruizmu - Marcusa, który wcale nie jest taki święty jak powinien być. Czytając "Cztery" ciężko uwierzyć, że na czele pokornych, cichych i odrzucających nawet patrzenie na swoje odbicie w lustrze ludzi uchował się człowiek znęcający się nad własnym dzieckiem. Prawda jednak jest taka, że od lat Tobias jest ofiarą przemocy, dlatego stara się angażować w wolontariat i unikać kontaktu z ojcem. Dzień wyboru frakcji jest dla niego przełomowy. Po raz pierwszy zastraszony chłopak postanawia sprzeciwić się swojemu ojcu i kierowany pragnieniem ucieczki oraz zemsty opuszcza rodzinną frakcję. Wybiera Nieustraszoność, w której co dziwne pomimo swoich lęków całkiem nieźle się odnajduje. Choć całkiem słusznie nazywany jest Sztywniakiem dzięki instruktorowi Amarowi dostaje nowe imię, przestaje tak bardzo stronić od ludzi i zadomawia się we frakcji. Nie można jednak powiedzieć, że życie Cztery jest usłane różami. Lęk przed odkryciem jego tożsamości, niespodziewane spotkanie z dawno niewidzianą osobą, walka o jak najlepsze wyniki a w końcu zmaganie się z Ericem o kształt szkoleń dla nowicjuszy to tematy poruszane na kartach książki. Nie mogło oczywiście zabraknąć intrygi, którą można poznać również na kartach "Niezgodnej". Jak potoczy się los Cztery? Cóż, prequell nie da na to odpowiedzi, ponieważ nierozerwalnie związany jest z trylogią pani Roth. Jedna trzecia książki to historia związana z Tris, ale ukazana z perspektywy jej szkoleniowca.

   Przyznam, że "Cztery" czytało mi się całkiem nieźle, akcja idzie do przodu, tekst jest prosty, nie ma w nim głębszej filozofii, ot książka pozwalająca się zrelaksować po męczącym dniu. Takie są oczywiście potrzebne, ale young adult kierowany do nastoletnich czytelników powinien nieść ze sobą jakieś większe przesłanie. Owszem, pojawiają się na kartach pytania i dylematy, jak postąpić, co zrobić, ale wydaje mi się, że mogłyby być lepiej rozpisane. Tobias musi podejmować decyzje, ale często nie wydają się one przemyślane. Sam wybór Nieustraszoności jest dość nietypowy. Dla Serdecznych jest za porywczy, Prawi za wiele chcą wiedzieć, Erudyci nie pasują spokojem, w Altruizmie absolutnie nie ma zamiaru pozostać, więc zostaje jedynie Nieustraszoność, której wybór wydaje się czystym szaleństwem w przypadku chłopaka, który drży ze strachu przed własnym ojcem. Jednak udaje mu się zaaklimatyzować i to z bardzo dobrym skutkiem. Niezdecydowanie bohatera jest czasami drażniące, bo inteligencji nie można mu odmówić. Tobias bywa porywczy, czemu nie trudno się dziwić po latach pochylania głowy i tłumienia w sobie emocji. Z jednej strony pracuje nad sobą, z drugiej nawet po dwóch latach obawia się ojca, od którego jest znacznie silniejszy. Rozumiem szkody, jakie Marcus wyrządził w jego psychice, ale po licznych treningach i symulacjach strachu choć raz powinien w teście spróbować pokonać widmo przeszłości. Pilnie śledzi spisek, który zauważył, walczy o to by w Nieustraszoności było dobrze. Brak mu jednak determinacji, by podejmować bardziej konkretne i wpływowe decyzje. W stosunku zaś do kobiet zachowuje się jak niedoświadczony i zadziwiony stanem rzeczy chłopiec. 

   Nie czytałam "Niezgodnej", którą często porównywano z "Igrzyskami śmierci". Jeśli trylogia jest podobna do "Cztery", to śmiało mogę nie zgodzić się z opinią, że jest ona lepsza od cyklu Suzanne Collins. Narracja prowadzona z perspektywy głównego bohatera oraz przystępna akcja sprawiają, że książkę czyta się całkiem dobrze. Brak tu jednak pogłębionego portretu psychologicznego, rozwinięcia pewnych tematów, wiele spraw jest spłaszczonych, potraktowanych dość pobieżnie. Dodatkowo język nie jest zbyt lotny, w porównaniu z innymi dystopiami, które czytałam wypada dość blado. Słowem, ciekawy temat i potencjał, jednak trochę zmarnowany. Owszem "Cztery" to książka, która spodoba się młodszym czytelnikom, ale jak dla mnie powinna zawierać w sobie więcej, w końcu jakby nie było od tego typu literatury oczekuje się konkretnego poziomu, dylematów, rozterek, trudnych decyzji. 


Veronica Roth, Cztery, przeł. Marta Czub, wyd. I, wyd. Amber, Warszawa 2014.

niedziela, 3 maja 2015

O kraju skrajności - Paulina Wilk "Lalki w ogniu. Opowieści z Indii"



"Bywa, że cieszący się dobrym zdrowiem Hindusi figurują w dokumentach jako zmarli i latami próbują przed sądem dowieść swojego istnienia, aby założyć w domu licznik prądu albo kupić bilet miesięczny. Za to zmarli są według dokumentów żywi i ze swych emerytur utrzymują całe rodziny"  - s. 10 

   Kiedy myślę o Indiach pierwsze, co przychodzi mi do głowy to kolory i zapachy. Wielobarwność strojów, dużo biżuterii, którą noszą na sobie kobiety. Silna woń przeróżnych przypraw, ostre jedzenie, dużo warzyw, wszystko mieniące się kolorami, spokój. Do tego filmy z Bollywood, w których każdy zna układ choreograficzny, nawet jeśli tańczą go z bohaterami przypadkowi przechodnie. Historie długie, pełne muzyki, wschodniego klimatu, delikatności oraz pewnej kiczowatości. 

   Kiedy więc w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki, do którego należę dostałam do przeczytania "Lalki w ogniu", ucieszyłam się po pierwsze dlatego, że rzadko mam okazję czytać reportaże, po drugie ponieważ zawsze można dowiedzieć się czegoś nowego, choć powiem szczerze to, co wyczytałam przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Zmieniłam swój pogląd, zobaczyłam szerszą perspektywę. Nie tylko piękne Indie, słynące z feerii smaków, zapachów i barw, wschodniego skupienia czy pięknych budowli. Nie, takie Indie widać w filmach, folderach turystycznych, ale nie u Pauliny Wilk. Tutaj odnajdujemy obraz prawdziwego życia, tego które w kuszących reklamach jest przemilczane, a które drastycznie uderza przybywających. Widzimy Indie, o których istnieniu wolelibyśmy nie wiedzieć...

   Świat, w którym toaleta to szczyt luksusu, w którym mycie się odbywa na ulicy, gdzie ludzie śpią i pracują w tym samym miejscu. Wszechobecna bieda, a właściwie ubóstwo. Codzienna walka o przetrwanie. Lejący się z nieba żar, który zdaje się nie ustawać, nawet w nocy. Spragnieni polepszenia warunków bytowania Hindusi. Społeczeństwo kastowe, w którym mimo zniesienia podziałów nadal istnieją niepisane zasady i mury społeczno-obyczajowe. Wielkie bogactwo i dojmująca nędza a pomiędzy nimi wiatr. Nieliczna klasa średnia istniejąca jedynie w niektórych miejscach kraju. Emigranci kurczowo trzymający się tradycji i rozsiani po całym świecie. Planowane małżeństwa, związki które są nauką życia z obcą osobą a nie dopełnieniem miłości, istniejącej w głośnych filmach. Kraj paradoksów, władzy o wielu martwych i niezrozumiałych prawach, które mają zamanifestować jej siłę. Miejsce, w którym kobieta bywa niczym, gdyż można na niej wyładować swoje frustracje, można ją zabić, jeśli nie wniesie do rodziny oczekiwanego majątku. Miejsce zaginięcia niezliczonej rzeszy dziewczynek, traktowania ich jako ciężaru obarczonego koniecznością wydania posagu. A jednocześnie ziemia, w której kobieta z wyższych sfer może pracować i osiągnąć sukces. Beznadziejny los wdów, mordowanie kobiet w cichym przyzwoleniu. To wszystko i wiele więcej składa się na obraz państwa pełnego sprzeczności ukazanego na kartach książki.

"W indyjskiej populacji jest wielka dziura - brakuje milionów dziewczynek. Znikają codziennie, w tajemnicy, hipokryzji i kłamstwie. Na wsiach są różne sposoby: podaje się im trujący miąższ oleandrów, koktajl z pestycydów, opium albo surowy ryż, który uszkadza delikatne narządy. Dziewczynki są duszone, zakopywane żywcem, wrzucane do studni. A czasem po prostu zostawiane samym sobie, by umarły z głodu". - s. 13

   Wszechogarniający brud i smród unoszący się z fekaliów, które leżą nie tylko wzdłuż torów kolejowych, ale wylewają się z zamkniętych i zapchanych toalet kontrastuje z zapachem przypraw. Nadpalanie i wrzucanie zwłok do rzek narusza ich czystość. Kolorowe ubrania, mające nadać najuboższym nieco nadziei w pozbawionym otuchy świecie są jedynymi promieniami słońca biedoty. Nachalny handel to wynik niekończącej się, codziennej walki o przetrwanie, gdyż każdy klient to szansa na życie. Religijność i medytacja, której szukają przyjezdni ściera się z komercjalizacją życia i pośpiechem. Gwar, krzyki, prawdziwy bazar w podziemiach świątyń dziwi i nie przystaje do obrazu kontemplacji, której spodziewają się turyści. Wszechobecny pęd i ogólnikowe stwierdzenia wielu przewodników są na porządku dziennym. Podobnie jak analfabetyzm. Nauka jest tylko dla wybrańców. Inni z zazdrością patrzą na dzieci w mundurkach, którym szkoła zapewni przepustkę do lepszego życia, choć większe szanse mają na nie mężczyźni. Dla niektórych dziewczynek rozkwit kobiecości będzie często pożegnaniem z placówką. Astrologia i numerologia rządzą krajem. Wszystko musi być zgodne z wolą gwiazd bez względu na to, jaka by ona nie była. Zastane prawa i tradycja trwająca nieprzerwanie od tysięcy lat mieszają się z nowoczesnością, dążeniem do zagranicznych standardów, które nieśmiało torują sobie drogę ginąc jednak gdzieś w odmętach obyczajowości. Tak odmalowuje Indie autorka.

Z kart "Lalek w ogniu" wyłania się obraz, którego nie znajdzie się na okładkach czasopism turystycznych czy w przewodnikach. Obraz który poraża. Reportaż Pauliny Wilk jest prawdziwy, szczery do bólu i niezwykle sugestywny, gdyż niemal czuje się upał, odór ekskrementów, zmęczenie ciągłym zaczepianiem, niedowierzanie obcym i pozbawionym dla Europejczyków zrozumienia praktykom. To historia, która wywraca sielankowe myślenie o baśniowej krainie ze Wschodu, a jednocześnie pokazuje wielką pomysłowość i przedsiębiorczość jej mieszkańców i niekończącą się siłę w walce o przeżycie. Przyznam, że choć napisana bardzo ciekawie i przystępnie, sprawiła mi nieraz trudności, gdyż ciężko uwierzyć w pewne rzeczy, przyjąć je, pogodzić się z nimi, gdy znany medialny obraz tak bardzo odbiega od tego, co prezentowane  jest na kartach. Trzeba jednak zaznaczyć, że reportażystka ukazała głównie właśnie ten przykry i trudny wycinek życia, głównie najuboższych, tych których jest najwięcej, o których warunkach bytowania zachód ma bardzo nikłe pojęcie.

Wszystkim lubującym się w reportażach, spragnionym podróży i pragnącym dowiedzieć się czegoś więcej na temat baśniowej krainy z Bollywoodzkich filmów gorąco polecam. 

Paulina Wilk, Lalki w ogniu. Opowieści z Indii, wyd. Carta Blanca (Grupa Wydawnicza PWN), wyd. I, Warszawa 2011.