czwartek, 20 listopada 2014

Nie kupuję tego – Eben Alexander „Dowód. Prawdziwa historia neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył Niebo”



"Miejsce, w którym się znalazłem, było jak najbardziej realne. Realne do tego stopnia, że to raczej życie na ziemi, do którego wróciłem, powinienem uznać za sen".




     O tej książce słyszałam wiele dobrych a nawet bardzo dobrych opinii, więc byłam ogromnie ucieszona i ciekawa, gdy w końcu udało mi się ją dorwać w moje ręce. Zaczęłam czytać i…
  Wizje zaświatów zawsze interesowały ludzi a „Dowód” reklamowany jest jako obraz drugiego świata, jakiego jeszcze nie było. Dokument, który opisuje życie po śmierci inaczej niż znane publikacje. Książka tym bardziej powinna przekonywać, ponieważ autor jest człowiekiem nauki, który niegdyś kierował się jedynie faktami i naukowymi tłumaczeniami zaistniałych zjawisk, a nie wiarą w cuda i interwencję sił wyższych.
    Wszystko zmieniło się od czasu jego choroby. W 2008 roku znalazł się w szpitalu na skutek bakteryjnego zapalenia opon mózgowych wywołanego przez pałeczkę okrężnicy. Jego stan nie tylko był fatalny, ale sukcesywnie się pogarszał. Przerażona rodzina nieustannie czuwała przy nim podczas gdy on zgłębiał tajniki zaświatów. 
       Na początku trafił do dziwnej „krainy widzianej z perspektywy dżdżownicy”, której opis sprawił, że przyznaję, stanowczo nie chciałabym się tam znaleźć za żadne skarby świata, bo najnormalniej w świecie bym zwariowała. Opis tego miejsca wywoływał we mnie niepokój i jakoś kojarzył mi się z malarskimi wizjami piekła. Stamtąd Eben Alexander trafił do Tunelu a w końcu do Jądra, będącego centrum poznania wszystkiego. Podczas swoich wędrówek napotkał boga, którego ochrzcił imieniem Om i piękną dziewczynę z którą przemieszczał się na motylu o barwnych skrzydłach. Samo istnienie w tym niezwykłym miejscu było zgoła inne od ziemskiego. Odbieranie rzeczywistości było intensywniejsze, a sposób poznawania bardziej dogłębny, prostszy. Autor przyznaje, że czuł się częścią wszechświata, był z nim zintegrowany, a wszędzie otaczała go miłość i akceptacja. Wizyty w jądrze sprawiały, że zgłębiał wiedzę, jakiej nigdy nie osiągnąłby na ziemi. 
       Poza wizją zaświatów mamy w książce także opis zdarzeń w szpitalu. Autor relacjonuje zachowanie rodziny i znajomych, którzy nie odstępują go krok i swoją miłością, próbują przywrócić do świata żywych. Zdarzenia te przeplatają się z diagnozami medycznymi. Eben Alexander z jednej strony analizuje swój przypadek bardzo rzetelnie, podchodzi do tego z rezerwą, jaka towarzyszyła mu podczas spotkań z pacjentami, którzy mówili mu o wierze i cudach, z drugiej zaś przedstawia swoją historię, by zaświadczyć o istnieniu zaświatów. Zdaje sobie sprawę, że znacznie łatwiej przyjdzie mu przekonanie czytelników i zwykłych ludzi, niż lekarzy, którzy będą mówić o halucynacjach i efektach związanych z postępującą chorobą. Jednak sam przyznaje, że jego misją jest świadczenie o istnieniu lepszego świata. 
     „Dowód” ogromnie mnie rozczarował. Po opisie z okładki miałam nieposkromiony apetyt na książkę, która po prostu wbije mnie w fotel, ukaże mi coś wspaniałego, przez co nie będę w stanie długo do siebie dojść. Tymczasem dostałam opis jakiegoś dziwnego miejsca, które wcale mnie nie zachwyciło ani nie porwało i powiem szczerze, że już wolę wszelkie opowieści o ogrodach niż dość niesprecyzowaną wizję zaświatów z krainami widzianymi z perspektywy dżdżownicy, jądrem i innymi dziwami. Jasne jest, że autor broni się, że niemożliwością jest opisanie w ułomnym i ograniczonym języku wspaniałości, z jakimi miał styczność, ale kompletnie nie przekonuje mnie dość mętna wizja drugiej strony. Odniosłam wrażenie, że jest to podrasowana wersja opisów życia po śmierci, powstała z połączenia różnych wierzeń i relacji tych, którzy doświadczyli śmierci klinicznej. Dziwi mnie, że sama idea boga jest niesamowicie rozmyta i bezosobowa, a przecież to doświadczenie istoty wyższej i wiara skłoniły lekarza do przedstawienia swojej historii.
       Powiem szczerze, że czytanie „Dowodu” nie było dla mnie żadnym przeżyciem. Nie była to też interesująca lektura. Czytałam ją z nadzieją, że w końcu pojawi się coś niezwykłego, ale niestety to były daremne oczekiwania. Prosty język opowieści oraz zrozumiałe i rzetelne przedstawienie faktów medycznych to niewątpliwe zalety tej książki, ale obawiam się, że jedyne. Jeśli kogoś interesują takie tematy i ma trochę czasu może sięgnąć po dzieło Eben’a Alexandra, ale nie radzę nastawiać się na spełnienie obietnic z okładki. Jak dla mnie ta książka to „wiele hałasu o nic”. Tak najkrócej mogłabym podsumować moje spotkanie z „Dowodem”


Eben Alexander, Dowód. Prawdziwa historia neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył Niebo, tłum. Rafał Śmietana, wyd. Znak, Kraków 2013.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz