wtorek, 2 grudnia 2014

Miłość ponad śmierć – John Green „Gwiazd naszych wina”


„Ale nawet wówczas bolało. Ból był ciągle obecny, wciągał mnie do wewnątrz, domagając się, bym go czuła. Miałam wrażenie, że budzę się z tego bólu tylko wtedy, gdy coś w świecie zewnętrznym nagle wymaga mojej uwagi lub komentarza.”




   Choroba potrafi pozbawić człowieka wszystkiego – siły fizycznej, duchowej, marzeń, perspektyw na coś dobrego w życiu, bo jest swoistym wyścigiem z czasem. Każdy autor podejmujący temat, przedstawia walkę bohaterów z dolegliwościami nieco inaczej, ale pewne elementy pozostają wspólne. Bez względu na to, jaki silny i wspaniały nie byłby bohater, nigdy nie uniknie on cierpienia, samotności, nieraz bezsilności, buntu i pragnienia posiadania jeszcze odrobiny czasu na spełnienie marzeń.
    Ciężko pisać o tej książce nie popadając w banały, nie powtarzając kolejnych recenzji, których jest mnóstwo, bo kto nie zna „Gwiazdy naszych wina”? Ale staję do walki ;-).
   Hazel Grace jest inteligentną, oczytaną, ale przede wszystkim bardzo ironiczną osobą, która uważa, że większość zachowań i odczuć jest efektem ubocznym umierania, a nie raka na którego choruje. Cóż trzeba przyznać, że umieranie jest efektem końcowym tego wrednego paskudztwa, które tak skutecznie zaatakowało jej płuca, że nie może poruszać się bez butli tlenowej ani spać bez podłączenia do specjalnej aparatury. Poza chodzeniem do college’u oraz uczęszczaniem na spotkania grupy wsparcia, które raczej nastrajają ją pesymistycznie bohaterka całe dnie spędza w domu na czytaniu książek i oglądaniu telewizji. Dziewczyna wydaje się zrezygnowana, nie czeka na nic dobrego, unika spotkań z rówieśnikami, od których oddaliła się przez chorobę. Izolowanie się sprawia, że nie potrafi ona podtrzymać relacji, które poluzowały się przez lata i są podszyte niezręcznością ze względu na jej raka. Hazen raz po raz czyta „Cios udręki” niejakiego Petera van Houtena, człowieka który zdaje się rozumieć ją jak nikt inny. 
     Wszystko zmienia się jednak w dniu, w którym poznaje Augustusa Watersa, przystojnego, dobrze zbudowanego byłego koszykarza, który wywinął się chorobie, choć ta odebrała mu nogę. Pomimo ironicznego podejścia do życia bohaterka zyskuje sympatię chłopaka, z którym zaczyna ją łączyć nie tylko fascynacja „Ciosem losu”, ale również głębsze uczucie. Dodajmy do tego przyjaciela Augustusa, Isaaca który musi się zmagać z postępującą chorobą i swoją dziewczyną i mamy świat, w którym problemy wyglądają nieco inaczej niż zazwyczaj. 
  Zaskoczyli mnie bohaterowie książki Johna Green’a. Dobrze skontrastowany z Hazel Augustus, chłopak pełen optymizmu, spokoju, zapału i pragnienia życia. Inteligentny, uwielbiający metafory i świat, tworzy z nią ciekawą parę i ożywia ten związek. To właśnie kogoś takiego potrzebuje bohaterka, by wyjść ze swojej skorupy i przestać lękać się, że zrani ludzi dookoła. Spodobała mi się również kreacja Isaaca, który choć odgrywa pośrednią rolę, ze swoimi wzlotami i upadkami jest bardzo realną postacią. 
    „Gwiazd naszych wina” jest książką przyjemną w czytaniu. Język nie jest trudny, a górnolotnych przemyśleń nie ma tak wiele. Kiedy pojawiają się w formie myśli i tekstów autora „Ciosu udręki” wszystko jest w porządku, kiedy jednak czytam niepasujące do tak młodych bohaterów wypowiedzi, jestem nieco zbita z tropu. Rozumiem, że chore dzieci i nastolatki szybciej dojrzewają, ale albo Hazel i Augustus są bardzo wyjątkowymi postaciami, albo autor jednak trochę przesadził, choć biorąc pod uwagę fakt, że dziewczyna tyle razy czytała dzieło van Houtena, że przesiąkła jego klimatem to może jenak bez problemu wypowiadała się w podobnym stylu. Czegoś mi jednak zabrakło w książce. Niby mamy w niej miłość (i tu nawet nie chodzi o to, że autorzy przyzwyczaili nas do fajerwerków) ale żyje ona nieco poza bohaterami. Mało o niej wiemy i to właśnie słaby punkt lektury. Obserwujemy losy bohaterów, ale wszystko dzieje się bardzo schematycznie i ascetycznie, choć pewne wydarzenia bardzo mi się podobały, jak choćby wiele mówiąca scena niszczenia pucharów.
   Myślę, że choć ostrożnie je zarysowując, autor poruszył ważne kwestie. Pokazał czego może bać się chora osoba i dlaczego nieraz z własnej woli rezygnuje z prawdziwego życia. Związek między dwojgiem chorych jest z jednej strony łatwiejszy, z drugiej strony trudniejszy niż relacja zdrowy-chory. Ciężko odmalować lęki, wątpliwości, sprzeczności, jakie targają osobą obarczoną takim bagażem, jakim jest nieuleczalna choroba, ale na przykładzie Hazel John Green pokazuje, że zawsze warto kochać, próbować i nie rezygnować z niczego, bo nie wiadomo jak potoczy się nasze życie. 
    „Gwiazd naszych wina” to ciepła książka o relacji, która zrodziła się niespodziewanie i wywróciła do góry nogami poukładane życie Hazel i pozwoliła Augustusowi na przeżycie wielkiego uczucia. To w końcu książka o tym, czym choroba jest dla chorych, ich rodzin i przyjaciół. 


John Green, Gwiazd naszych wina, przeł. Magda Białoń-Chalecka, wyd. Bukowy las, Wrocław 2013.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz