niedziela, 13 lipca 2014

Gdy świat umiera - Cormac McCarthy „Droga”



     Przez pogrążony w zimnie, szarości i popiele świat wędruje ojciec z synem. Pragną udać się na południe, by uniknąć zamarznięcia na śmierć. Nie szukają lepszego świata, gdyż tego już nie ma. Dookoła tylko cisza, śmierć i niebezpieczeństwo. Życie ustało dawno temu, nie ma roślin, a te które pozostały zamieniają się w popiół, drzewa umierają i zwalają się tak, że trzeba uważać niemal na każdym kroku, bo nigdy nie wiadomo, czy coś się nie stanie. Brak jakichkolwiek zwierząt. Wokół tylko przejmujący chłód, wszelkie odcienie szarości i czerni, niebo spowite chmurami, z którego czasami leje deszcz oraz martwota. Woda w strumykach jest lodowata, a światło szare i skąpe. Sklepy są doszczętnie splądrowane, a w lasach czy miastach trudno znaleźć choćby odrobinę jedzenia. 
     Ludzie nie są już ludźmi. Wszelkie prawa i zasady moralne odeszły dawno temu, wówczas, gdy zaczęła się apokalipsa. Nie wiadomo, co stało się ze światem, z jakiego powodu przybrał on tak niełaskawe i niegościnne dla ludzkości oblicze. Wiadomo jednak, że niektórzy nie wytrzymywali, ruszali bezbronni w ciemność, by zakończyć swoje życie w tym strasznym miejscu, które nie przypominało znanego im domu. Teraz pozostali jedynie zdziczali kanibale, mocniejsze, zorganizowane jednostki, które wyłapują innych, by przeżyć. 
     Ten wrogi na każdym kroku świat, w którym powiedzenie, że trzeba mieć oczy dookoła głowy, zdaje się być niewystarczające, przemierza dwójka ludzi. Zmęczony życiem ojciec, który stale musi martwić się o zdobycie pożywienia, ochronę dziecka oraz nauczenie go, co zrobić w ostateczności i jego syn, cichy, przestraszony, małomówny i nad wiek dojrzały przez warunki, w jakich przyszło mu żyć. Pozostawiony przez matkę, słuchający z niedowierzaniem opowieści ojca o minionej rzeczywistości, która zdaje się wydawać nie tylko snem, ale czymś tak nierealnym i nierzeczywistym, że nawet miano kłamstwa to za mało. Chłopiec jest jednak ostoją człowieczeństwa. Nosi w sobie dobro względem drugiego człowieka, co pokaże nieraz podczas drogi. Nie rozumie świata, w którym przyszło mu żyć, rzeczywistości, ograniczającej się do poszukiwania jedzenia, schronienia i unikania innych ludzi. Stara się jedynie przetrwać, zapamiętać wszystko, czego uczy go ojciec oraz zachować w sobie to, co najlepsze. 
     Książka Cormaca McCarthy’ego jest pisana bardzo oszczędnym językiem, w sposób odrębny od większości powieści. Tchnie zimnem, smutkiem, strachem, brakiem nadziei. Z jednej strony bije z niej wola przetrwania bohaterów i pragnienie uczynienia lepszym życia dziecka, z drugiej niechęć do świata, w jakim się znaleźli. Świata pozbawionego współczucia, nadziei, radości. Jedyne dobro, jakie można tu napotkać tli się w małym chłopcu i pewnej rodzinie. Rzeczywistość nie różni się zbyt wiele od koszmarów bohatera. „Droga” to pesymistyczna refleksja nad umierającym światem oraz zachowaniem ludzi w skrajnie ekstremalnych warunkach. Autor zdaje się poddawać w wątpliwość człowieczeństwo, gdy ludzie stykają się z katastrofą, wobec której są bezsilni. Jednak nawet w tak mrocznej rzeczywistości, w której nawet imiona nie mają już racji bytu, pojawia się iskierka nadziei, mały promyk światła w postaci nielicznych bohaterów odstających od większości.
    Piękna, skłaniająca do myślenia, niezwykle sugestywna, tak w skrócie mogłabym określić „Drogę”, która choć przerażająca i smutna, nie pozwala się czytelnikowi oderwać i przez długi czas nie daje o sobie zapomnieć. 


Cormac McCarthy, Droga, tłum. Robert Sudoł, wyd. Literackie, Kraków 2008.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz