czwartek, 19 marca 2015

Przepracować żałobę – Lutgard van Heuckelom „Dziękuję Ci, Miriam” – cz. 2



„Teraz jest lato, ale nie czuję słońca.
(…)
Lecz mnie jest zimno.
Czuję, jak od kostek nóg
W górę mego ciała powoli
Pełznie drażniąca mgła.
Wymykasz mi się.” – s. 15


   Kolejna książka autorki „Listów do Miriam” opowiada o wydarzeniach po śmierci dziewczyny. Mija trzy miesiące od kiedy odeszła. Matka i ojciec pogrążeni są w żałobie. On pracuje i zapewne w obowiązkach udaje mu się znaleźć zapomnienie, oderwać myśli od tragedii, która go spotkała. Ona spędza całe dnie w domu nie mając pojęcia, która godzina. Jak sama wyznaje, wszystko spowija lodowata mgła. Myśli o córce nie odchodzą. Cały świat nie ma znaczenia, jest tylko ból, zimno i ciemność. 
   Nie pomagają nieśmiałe próby nawiązania kontaktu, które podejmuje mąż. Dzieci znów są gdzieś na dalszym planie, niemal niedostrzegalne. Jest opustoszały pokój, koty i poczucie straty, bezsensu, ogarniający i niemal paniczny lęk przed światem i życiem. Depresja pogłębia się i sprawia, że nie widać już niczego poza mrokiem. 
   Sytuację zmienia dopiero wyjazd. Wraz z oddalaniem się od domu, przejechanymi kilometrami zmniejsza się mgła otaczająca bohaterkę. Ponownie zaczyna ona nawiązywać relacje z małżonkiem. Odkrywa również, że znów umie się modlić. Podróż przynosi częściowe ukojenie. Lutgarda zaczyna rozumieć, że aby wrócić do życia, musi przejść jeszcze raz przez okres żałoby. Powtórzyć wszystko, co udało się jej stłumić, co obezwładniło ją i nie pozwala stanąć na nogi. Wyznacza więc plan działania i konfrontuje się ze wspomnieniami, bólem, strachem, żalem. Uczy się płakać, przeżywa na nowo wiele sytuacji, by w końcu dojść do przekonania, że nie można przywoływać jedynie złych chwil, gdyż istniało wiele dobrych. Tak zaczyna się powrót autorki do życia. 
   Inna forma, pisanego krótkimi zdaniami monologu, dogłębne wnikanie we własne przeżycia, bardziej stonowany styl wypowiedzi, sprawił, że „Dziękuję Ci, Miriam” czytało mi się dużo lepiej niż pierwszą część. Chociaż jest to ogromnie emocjonalna książka, na pewno jest „lżejsza” niż „Listy do Miriam”. Choć obie z nich są bardziej tekstami do przeżycia, niż zwykłą literaturą piękną. 



Lutgard van Heuckelom, Dziękuję Ci, Miriam, tłum. Irena Zajączkowska, Wyd. Polwen Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2007.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz