sobota, 14 marca 2015

Nie tylko małe jest piękne – Wanda Szymanowska „Lardżelka”







„Sprzedawczyni zmierzyła mnie pogardliwie od stóp do głów. Muszę przyznać, że była wyjątkowo ładna i zgrabna, wobec tego miała prawo mnie tak potraktować. 
Poczułam się jak śmieć albo nawet worek wypełniony po brzegi śmieciami. Chciałam się zapaść pod ziemię wbrew prawom fizyki albo zniknąć bez śladu pomiędzy wieszakami.” – s. 12



   Jeśli nie wyglądasz jak z okładek czasopism, nie masz szans na szczęście. Nie poznasz miłości swojego życia, ani żadnego faceta. W pracy nie masz, co marzyć o podwyżce i dobrym kontakcie z innymi. Twoje zdanie nie jest słyszane a pomysłów nikt nie dostrzeże. W sklepie, choć nie ma już takich problemów jak kiedyś i tak można nabawić się depresji, bo te najładniejsze ciuchy nie pasują. Wszędzie ludzie się na ciebie gapią i potępiają, myślą, mową, czynem. Nie masz prawa do szacunku. Ludzie mogą traktować cię jak im się żywnie podoba, a ty pozwalasz na to i przyznajesz im rację. Tak mniej więcej myśli Zosia, główna bohaterka nowej książki Wandy Szymanowskiej. 
   Ta sympatyczna, choć nieco pesymistyczna w odbiorze świata kobieta zmaga się z problemem otyłości. Życie jej nie rozpieszcza. Ma częsty u osób z nadwagą kompleks niższości. Brakuje jej pewności siebie, przebojowości, umiejętności postawienia na swoim. Godzi się z paskudnym traktowaniem przez swojego chłopaka, którego za bohaterką mogłabym nazwać „małpą zieloną”, nie ma odwagi przeciwstawić się przeciwnościom losu i w milczeniu przyjmuje kolejne przykrości i ciosy, jakie zadają jej inni, bo przecież można ranić grubasa. A jak stwierdza Zofia, to właśnie puszyści mają najcieńszą skórę. Następnie zajada wszelkie smutki czy nawet radości i błędne koło się zamyka. Pewnego dnia jednak wredna uwaga Andrzeja przelewa czarę goryczy i powoduje wielkie zmiany w życiu bohaterki. Kobieta postanawia schudnąć, by poczuć się lepiej psychicznie i fizycznie. Zaczyna od samodzielnych prób, potem szuka cudownych pigułek, by w końcu trafić do ośrodka odchudzającego „Lardżelka”.
   To właśnie tam rozpoczyna swoje boje z tuszą. Poznaje Sławka, sympatycznego kuracjusza, który podobnie jak ona zmaga się ze swoją wagą. Codzienne ćwiczenia, nauka zdrowego żywienia, kurs stylizacji, przemeblowanie myślenia o sobie, wszystko to pokazuje Zosi nieco inną stronę życia. Nie jest łatwo, ale nikt nie zapewniał, że będzie. Mija turnus i trzeba rozpocząć walkę w samotności, ale od czego ma się przyjaciół? Wydaje się, że wraz ze spadkiem wagi, z każdym ubywającym kilogramem do bohaterki uśmiecha się los. Jak skończy się jej bój o wymarzoną figurę i jak potoczą jej losy, nie zdradzę. Powiem tylko, że od tego jak siebie widzimy zależy również to, jak postrzegają nas inni. 
   „Lardżelka” wciągnęła mnie przede wszystkim dzięki Zosi, która choć czasami za dużo narzeka na życie i jest stereotypowym grubaskiem mającym o sobie paskudne zdanie, to ma w sobie siłę, umie trzymać się podjętych decyzji i jest przyjacielską i serdeczną osobą. Bywa naiwna, bo szczerze mówiąc trudno mi uwierzyć, że na tej planecie jest ktoś, kto nie ma pojęcia co to efekt jo-jo, BMI czy choćby nie wie, że dietę zaczynamy od sprawdzenia kaloryczności produktów a problemy z podjadaniem to kwestia bardziej psychiki niż fizyczności. Coś mnie jednak urzekło w tym niedoinformowaniu bohaterki, bo było ono w jakiś sposób rozbrajające. Czasem miałam trochę dość pesymistycznego podkreślania wrogo nastawionego do otyłych świata, choć nie powiem, że tak nie bywa i byłam ciekawa innych przygód bohaterki, niż tylko zmagania się z wagą, ale „Lardżelkę” czytało mi się miło. Zosia chwytała za serce otwartością, szczerością i dobrem oraz radością z poczynionych postępów i zdumieniem nad wieloma rzeczami, co sprawiło, że wybaczałam jej długie odnośniki jedzeniowe ;-). Kolejnymi postaciami, które polubiłam są Iwona i Irena. Powiem szczerze, że każdy chciałby mieć takich przyjaciół, zawsze gotowych wspomóc w potrzebie i rozumiejących nas nieraz bez słów. Takich, którzy bywają lekiem na całe zło świata i potrafią przegnać nawet najciemniejsze chmury. 
   Choć wobec hurraoptymizmu, który pojawia się na kartach jestem nieco sceptyczna, bo trudno mi uwierzyć, że nagle wszystko zaczyna się układać lepiej niż dobrze, to muszę przyznać, że zmiany w wyglądzie i zachowaniu pomagają i ułatwiają życie. A Zosia choć zaskoczona przemianą, uczy się walczyć o swoje. Ciepłe i lekkie przedstawienie współczesnego problemu, zdobywający naszą uwagę i życzliwość bohaterowie i nieco humoru, to wszystko składa się na krótką i przyjemną w odbiorze historię, która obfituje w jedzenie, skoki na skakance i przekonanie, że pewności siebie można się nauczyć. Wanda Szymanowska pokazuje, że otoczenie reaguje na nasze pojmowanie własnej osoby. To jak traktujemy i odbieramy siebie, wysyła sygnał do innych, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Po lekturze czułam niedosyt. Zabrakło mi szerszego rozwinięcia historii, pokazania innych, równie ciekawych aspektów życia i głębszego portretu psychologicznego postaci. Chętnie poznałabym lepiej Iwonę, Irenę, Sławka i Klausa i ich historie. Szkoda, że są to dość schematycznie przedstawieni bohaterowie, choć ważni dla Zofii. Miło byłoby poczytać o rodzących się relacjach i ich wspólnych przygodach. 
   Sam pomysł pisania o bardzo życiowym problemie i propagowanie w literaturze zdrowego stylu życia językiem lekkim, nieraz okraszonym humorem wydał mi się ciekawy. Choć książka Wandy Szymanowskiej przypominała mi czasami poradnik, spędziłam z nią miłe chwile i powiem szczerze, że dowiedziałam się kilku nowych rzeczy i mam ochotę wypróbować niektóre dania z powieści. Pewnie zabrzmi to trochę dydaktycznie, ale poniekąd sama lektura taka jest, mam nadzieję, że opowieść o Zosi da czytelnikom do myślenia. Uzmysłowi im, że warto prowadzić zdrowy tryb życia, czy że zgubienie nadmiernej wagi zawsze jest możliwe oraz zwróci uwagę na postawę względem drugiego człowieka, jaki by nie był. Inny, nie znaczy gorszy. Podsumowując, „Lardżelka”, to dobra, lekka książka na letnie jak i zimowe dni, która pozwala zarówno wypocząć jak i skłania do refleksji na pewne tematy. 



Wanda Szymanowska, Lardżelka, Wydawnictwo Literackie Białe Pióro, wyd. I, Warszawa 2015.



Za książkę bardzo dziękuję Autorce, Pani Wandzie Szymanowskiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz