piątek, 28 listopada 2014

W pogoni za Kosogłosem

   

 Czekałam na ten film z mieszanymi uczuciami. Przez książkę trudno było mi przebrnąć. Jakoś brakowało mi werwy bohaterki, choć nie powinno nikogo dziwić, że zachowywała się i miała tak a nie inaczej. Po tym, co przeszła i tak świetnie, że nie sfiksowała i kompletnie nie odpłynęła w szaleństwie. Czytelnik mógł jednak mieć pewien niedosyt, bo przyzwyczajony do twardego charakteru Katniss nagle spotkał się z kimś całkiem innym. Nie było to może kompletne zaskoczenie, bo już druga część zapowiadała zmiany w psychice bohaterki, ale jednak... Autorka postawiła wszystkich przed czymś, co zaskoczyło, a przynajmniej nieco zbiło z tropu odbiorców przyzwyczajonych, że nieważne ile razy bohater oberwał, otrzepywał się i szedł dalej, coś jak w książce, którą czytała Hazel z "Gwiazd naszych wina". To oczywiście pół żartem, pół serio, ale jakaś prawda tkwi w tym, że wielu bohaterów pozostaje w pewien sposób niewzruszonych, niezłomnych, czy inaczej mówiąc, przeżywają wszystko dopiero po zakończeniu akcji. Miałam więc nadzieję, że film będzie dla mnie milszy w odbiorze i nie zawiodłam się. Pozwolił mi on łaskawiej spojrzeć na książkę i lepiej ją zrozumieć.
      Może zacznę od muzyki, która bardzo mi się podobała. Przyznam, że nie jest jej dużo, przynajmniej jak na mój gust, ale powiem szczerze, że począwszy od "Igrzysk Śmierci" podoba mi się, to co tworzy tło, klimat i cały muzyczny świat ekranizacji. Po głowie ciągle mi chodzi "Drzewo wisielców" i melodia kosogłosa. Wszystko przemyślane i świetnie wkomponowane w wydarzenia.
      Myślę, że o aktorach nie muszę mówić. Kto oglądał wcześniejsze części, już wyrobił sobie zdanie. Napomknę, że podoba mi się, iż Jennifer Lawrence, która jest naprawdę piękną kobietą w filmie przypomina Katniss, jest po prostu zwykłą dziewczyną, nie olśniewająco piękną, ale taką zwykłą z Dystryktu 12. O prezydencie Snow i Haymitch'u nie muszę wspominać, bo ci aktorzy są genialnie dobrani do swoich ról. Pozwolę sobie zwrócić uwagę na nową postać, mianowicie prezydent Coin, którą gra Julianne Moore. Myślę, że bardzo dobrze wcieliła się w swoją rolę, surowej i oszczędnej w słowach bohaterki, która powiem szczerze nie budzi sympatii. Co ciekawe, oglądając film ciężko było mi uwierzyć, że prezydent ma pasemka, a przynajmniej tak odbieram te jaśniejsze pasma przy twarzy. W końcu to niemal szaleństwo w takim miejscu jak Dystrykt 13, w którym reżim wojskowy i jednolitość to chleb powszedni. 
      No i tu dochodzimy do świata stworzonego przez filmowców. Bardzo ciekawie wyglądająca 13, choć powiem, że podczas czytania jakoś bardziej wyobrażałam ją sobie jako część podziemnych grot i skał, a tutaj znalazłam świat pod ziemią (nie wiem, może za dużo "Hobbita" się naoglądałam ;-) albo moja imaginacja poszła w inną stronę), który jest całkowicie zbudowany od a do z. Skojarzyło mi się to w budynkami DRESZCZ-u z "Więźnia labiryntu". Powiem jednak, że kontrast pomiędzy światem zewnętrznym a 13 jest ogromny i dało się to odczuć. Jedną z najmocniejszych scen, były dla mnie odwiedziny Katniss w jej rodzinnym dystrykcie i to, co tam zastała...
     Powiem szczerze, że na ekranie łatwiej było mi odbierać budzące się powstanie. Patrząc na ludzi, którzy szli na pewną śmierć w imię wolności i zmiany przyszłości swoich dzieci oraz tych, którzy zdołają przetrwać chyba głębiej zrozumiałam przesłanie "Kosogłosa". Myślę, że czytając go teraz, całkiem inaczej odbiorę tę książkę. Z jednej strony dlatego, że sporo czasu minęło od jej lektury, z drugiej dlatego, że łatwiej pewne rzeczy pojąć, jeśli się je widzi. A niezłomność mieszkańców dystryktów, ich pragnienie wyrwania się spod niewoli Kapitolu były mocno podkreślone, choć powiem szczerze, że sam wątek buntów można było jeszcze bardziej rozbudować, co moim zdaniem wzbogaciłoby film. Ważną rzeczą jest także to, jak reżyser ukazał sposób, w jaki Coin i Plutarch manipulowali główną bohaterką, by zrealizować swoje cele, nawet jeśli były one usprawiedliwione i słuszne.
       Moja VIP-owska wizyta w kinie (bo miałam całą salę tylko dla siebie :D) była bardzo udana i żal było wychodzić ze świadomością, że na ostatnią część trzeba będzie czekać rok... "Kosogłosa" mogę śmiało polecić każdemu. To bardzo dobry film, który wzbudza emocje. 
Na koniec ciekawostka. Panem nie odpuściło nawet kotu Katniss i go przefarbowało, ich macki są wszędzie a bezwzględność nie zna granic ;-). Tak swoją drogą, ciekawe, kto odpowiada za wtopę z kotem ;-) no chyba, że bomby z Panem są jakoś tak zmodyfikowane, że kotu zmienił kod genetyczny ;-).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz