środa, 16 lipca 2014

Pustosłowie – Orhan Pamuk „Nowe życie”


„Czym jest miłość?
Miłość to poświęcenie. Miłość to przyczyna sama w sobie. Miłość to zrozumienie. Miłość to muzyka. Miłość i szlachetne serce to jedno. Miłość to poezja smutku. Miłość to spoglądanie w lustro kruchej duszy. Miłość mija. Miłość to niemówienie nigdy, że się żałuje. Miłość to stawanie się kryształem. Miłość to dawanie. Miłość to dzielenie się gumą do żucia. Z miłością nigdy nic nie wiadomo. Miłość to puste słowo. Miłość to połączenie z Bogiem. Miłość to cierpienie. Miłość to spotkanie twarzą w twarz z aniołem. Miłość to łzy. Miłość to czekanie na telefon. Miłość to cały świat. Miłość to trzymanie się w kinie za ręce. Miłość to upojenie. Miłość to potwór. Miłość to ślepota. Miłość to słuchanie głosu serca. Miłość to święta cisza. O miłości śpiewa się piosenki. Miłość dobrze robi na cerę”.


     Pewnie będę odżegnywana od czci i wiary po tym, co tu napiszę, jednak jak powiadają, o gustach się nie dyskutuje, a każdy ma prawo do własnego zdania. Powiem szczerze, że ta książka mnie intrygowała. Kiedyś czytałam słowa na obwolucie i spodziewałam się, że jak w końcu będzie czas po nią sięgnąć, okaże się to strzałem w dziesiątkę. Tymczasem lotka nie musnęła nawet tarczy. Czytając historię o książce, która odmieniła ludzie życie, spodziewałam się czegoś niezwykłego, a otrzymałam, no cóż…, ciężko mi określić co…

        Po nobliście, którego dzieła naprawdę zyskują dobre recenzje spodziewałam się o wiele więcej. Mój apetyt podsyciły jeszcze opinie zamieszczone na okładce, więc czekałam na prawdziwą ucztę literacką. Dumna, że spotkam się z wysokim stylem pisania, ciekawą historią, która nie pozwala się oderwać od książki, zasiadłam do czytania… Jak wielkie było moje rozczarowanie, zrozumie ten, kto przeżył już coś takiego. Powiem szczerze, mało jest książek, które kompletnie mi się nie podobają. Uważam, że zawsze można znaleźć coś, co choć w nikłym stopniu obroni lekturę. Owszem, są wielkie dzieła i zwykłe przyjemne i sympatyczne czytadła, wszystkie potrzebne, gdyż te pierwsze uczą czytelnika myślenia, pozostawiają ślad w jego duszy i wzbogacają go, drugie umilają czas, pozwalają oderwać się od smutku, zmęczenia, codziennego zabiegania, po prostu zapewniają miły odpoczynek. Są jednak książki, które jakoś nie wpisują się ani w jedną ani drugą grupę. Należą one do niechlubnego gatunku, który męczy się do końca, bo człowiek ma nadzieję, że może coś sprawi, że zmieni swoje pierwsze zdanie.

     W przypadku „Nowego życia” tak jednak nie było. Książka, choć momentami czytała mi się nieco lżej, została zmęczona w dość długim okresie czasu. Owszem, bez bicia przyznaję się, że nie zrozumiałam wielu odwołań, bo jakby nie było kultura wschodu pozostaje jednak dla mnie czymś obcym, ale czytałam już rzeczy, które właśnie poprzez swoje niejasności skłaniały mnie do zapoznania się konkretnymi zagadnieniami. Tymczasem w przypadku dzieła Pamuka, czasami nie wiedziałam nawet, czego mam szukać, choć nie miałam na to najmniejszej ochoty.

       W zasadzie historię można bardzo łatwo streścić. Otóż w ręce bohatera trafia pewnego dnia książka, która zmieniła życie wielu ludzi. W zasadzie można powiedzieć, tak nimi zawładnęła, że rzucili wszystko, wyruszając na poszukiwanie świata w niej przedstawionego, świata, którego tak naprawdę nie ma, jak uważa chłopak Canan. Osman postanawia zatem wyruszyć w drogę razem z Canan, dziewczyną, która zawładnęła jego sercem. Tajemnicze rozmowy, spiskowe teorie, podróże od miasta do miasta, drogami, na których nietrudno o wypadek i śmierć, radzenie sobie z nieodwzajemnioną miłością, to wszystko serwuje nam autor. Powiem szczerze, że lubię powieści drogi, gdyż pokazują nie tylko zmieniający się świat, ale przede wszystkim przemianę bohatera. Tutaj jednak wszystko plącze się i rozmywa. Niekiedy nie wiadomo, o co chodzi, ani co tak naprawdę ma w sobie książka, że ogłupia ludzi, którzy w bezrefleksyjny sposób porzucają wszystko i wyruszają w podróż, zapominając o całym swoim doczesnym życiu. Czasami miałam wrażenie, że zaciera się granica między jawą a snem. Owszem klimat miejsc, do których podróżują bohaterowie jest oddany w całkiem przystępny i ciekawy sposób, ale całość jest tak męcząca, że mnie Pamuk zniechęcił do czytania „Nowego życia” tak bardzo, jak tylko można.

     Owszem mogłabym pobawić się w wyszukiwanie relacji z innymi dziełami, co ogromnie lubię, wpisanie dzieła w jakiś szereg. Mogłabym zrobić wiele rzeczy, jednak powiem szczerze, że ta historia nie wzbudziła mojego zainteresowania, nie zawładnęła mną, nie zmusiła do wysiłku, nie wniosła nic istotnego. Stała się dla mnie jak zamieszczony na początku cytat, zbiorem różnych myśli, luźno połączonych, nie zawsze w najlepszy sposób. Całości dopełniło trywialne wyjaśnienie pochodzenia książki, które zburzyło cała aurę tajemniczości, tak misternie budowaną przez autora. 


Orhan Pamuk, Nowe życie, przeł. Anna Polat, wyd. literackie, wyd. I, Kraków 2008.

2 komentarze:

  1. Stanowczo po tę książkę nie sięgnę. Zniechęciłaś mnie niedobra Ty! :D

    Czytając Twoją recenzję przypomniał mi się film - Księga ocalenia. Obejrzyj koniecznie: http://www.filmweb.pl/film/Ksi%C4%99ga+ocalenia-2010-450356#

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, niedobra ja ;-)
      Księgę ocalenia, oglądałam, ciekawy film, ale dziękuję za propozycję :-)

      Usuń